fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Bing Crosby - głos Bożego Narodzenia

Po raz pierwszy Bing Crosby spotkał Louisa Armstronga w 1926 r. Ich przyjaźń trwała 45 lat, aż do śmierci Armstronga w 1971 r.
getty images
Amerykanie wierzyli, że Bing Crosby był rodzinnym, uroczym i zawsze odprężonym artystą. W rzeczywistości jego rodzina uważała go za apodyktycznego i przesadnie skrupulatnego despotę.

Amerykanie uwielbiają nadawać sławnym artystom ekranu i sceny przezwiska. I tak np. Dean Martin za swój włoski luz dostał przezwisko „Dino”, Frank Sinatra był nazywany „The Voice” lub „The Chairman”, a Elvis Presley został obwołany „Królem Rock’n’Rolla”, choć zazdrośnicy nazywali go też nieco wulgarnie „Pelvis”. Bing Crosby był pierwszym, który otrzymał przydomek. Prasa obwołała go „głosem Bożego Narodzenia”.

Urodzony w 1903 r. w Tacoma Bing Crosby, a właściwie Harry Lillis Crosby, był czwartym z siedmiorga dzieci księgarza Harry’ego Lillis Crosby’ego seniora i Catherine Helen Crosby, z domu Harrigan. Ojciec Binga był potomkiem Simona Crosby’ego, który wyemigrował z Anglii do Ameryki w XVII w. Z kolei matka była żarliwą katoliczką pochodzenia irlandzkiego. Gdy Bing miał trzy lata, rodzina zamieszkała w Spokane w stanie Waszyngton. Kupno kosztownego fonografu Victrola dowodzi szczególnej miłości tej rodziny do muzyki. Ta niezwykle droga jak na owe czasy inwestycja okazała się strzałem w dziesiątkę: dzieciństwo przyszłej gwiazdy muzyki rozrywkowej upłynęło przy wtórze muzyki z gramofonu, do której akompaniował na mandolinie pan Harry Crosby senior.

Kiedy Harry stał się „Bingiem”

Gdy Harry Lillis Junior miał siedem lat, sąsiad państwa Crosby czytający niedzielne humorystyczne wydanie gazety „Bingville Bugle” zauważył, że chłopak zaśmiewa się, czytając to samo czasopismo. Nazwał wtedy młodego Crosby’ego „Bingo z Bingville”. Przezwisko tak się przyjęło, że wreszcie wyparło prawdziwe imiona chłopca. Końcowe „o” wkrótce odpadło i pozostał już sławny pseudonim Bing, który towarzyszył mu przez całe życie.

Bing był trudnym nastolatkiem. Po irlandzkich przodkach matki odziedziczył skłonność do coraz częstszego popijania alkoholu i wszczynania po pijanemu awantur. W tym okresie częściej nazywano go „Binge”, co oznaczało w gwarze ulicznej pijatykę lub hulankę. Burzliwy młodzieńczy okres przeminął tak samo nagle, jak się rozpoczął. Po „dwudziestce” narodził się stateczny Bing o silnie konserwatywnych poglądach.

Kadr z filmu „Świąteczna gospoda” (1942 r.), w którym Bing Crosby zaśpiewał nagrodzony Oscarem przebój wszech czasów: „White Christmas”
east news

Bing uwielbiał ćwiczenia sportowe. Nie miał jednak atletycznej budowy ciała, co spowodowało, że nie przyjęto go ani do drużyny jego ulubionego futbolu amerykańskiego, ani do drużyny koszykówki. Był za to znakomitym baseballistą i świetnie pływał. Już w wieku 12 lat zaczął pracę w klubie golfowym jako „caddy”, czyli chłopak od noszenia za graczem piłek i sprzętu na polu golfowym.

Muzykiem, który wywarł największy wpływ na rozwój kariery artystycznej Binga, był Al Jolson. W rzeczywistości ten żydowski emigrant z Litwy nazywał się Asa Yoelson. W latach 20. XX wieku był najlepiej opłacanym artystą estradowym w USA.

Bing Crosby miał dużo szczęścia, że dostał pracę w teatrze w Spokane, kiedy zaczął tam występować Al Jolson. Chłopak uważnie przyglądał się pracy Jolsona na scenie. Jego śpiew, ruchy taneczne i mimika wywarły wielki wpływ na twórczość Crosby’ego. Al Jolson wprowadził na estradę charakteryzowanie twarzy na czarnoskórych wykonawców (tzw. black face).

Kiedy Bing zaczynał swoją karierę, śpiewając z orkiestrą Paula Whitemana, istniał już niezwykle ważny rekwizyt w pracy każdego piosenkarza, jakim był mikrofon. To pozwalało piosenkarzowi na tzw. crooning, co należy tłumaczyć dosłownie jako „zawodzenie”, czyli takie modulowanie głosu, aby nadawać mu specjalnie intymne, emocjonalne brzmienie. Bing stał się absolutnym mistrzem tego typu śpiewania. Wzorce, jakie przejął z jazzowej sztuki wokalnej Ala Jolsona i przeniósł do swojej techniki wokalno-estradowej, stały się wytycznymi dla najsławniejszych piosenkarzy amerykańskich, takich jak Frank Sinatra, Dean Martin, Sammy Davis Jr., Perry Como.

Zaczynając współpracę artystyczną z orkiestrą Paula Whitemana, 23-letni Bing Crosby poszedł zobaczyć występy Louisa Armstronga w Sunset Cafe w Chicago. Siedząc w pierwszym rzędzie, podziwiał nie tylko mistrzowską grę na trąbce Armstronga, lecz także jego swobodny sposób poruszania się na scenie, humor i cudownie swingujący sposób śpiewania. Styl estradowy Louisa Armstronga zrobił ogromne wrażenie na Bingu, który później to wyraził słowami: „Jestem dłużnikiem Wielebnego Satchel Mouth. Na nim zaczyna i kończy się muzyka, która niech zawsze panuje w Ameryce”. Louis Daniel Armstrong nosił pseudonimy estradowe Satchmo, Satch, Pops, Louie i Satchel Mouth. Wyraz „satchel” oznacza tornister lub torbę i miał przypominać kształt ust dmącego w ustnik trąbki Armstronga.

Wiele lat później Bing Crosby wyznał: „Nie mam najmniejszej wątpliwości, że najszczęśliwszy okres w mojej karierze był wtedy, kiedy pracowałem z Louisem Armstrongiem”. Tak narodził się jeden z najwspanialszych duetów w historii muzyki rozrywkowej.

Cudowny duet

W latach 30. XX wieku Bing prowadził w radiu NBC serię programów „Kraft Music Hall”. Armstrong bywał tam częstym gościem, co dla obu przyjaciół było okazją do wspominania starych dobrych czasów, a nawet do… wypalania skrętów z marihuaną. Ich wspólne występy były prawdziwą ucztą dla melomanów. Śpiew przeplatali śmiesznymi dialogami, przekomarzali się w zabawny sposób, wygłupiali, a wszystko to w perfekcyjnie swingującym stylu. Obaj piosenkarze oddziaływali na siebie twórczo. Bing uwielbiał styl Armstronga, a czarnoskóry geniusz jazzu w sposobie śpiewania naśladował owe słynne „cooning” Binga. W 1936 r. obaj wystąpili w filmie „Pennies from Heaven”, nagrali także piosenki z filmu z orkiestrą Tommy’ego Dorseya.

Bing Crosby z dalekowzrocznym zapałem owocnie inwestował w nagraniowy przemysł radiowy. W wojennych latach 40. był jednym z pionierów wprowadzenia do nagrań radiowych muzycznych pocztówek wysyłanych na front do żołnierzy. Był to tzw. laughter track, czyli śmiech nagrany na osobnej taśmie i puszczany równolegle z opowiadanymi dowcipami.

W latach 1946–1960 Bing Crosby był posiadaczem 15 proc. akcji klubu bejsbolowego Pittsburgh Pirates. Rozgrywki finałowe wpędzały go w takie napięcie nerwowe, że wolał ich nie oglądać, tylko słuchać sprawozdań radiowych. Sprzedał swoje udziały w 1960 r. po tym, jak jego ulubieni „Piraci” wygrali w rozgrywkach World Series.

W 1942 r. Bing Crosby wystąpił w filmie „Świąteczna gospoda” w roli piosenkarza rewiowego Jima Hardy’ego. Partnerował mu Fred Astaire jako tancerz i piosenkarz Ted Hanover. Ich partnerkami były: Marjorie Reynolds jako Linda Mason i Virginia Dale jako Lila Dixon. Partie wokalne obu aktorek śpiewała Martha Mears. Film reżyserował Mark Sandrich, a muzykę skomponował jeden z najpopularniejszych kompozytorów amerykańskiej muzyki rozrywkowej Israel Isador Balin, który nosił pseudonim artystyczny Irving Berlin. Ukazana w filmie tytułowa gospoda działała tylko w dni świąteczne. Stąd też film pokazywał całoroczny przegląd dni świątecznych w USA. Wszystko zostało wypełnione pięknymi piosenkami Binga Crosby’ego lub tańcem Freda Astaire’a.

Bing Crosby powiedział kiedyś: „Boże Narodzenie ma sposób na wydobycie z każdego tego, co najlepsze”. Rzeczywiście, film „Świąteczna gospoda” (Holiday Inn – od tego tytułu Kemmons Wilson nazwał sieć swoich hoteli) spełnił ważną rolę w podtrzymaniu patriotycznego i rodzinnego ducha Amerykanów w roku, kiedy Ameryka musiała przystąpić do wojny. Najsłynniejsza świąteczna piosenka, „White Christmas”, którą Bing zaśpiewał z Marjorie Reynolds, stała się amerykańskim przebojem wszech czasów. Partia wokalna wykonana została przez Marthę Mears. Piosenkarzom towarzyszyła orkiestra Scotta Trottersa i grupa wokalna Ken Darby Singers. Amerykanie po raz pierwszy usłyszeli to „Białe Boże Narodzenie” 25 grudnia 1941 r., gdy Bing zaśpiewał z Mears podczas swego cotygodniowego programu radia NBC „The Kraft Music Hall”.

Piosenki w filmie były piękną ilustracją świąt amerykańskich, a popisy taneczne Freda Astaire’a do dnia dzisiejszego zachwycają wirtuozerią tańca estradowego. Słynna scena, w której grany przez Freda Astaire’a pijany Ted Hanover tańczy wśród rozbawionych gości, kręcona była siedem razy. Dla zachowania autentyczności sytuacji przed każdym kolejnym ujęciem Fred Astaire wychylał kolejną szklaneczkę burbona, co zaowocowało tym, że pod koniec kręcenia sceny był już naprawdę bardzo pijany, choć to nie przeszkodziło mu w tym, by taniec wykonał perfekcyjnie. Na ekranie wypadło to wyśmienicie.

Przebój wszech czasów

Księga Guinessa podaje, że od czasu pierwszej emisji radiowej piosenka „Białe Boże Narodzenie” stała się najlepiej sprzedawanym singlem (50 mln kopii) aż do czasu wykonania przez Eltona Johna piosenki „Candle in the Wind” zaśpiewanej na uroczystościach pogrzebowych księżnej Diany. Twórcy filmu „Świąteczna gospoda” spodziewali się, że hitem muzycznym tego obrazu stanie się raczej piosenka „Be careful, It’s my heart”, także zaśpiewana w filmie przez Crosby’ego. Nikt nie spodziewał się, że piosenka „White Christmas” zdobędzie Oscara.

Rzeczą zdumiewającą jest, że twórca tej prostej i uroczej melodii, kompozytor Irving Berlin, nie znał nut i nie grał na żadnym instrumencie prócz swojego specjalnego pianina z mechanizmem, który zmienia pozycję klawiatury w stosunku do gry. W zapisywaniu linii melodycznej i aranżacji pomagali mu przyjaciele muzycy. Znamienne, że Berlin napisał tekst tej najbardziej zimowej piosenki w hotelu w upalnej Kalifornii. Mówił wtedy, że tworzy hit swojego życia. W Księdze rekordów Guinessa zanotowano, że jest to najlepiej sprzedający się utwór w historii muzyki rozrywkowej. Do dzisiaj jego wykonanie jest stałym punktem wszelkich programów świątecznych i wszyscy piosenkarze, zwłaszcza anglosaskiej popkultury, mają go w swym bożenarodzeniowym repertuarze. Tylko raz w historii, po wykonaniu tej piosenki w 1957 r. w stylu rockowo-bluesowym przez Elvisa Presleya, Irving Berlin złożył protest przeciwko takiej interpretacji swojej piosenki.

Dekoracje do nakręconej w 1942 r. na czarno-białej taśmie „Świątecznej gospody” wytwórnia Paramount wykorzystała po raz drugi w 1954 r. w kolorowym filmie „White Christmas” reż. Michaela Curtiza. Z obsady „Holiday Inn” pozostał jedynie Bing Crosby, a partnerowali mu Danny Kaye, Rosemary Clooney i Vera Ellen. Piosenki były także skomponowane przez Irvinga Berlina.

Po „White Christmas” kariera Binga Crosby’ego nabrała tempa. W 1945 r. zdobył nagrodę Akademii Filmowej za rolę księdza O’Malleya w nakręconym w 1944 r. filmie „Going My Way”. Siedem lat później Bing Crosby i Louis Armstrong wystąpili w filmie Franka Capry „Here Comes The Groom”, a sukces odniosła nagrana z orkiestrą Johna Scotta Trottera piosenka „Gone Fishin”. W nakręconym w 1956 r. filmie-musicalu wytwórni MGM „High Society” w reż. Charlesa Waltersa Bing Crosby śpiewa z Louisem Armstrongiem piosenkę „That’s Jazz”. Towarzyszy im zespół czarnoskórych jazzmanów All-Stars. Bing Crosby wystąpił w tym filmie w otoczeniu takich gwiazd jak: Grace Kelly, Frank Sinatra i Celeste Holm. Aktorzy z rozbawieniem wspominali uroczy, muzyczny jazzowy zgiełk, jaki chłopcy z All-Stars robili w przerwach między kolejnymi ujęciami.

Pod koniec czerwca 1960 r. Wytwórnia United Recordin Hollywood nagrała płytę „Bing & Satchmo z orkiestrą Billy Maya”. Twórcą muzyki był m.in. słynny kompozytor Johnny Mercer, obok Gershwina, Portera czy Berlina jeden z czołowych kompozytorów amerykańskich. W 1971 r. zmarł Louis Armstrong. Na wieść o tym Bing Crosby powiedział: „To był jedyny w swoim rodzaju muzyk, jaki kiedykolwiek żył”.

Wspaniała gra

Widzowie zapamiętali też inny duet aktorski, który Bing Crosby stworzył z Bobem Hopem. Obaj występowali od 1932 r. w Teatrze Capitol w Nowym Jorku. W latach 1940–1962 nakręcili z Dorothy Lamour siedem komedii pod wspólnym tytułem „Droga do…”. Każdy z tych filmów był satyrą i parodią różnych gatunków filmowych. Crosby i Hope grali parę przyjaciół, choć w życiu prywatnym chłodny i zdystansowany Crosby trzymał towarzyskiego Hope’a na dystans, co wyraził w słowach: „Nie ma niczego na świecie, czego nie zrobiłbym dla niego, i niczego, czego on nie zrobiłby dla mnie. Dlatego spędziliśmy całe życie, nic nie robiąc jeden dla drugiego”.

Na starość poza występami największą pasją Binga był golf. Jego golfowymi przyjaciółmi byli m.in. słynni aktorzy komediowi Oliver Hardy i Jimmy Durante. Czy Bingowi w życiu dopisywało szczęście? W życiu artystycznym bez wątpienia był „w czepku urodzony”. Gorzej było w życiu prywatnym. Jego szczęście obrosło legendą. Kiedy w 1943 r. spłonął jego dom, zgnębiony artysta próbował wygrzebać ze zgliszczy resztki swoich rzeczy. Ku własnemu zdziwieniu znalazł but, a w nim wygrane niegdyś na wyścigach, schowane i nietknięte 10 tysięcy dolarów, co jak na owe czasy było całkiem pokaźną kwotą.

Inaczej było jednak w życiu rodzinnym. Pierwsze małżeństwo Binga z Dixie Lee trwało 22 lata, od 1930 do 1952 r. Dixie zmarła na chorobę nowotworową, osierocając czterech synów. W Hollywood krążyły złośliwe dowcipy, że Bing nie potrafi dorobić się córki.

Drugą żoną Binga była aktorka i piosenkarka Kathryn Grant, z którą Bing czasem występował w programach telewizyjnych, aż do śmierci w 1977 r. Mieli dwóch synów i córkę.

Na temat życia rodzinnego Binga krążyło wiele kontrowersyjnych plotek i opowieści. Niemniej cieniem rzuca się na nie fakt, że dwaj synowie z pierwszego małżeństwa popełnili samobójstwo. W 1983 r. jego syn Gary opublikował książkę „Going my way”, w której opisał ojca jako człowieka mającego trudne relacje z synami.

W miarę upływu lat golf zdawał się jego jedyną miłością. I to właśnie na polu golfowym La Morajela pod Madrytem 14 października 1977 r. przyszedł tragiczny zawał serca. Tego dnia Bing zaliczył 18. dołek, choć lekarz nalegał, by ograniczył swój ukochany sport do gry na 9 dołkach. Jego serce nie wytrzymało wysiłku. Ostatnie słowa wielkiego muzyka brzmiały: „To była wspaniała gra, chłopaki”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA