fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Ilu zbrodniarzy hitlerowskich uniknęło kary?

W latach 1945–1949 w Norymberdze toczyły się postępowania karne przeciwko osobom odpowiedzialnym za zbrodnie III Rzeszy
afp
Niemcy nie zostali rzetelnie rozliczeni za zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej wobec wszystkich narodów i ludów zamieszkujących Europę. To nie ulega wątpliwości.

Jeszcze bardziej jednak zdumiewa, że władze RFN nie ukarały ludzi winnych śmierci 150 tys. ich rodaków. Zachodnioniemiecki system sprawiedliwości bardziej służył ochronie tysięcy przestępców wojennych niż ich sprawiedliwemu osądzeniu. Jeszcze gorzej było pod tym względem w NRD. W maju 2011 r. świat obiegła wiadomość, że w Niemczech żyje na wolności 17 zbrodniarzy wojennych skazanych prawomocnie przez włoskie sądy na karę dożywotniego więzienia. Współczesne państwo niemieckie, które jest bardzo rygorystyczne w takich czynnościach prawnych jak odbieranie dzieci rodzinom polskich imigrantów, zatroszczyło się o stan zdrowia 17 morderców, którzy – jak podkreślił włoski prokurator wojskowy Marco de Paolis – dopuścili się najpodlejszych zbrodni w historii II wojny światowej.

Ilu takich zbrodniarzy kryły i wciąż kryją różne urzędy Republiki Federalnej Niemiec czy Austrii? Szymon Wiesenthal wykazywał, że począwszy od lat 60., wszyscy dyrektorzy departamentów w zachodnioniemieckim resorcie sprawiedliwości mieli w życiorysie okres aktywnej działalności w hitlerowskich instytucjach, w tym w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy. Ludzie ci byli odpowiedzialni choćby za część z 35 tys. wyroków śmierci wydanych przez utworzone w 1933 r. sądy specjalne. Szczególnie ponurą postacią był Wolfgang Fränkel, nazistowski przestępca mający na sumieniu przynajmniej 30 wyroków śmierci, a od 1962 r. pełniący funkcję prokuratora generalnego RFN. Fränkel otwiera długą listę nazistowskich „grubych ryb”, fanatycznych zbrodniarzy, którzy, pełniąc funkcje publiczne w powojennym rządzie federalnym i administracjach landów, uniknęli procesu i kary. Za ten stan rzeczy ponoszą winę wszystkie rządy RFN, poczynając od gabinetu kanclerza Konrada Adenauera, który był przeciwny wszelkim rozliczeniom z przeszłością.

Prof. Manfred Görtemaker, szef niezależnej komisji historyków niemieckich, stwierdził, że ludzie, którzy po 1949 r. kierowali zachodnioniemieckim systemem sprawiedliwości, nigdy nie zostali rozliczeni ze zbrodni o „przerażających rozmiarach”. To oni wraz ze służbą konsularną RFN wspomagali niemieckich „emigrantów” w krajach Ameryki Południowej, zapewniając im emerytury, renty i zasiłki.

Od 1946 r. półjawnie działa w Niemczech organizacja Stille Hilfe (Cicha Pomoc) wspierana przez Gudrun Burwitz, córkę Heinricha Himmlera. Stille Hilfe pomogła w ukrywaniu takich zbrodniarzy jak kat okupowanej Holandii Klaas Carel Faber, rzeźnik z Lyonu Klaus Barbie czy Anton Malloth, sadystyczny strażnik z obozu koncentracyjnego Theresienstadt na Morawach. Działalność Stille Hilfe zmusza do postawienia pytania, ilu niemieckich zbrodniarzy żyło po wojnie w ojczyźnie, ciesząc się wysokimi emeryturami wojskowymi, orderami, wyróżnieniami i opinią dobrych obywateli?

Najbardziej zdumiewa, że powojenny niemiecki wymiar sprawiedliwości zaniedbał wiele śledztw przeciwko ludziom odpowiedzialnym za cierpienie własnych obywateli. W latach 1933–1945 w III Rzeszy wybudowano około 12 tys. obozów koncentracyjnych. W ciągu zaledwie 12 lat powstało 12 tysięcy prawdziwych przedsionków piekła, średnio 1000 fabryk śmierci rocznie. Wszystkie były dochodowymi przedsiębiorstwami, przynoszącymi temu zbrodniczemu państwu pokaźne zyski.

Już 4 lutego 1933 r., kiedy wprowadzono w życie dekret „O ochronie narodu i państwa”, do 70 obozów koncentracyjnych na terenie całych Niemiec trafiło ok. 25 tys. niemieckich intelektualistów, działaczy opozycyjnych, duchownych, homoseksualistów, ludzi o poglądach zarówno lewicowych, centrowych, jak i prawicowych, świadków Jehowy, masonów, komunistów czy arystokratów. Naziści nie znali litości wobec własnych rodaków w równym stopniu jak wobec innych narodów. Ich ideologia gloryfikująca Germanów jako „najwyższe ogniwo w ewolucji ludzkości” nie przeszkadzała Hermannowi Göringowi, wówczas komisarycznemu ministrowi spraw wewnętrznych, na początku lutego 1933 r. w wydaniu rozkazu wszystkim funkcjonariuszom policji, by strzelali do „wrogów państwa”.

– Każda kula, która teraz wyjdzie z lufy policyjnego pistoletu, jest moją kulą. Jeśli nazywa się to morderstwem, to ja zamordowałem – grzmiał Göring do podwładnych z policji, którą właśnie zasiliło 50 tys. szumowin z SA i SS. Szacuje się, że w latach 1933–1945 do obozów koncentracyjnych trafiło ponad 150 tys. Niemców. Zabito przynajmniej 30 tys. spośród nich: wielu przez ścięcie głowy toporem czy powieszenie na haku rzeźniczym.

W Auschwitz – obok setek tysięcy Żydów, Polaków, Rosjan oraz przedstawicieli innych narodowości – zamęczono na śmierć 4 tys. Niemców, mimo że obłędna ideologia nazistowska kategoryzowała ich jako przedstawicieli rasy panów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA