Rzecz o historii

Mussolini: Człowiek, który zawsze chciał mieć rację

afp
Czy Mussoliniego możemy stawiać w jednym szeregu z takimi zbrodniarzami jak Stalin i Hitler? Bez wątpienia był despotą, który obudził demony ksenofobii i pogardy dla demokracji. Pozwolił swoim wojskom na liczne zbrodnie w Afryce i przyłączył Włochy do Paktu Trzech, ale ocena jego rządów nie jest jednoznaczna.

By zrozumieć fenomen faszyzmu włoskiego, trzeba się cofnąć w czasie i spojrzeć na historię Italii z perspektywy jej mieszkańców. Czym bowiem był ten kraj? Cudzoziemcy nazywają Włochami wszystkich mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. Istnieje powszechne przekonanie, że już w czasach starożytnych protoplaści narodu włoskiego stanowili jedno społeczeństwo, posługujące się tym samym językiem. W rzeczywistości długo przed powstaniem Imperium Rzymskiego Półwysep Apeniński zamieszkiwało aż dziewięć grup etnicznych: Ligurowie, Wenetowie, Etruskowie, Picenowie, Umbrowie, Latynowie, Oskowie, Messapiowie i napływowi Grecy.

Wśród nich z początku dominującą grupą stanowili Etruskowie zamieszkujący północną Italię. Koniec ich panowania nastąpił wraz z powstaniem kultury z Lacjum, cywilizacji stworzonej przez Latynów w regionie ujścia Tybru i Gór Albańskich. Legenda głosi, że w 753 r. p.n.e. Latynowie założyli miasto Rzym, które – jak doskonale wiemy – rozrosło się w ciągu kolejnego tysiąca lat do gigantycznego imperium rządzącego całym znanym Rzymianom światem. Rzym został założony przez zwykłych latyńskich pasterzy, którzy pędzili swoje owce na zielone pastwiska porastające Palatynat – jedno z siedmiu wzgórz, na których powstało wieczne miasto.

Po upadku Imperium Rzymskiego ta różnorodność etniczna Italii stała się przyczyną zjawiska, które można by nazwać rozbiciem dzielnicowym. Ustanowiony przez pierwszego cesarza rzymskiego Oktawiana Augusta podział terytorialny na 12 regionów utrzymał się do czasów nam współczesnych. Podboje Ostrogotów, Bizantyjczyków, Longobardów i innych ludów ze wschodu i północy dokonały trwałego podziału terytorium włoskiego na osobne regiony administracyjne. Zagrożone najazdem longobardzkim papiestwo zwróciło się o protekcję do władcy Franków. Ci pod wodzą Pepina Krótkiego pokonali Longobardów i oddali pod władanie papieży terytorium dawnego egzarchatu raweńskiego. W ten sposób powstało Państwo Kościelne, które przez kolejne tysiąc lat blokowało wszystkie próby zjednoczenia Włoch. W połowie XVI wieku na terytorium Italii znajdowało się aż sześć skonfliktowanych ze sobą państw: Królestwo Sycylii, Królestwo Sardynii, Państwo Kościelne, Wielkie Księstwo Toskanii, Republika Genui i Republika Wenecji, oraz stanowiące suwerenne terytoria: biskupstwo Trydentu, księstwa Parmy i Modeny oraz Republika Lukki, której symbolem była biało-czerwona flaga.

Włochy były podzielone nie tylko pod względem formalnym, ale także społecznym. Każdy region wchodzący w skład dzisiejszego państwa włoskiego posługiwał się własnym dialektem, a w wielu mówiło się po niemiecku lub francusku. Przedstawiciele dynastii sabaudzkiej, pod której berłem dokonało się zjednoczenie Italii, mówili wyłącznie po francusku. Na Sardynii posługiwano się językiem, którego nie rozumiał już nikt na Korsyce. Mieszkańcy Wenecji czuli się jak cudzoziemcy w Neapolu czy Palermo. Literacki język włoski, który był dziełem Dantego, Petrarki czy Machiavellego, nie miał nic wspólnego z dialektami, którymi posługiwano się w poszczególnych regionach Półwyspu Apenińskiego. Lokalny patriotyzm nazywany „campanilismo” (od włoskiego słowa „campanile” – dzwonnica) nie oznaczał jedynie separatyzmu małych, lokalnych ojczyzn, ale był symbolem nieustannych wojen i waśni pomiędzy miastami, wsiami i całymi prowincjami Italii. Literackim językiem Dantego i Petrarki posługiwało się zaledwie ok. 3 proc. mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. Reszta mówiła w dialektach różniących się nie mniej niż zupełnie obce sobie języki. Włochy były również podzielone mentalnie. Do połowy XIX wieku koncepcja zjednoczenia tego państwa była postrzegania jako swego rodzaju aberracja intelektualna elit z Piemontu. Ale i tam, w północno-zachodnim rogu Półwyspu Apenińskiego, językiem oficjalnym był jedynie francuski. Nawet jeden z czterech ojców założycieli współczesnych Włoch, hrabia Camillo Benso di Cavour, twórca romantycznej koncepcji zjednoczenia Italii, współzałożyciel nacjonalistycznego pisma „Il Risorgimento” i pierwszy premier zjednoczonego państwa, mówił wyłącznie po francusku.

Idea federalizacji półwyspu była odbierana przez zwykły lud jako pewnego rodzaju ekstrawagancja klas wyższych. Nie istniał bowiem żaden naród włoski, tylko zbiór mniej lub bardziej wrogo nastawionych do siebie autochtonów. Italię zamieszkiwali rdzenni mieszkańcy Lombardii, Piemontu, Wenecji, Franco-Provenzale, a także ludy Emiliano, Sabino, Romanesco, Romagnolo, Campano, Ciociaro, Calabrese, Barese, Molisiano, Siciliano i wiele innych.

Italia odrodzona

Zjednoczenie Włoch w 1860 r. było zatem dziełem pod każdym względem rewolucyjnym i eksperymentalnym. Dokonało się dzięki uporowi Giuseppe Garibaldiego, twórcy koncepcji Risorgimento – odrodzenia lub zmartwychwstania Włoch. Garibaldi, postać niezwykle barwna i charyzmatyczna, był przeciwnikiem bonapartyzmu, wolnomularzem i wielkim mistrzem loży Grande Oriente d’Italia. Dlatego część Włochów przeciwna koncepcji zjednoczenia do dzisiaj oskarża autorów idei Risorgimento o udział w wielkim spisku masońskim. Co ciekawe, to dopiero włoski faszyzm, wrogo nastawiony do masonerii, ale jednocześnie gloryfikujący zjednoczenie Włoch, przyczynił się do złagodzenia krytyki owego „masońskiego spisku”, który miał rzekomo doprowadzić do federalizacji Italii.

Koncepcja odrodzenia Włoch musiała jednak znaleźć jakieś ideologiczne oparcie. Jak można było mówić o odrodzeniu, skoro nigdy tak naprawdę nie istniało jednolite państwo włoskie ani jeden naród zamieszkujący Półwysep Apeniński? Twórcy romantycznej koncepcji scalenia narodu musieli sięgnąć do czasów starożytnych i mocno ponaginać historię, dowodząc, że współcześni Włosi są bezpośrednimi potomkami Rzymian. Niestety, każdy włoski historyk doskonale wiedział, że sami Rzymianie nie stanowili jednolitej grupy etnicznej ani też współcześni mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego nie są czystej krwi ich potomkami. O dziedzictwie kulturowym i etnicznym po Rzymianach mogą w równym stopniu mówić Hiszpanie, Francuzi, Szwajcarzy, Słoweńcy czy Rumuni. Liczne podboje Italii od V do XVII wieku przemieszały krew rzymską z germańską, słowiańską, azjatycką, afrykańską, bliskowschodnią itd.

Zjednoczenie Włoch nie dokonywało się zresztą pod protektoratem jakiejś starej rzymskiej rodziny patrycjuszowskiej, ale pod berłem dynastii sabaudzkiej, która miała w sobie więcej krwi niemieckiej i francuskiej niż włoskiej. Główną przeszkodą w procesie zjednoczenia Włoch było istniejące od 755 r. Patrimonium Sancti Petri, znane bardziej jako Państwo Kościelne, którego świeckim królem był sam papież. Dzisiaj wydaje nam się, że ta nietypowa monarchia była pewnego typu wynaturzeniem w samym środku Italii. Należy jednak pamiętać, że istniała znacznie dłużej niż państwo polskie i dla wszystkich mieszkańców Włoch miała charakter uświęcony. Zajęcie Rzymu przez wojska dynastii sabaudzkiej i ogłoszenie się przez papieża Piusa IX „więźniem Watykanu” spowodowało silny rozłam w nowym społeczeństwie Włoch. Wydawało się, że zjednoczenie duchowe jest już niemożliwe, a status papiestwa na zawsze pozostanie włoskim węzłem gordyjskim. Rozciąć go mógł jedynie człowiek, który dokonałby prawdziwej unifikacji narodowej Włochów. W przyszłości miał nim zostać Mussolini.

Będzie się nazywał jak Benito Juarez

Benito Amilcare Andrea Mussolini urodził się 29 lipca 1883 r. w Dovia di Predappio w regionie Emilia-Romania w północnych Włoszech. Kiedy doszedł do władzy, utrzymywał, że pochodzi z rodziny robotników rolnych. W ten sposób budował wizerunek człowieka z ludu, znającego trudności codziennego życia. W rzeczywistości – jak dowodziła Margherita Sarfatti w wydanej w 1925 r. biografii „Dux” – jego przodkami byli XIII-wieczni bolońscy arystokraci. Mussolini uwielbiał tworzyć wokół siebie aurę silnego człowieka z gminu, który mimo przeciwności losu twardo dąży ku wzniosłym celom i ideałom. Tę specyficzną zdolność do konfabulacji przejął od niego Adolf Hitler, który także celowo przedstawiał się jako człowiek doświadczony biedą i ciężką pracą.

Mussolini nie wywodził się jednak z biednej rodziny robotników rolnych. Jego dziadek Luigi Mussolini był zubożałym właścicielem ziemskim, a ojciec Alessandro całkiem dobrze sobie radził, prowadząc własny warsztat kowalski w Dovia di Predappio. Do 1860 r. tereny te należały do Państwa Kościelnego. Stąd też w rodzinie Mussolinich mieszały się dwa skrajne poglądy na rolę papiestwa w historii Italii: od bogobojnego kultu biskupa Rzymu po skrajny antyklerykalizm. Ten dualizm znalazł odzwierciedlenie w ideologii faszystowskiej, która z jednej strony odnosiła się z szacunkiem do hierarchii kościelnej, a z drugiej odbierała duchowieństwu rolę wychowawczą.

Matka przyszłego wodza ruchu faszystowskiego – Rosa z domu Maltoni, pochodząca z rodziny inteligenckiej – była nauczycielką we wsi Varano da Costa koło Dovii. W drugiej połowie XIX wieku nieliczne kobiety zdobywały wykształcenie pozwalające na wykonywanie pracy nauczyciela. Rosa była jednak kobietą o bardzo wyrazistych poglądach, które dzisiaj nazwalibyśmy radykalnymi. Przejawem jej światopoglądu była decyzja, że już dzień po narodzinach ochrzci syna, nadając mu imiona: Benito – dla upamiętnienia meksykańskiego rewolucjonisty Benita Juareza, który obalił monarchię w Meksyku i skazał na śmierć austriackiego arcyksięcia Maksymiliana Ferdynanda; Amilcare – po więzionym wówczas włoskim socjaliście, anarchiście i patriocie Amilcare Caprianim; Andrea – na cześć kolejnego socjalisty i anarchisty Andrei Costy.

Dziwna to była mieszanka poglądów. Z jednej strony pani Mussolini już dzień po porodzie biegła pobożnie do kościoła, aby ochrzcić noworodka, a z drugiej nadawała mu imiona mające uczcić socjalistów i anarchistów. Ta przedziwna rozbieżność światopoglądowa będzie się przewijać przez całe życie Benita Mussoliniego.

W przeciwieństwie do Rosy Mussolini jej małżonek Alessandro wcale nie zabiegał o chrzest syna. Był zdecydowanym antyklerykałem i socjalistą poświęcającym każdą wolną chwilę na działalność agitatorską. Jego skrajną wrogość wobec duchowieństwa wyrażał wybór imienia dla drugiego syna, który przyszedł na świat w 1885 r. Został on nazwany Arnaldo dla upamiętnienia Arnalda da Brescia, średniowiecznego reformatora religijnego, który sprzeciwiał się rosnącej władzy hierarchów kościelnych.

Niewiele wiadomo o dzieciństwie i wczesnej młodości Benita Mussoliniego. Przez 20 lat jego rządów skrzętnie usuwano wszystkie źródła informacji, które mogłyby go skompromitować. Zachowało się jedynie kilka anegdot z jego młodości. Pewne jest, że przez dwa lata uczył się w klasie, której nauczycielką i wychowawczynią była jego matka. Podobno był milczkiem, któremu zdarzały się gwałtowne wybuchy. Zgrywał bezwzględnego twardziela, ale też pozował na intelektualistę pochłaniającego książki. Nie wiemy, ile prawdy jest w tym wizerunku zbuntowanego wobec starego porządku młodego rewolucjonisty, który zaczytywał się w książkach. Zapewne wiele dorobiono do legendy w czasie, kiedy sprawował we Włoszech władzę absolutną.

Każdy anarchista jest ukrytym dyktatorem

„Il duce ha sempre ragione” (wódz zawsze ma rację) – głosił przewodni slogan partii faszystowskiej. Ktoś, komu faszystowska propaganda przypisała dogmat nieomylności niczym papieżowi, nie mógł być przedstawiany jako zwykły łobuz prowadzący hulaszczy i nieodpowiedzialny tryb życia. Duce miał być wzorem, nowym Cezarem, wybranym na męża opatrznościowego Italii ze względu na swoje niezwykłe przymioty osobiste. Wódz nie mógł mieć w życiorysie żadnych epizodów kryminalnych, chociaż niemal na każdym kroku podkreślano, że trafiał do więzienia z przyczyn politycznych, głównie za działalność rewolucyjną. W rzeczywistości największy włoski wróg marksizmu-leninizmu trafił w 1911 r. do więzienia w Forli za agitację socjalistyczną.

Trudno jednoznacznie określić stosunek Mussoliniego do Kościoła katolickiego. Jako wychowanek szkoły salezjańskiej w Faenzy zapewne nie przejął po ojcu skrajnie antyklerykalnych poglądów. Zresztą ojciec sprzeciwiał się wyborowi tej szkoły. Po dwóch latach Benito przeniósł się do świeckiego gimnazjum w Forlimpopoli, gdzie uczył się przez siedem kolejnych lat. Zachowane dokumenty szkolne oraz notatka opublikowana 1 lutego 1901 r. w socjalistycznej gazecie „Avanti” wskazują, że był bardzo dobrym uczniem. W notatce znajduje się znamienne zdanie, wskazujące na talenty krasomówcze przyszłego włoskiego przywódcy: „Wczoraj wieczorem towarzysz student Mussolini uczcił w gminnym teatrze pamięć Giuseppe Verdiego, wygłaszając na jego cześć przyjęte z aplauzem przemówienie”. Dla włoskich nacjonalistów Verdi jako twórca opery narodowej był tym, kim Ryszard Wagner dla Niemców czy Stanisław Moniuszko dla Polaków.

Tak jak Hitler uwielbiał muzykę Wagnera, tak Mussolini zasłuchiwał się w ariach z oper „Nabucco”, „Aida” czy „I Lombardi alla prima crociata”. Na tym jednak podobieństwa z wodzem III Rzeszy się kończyły. W odróżnieniu od Hitlera, Stalina czy Churchilla Benito Mussolini miał bardzo silne libido. Niewiele wiemy o jego partnerkach, ale pewne jest, że miał ich wiele. Rozbuchana seksualność nie przeszkadzała mu jednak w zdobywaniu wiedzy. W 1901 r. opublikował swój pierwszy artykuł, będący recenzją pewnej rosyjskiej powieści. Rodzice głęboko wierzyli, że tak zdolny humanista będzie znakomitym nauczycielem. Rzeczywiście Mussolini zawsze miał skłonności do pouczania innych lub długiego i mozolnego tłumaczenia jakichś zagadnień, tak jak to czynią wytrawni pedagodzy. To tłumaczy, dlaczego w początkowej fazie kariery dziennikarskiej koledzy nazywali go Il Professore.

Wbrew późniejszemu wizerunkowi stworzonemu przez faszystowską propagandę Mussolini wcale nie był typem rosłego przedstawiciela klasy robotniczej. Miał zaledwie 166 cm wzrostu, a więc był niższy od Hitlera o ok. 10 cm. Mimo wszelkich pozorów nie był też człowiekiem silnym fizycznie. Miał tendencję do otyłości, której u siebie nie znosił. Dopiero w ostatnim roku życia w wyniku załamania nerwowego schudł do 72 kg. Nie był również typem włoskiego bon vivanta, uwielbiającego się bawić w każdej wolnej chwili. Interesował się literaturą i sztuką. Pochłaniał ogromne ilości książek. Uwielbiał muzykę i sam często sięgał po skrzypce. Nie był jednak takim gadułą jak Hitler. Wprawdzie nie był nieufnym introwertykiem, ale nie miał zaufanych przyjaciół. Nikomu się nie zwierzał ze swoich spraw osobistych. Uważał, że jego życie wewnętrzne należy tylko do niego, i nigdy nie dzielił się z nikim swoimi przemyśleniami. Mimo że otaczało go kilku zaufanych doradców, decyzje podejmował sam, bez wcześniejszych konsultacji, czym nieraz wprawiał swoich towarzyszy w niemałe zakłopotanie. W przeciwieństwie do Hitlera nie zamierzał rezygnować z życia rodzinnego w imię spraw państwowych, ale był głęboko przekonany, że jest skazany na emocjonalną samotność, przypisaną wszystkim ludziom sprawującym władzę.

Precz z pokojem! Niech żyje Italia!

9 lipca 1902 r. Benito Mussolini wyjechał do Szwajcarii. Tam nauczył się języka niemieckiego, który w przyszłości bardzo mu się przydał w rozmowach z Hitlerem i przywódcami III Rzeszy. Pobyt w Szwajcarii miał odegrać w życiu Mussoliniego taką samą rolę jak okres wiedeński w życiu Hitlera. Duce budował na nim mit o biednym Włochu, który jako cudzoziemski robotnik musiał zarabiać na chleb na budowach w Genewie czy Lozannie. To prawda, że nie odżywiał się tam jak należy, ale jedynie przez krótki okres początkowy. Już od 2 sierpnia zaczął pisać do socjalistycznej gazety „L’Avvenire del Lavoratore” („Przyszłość Robotnika”). Prawdopodobnie w tym okresie pełnymi garściami korzystał z pomocy finansowej towarzyszy z partii socjalistycznych. W Lozannie poznał świetnie wykształconą i mówiącą wieloma językami Andżelikę Bałabanową, żydowską emigrantkę z Ukrainy, która była zawodową agitatorką socjalistyczną. Nie wiemy, czy nawiązali romans, ale na pewno bardzo się przyciągali. Przyszły wódz faszystowskich Włoch nie mógł przypuszczać, że spotyka się z kobietą, która w latach 1919–1920 będzie pełnić funkcję sekretarza Kominternu i zostanie współpracownicą Lenina, Trockiego i Zinowjewa, a w 1922 r. przystąpi do antyfaszystowskiej opozycji we Włoszech.

Mussolini nie popierał radykalnie lewicowych poglądów Bałabanowej, ale był bez wątpienia zafascynowany jej zaangażowaniem w walkę polityczną. On sam z wizerunkiem proletariusza nie miał nic wspólnego. Nosił się elegancko, bywał na salonach i ochoczo chodził na wszystkie odczyty socjologa Vilfreda Pareto, którego teorie stały się później fundamentem ideologicznym włoskiego faszyzmu. I być może to właśnie owe odczyty coś w nim zmieniły. Nie szybko, nie gwałtownie i nie rewolucyjnie. Powoli analizował wypowiedzi Pareto. Wgryzał się w jego myśli. Gdyby tylko Pareto mógł wiedzieć, że jego wykłady będą niczym ziarno posiane na niewłaściwym gruncie, które bardzo powoli kiełkuje i przeobraża się w niezwykle inwazyjną i zabójczą roślinę.

18 marca 1904 r. Mussolini sam przemówił na wiecu upamiętniającym Komunę Paryską. Znamienne, że wśród słuchaczy byli Lenin, Trocki i kilku innych komunistów, którzy zaledwie 13 lat później mieli stworzyć najbardziej zbrodniczy reżim w dziejach świata. 25 marca w parlamencie w Lozannie Mussolini wystąpił w debacie na tematy religijne. Wychowanek szkoły salezjańskiej i przyszły sygnatariusz traktatów laterańskich w brutalnych słowach zanegował istnienie Boga i wyśmiał wszelką religijność.

W 1908 r. Mussolini został publicystą dziennika „Il Popolo”. W tym czasie zdał egzamin na nauczyciela języka francuskiego. Umiejętność płynnego mówienia po francusku, angielsku i niemiecku będzie w przyszłości robić ogromne wrażenie na zagranicznych politykach. Na łamach „Il Popolo” ukazała się jego powieść „Claudia Particella. L’amante del cardinale”. Akcja tego dzieła rozgrywa się w XVIII-wiecznym Trydencie, który stanowił jeden z najważniejszych ośrodków kontrreformacji. Jak napisał celnie szwedzki biograf Mussoliniego Göran Hägg, „»Kochanka kardynała« nie zasługuje na literacką Nagrodę Nobla, ale akcja jest wartka i wskazuje na literackie talenty autora”. Trudno więc nawet porównywać pisarskie zdolności Mussoliniego i Hitlera. Ten drugi wypadał przy swoim włoskim koledze jak niedouczony uczeń przy profesorze. Gdyby niezbadanym wyrokiem Opatrzności życie Benita Mussoliniego zakończyło się w 1910 r., przeszedłby do historii jako mało znany pisarz i publicysta socjalistyczny. Los jednak wyznaczył mu inne zadanie.

W 1910 r. Benito poznał Rachelę Guidi, z którą żył przez dziesięć kolejnych lat w konkubinacie. Jak na anarchistów przystało, obydwoje uważali, że formalny związek małżeński jest tylko niepotrzebnym i krępującym wymogiem narzuconym przez Kościół. Ślub kościelny wzięli dopiero dla celów propagandowych w 1925 r.

Przełom w światopoglądzie Mussoliniego nastąpił w 1914 r. Wybuch wojny obudził w nim ducha nacjonalisty. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy Mussolini był zwolennikiem wojny, która w jego opinii miała oczyścić stary porządek europejski. Zrezygnował ze stanowiska redaktora naczelnego socjalistycznej gazety „Avanti” i ku zdumieniu dotychczasowych towarzyszy z partii założył w Mediolanie nacjonalistyczne pismo „Il Popolo d’Italia”.

Wierzyć! Być posłusznym! Walczyć!

W 1915 r. trafił do armii i jak wskazują dokumenty wojskowe – dzielnie walczył w dolinie rzeki Isonzo. W lutym 1917 r. został tak dotkliwie poraniony odłamkami pocisku moździerzowego, że lekarze musieli przeprowadzić aż siedem operacji. Wojna całkowicie zmieniła jego optykę polityczną. Obudziła nacjonalistę i wroga kosmopolitycznej wizji świata.

Mimo słabego zdrowia Mussolini zabrał się z zapałem do pracy nad budową nowej formacji politycznej, która – jak sam to określał – sprzeciwiała się „reakcyjnej prawicy skupionej wokół Kościoła” i destrukcyjnej lewicy od socjalistów po komunistów. 23 marca 1919 r. w lokalu Związku Przemysłowo-Handlowego w centrum Mediolanu zapadła decyzja o utworzeniu Fasci di Combattimento – grup bojowych składających się z byłych socjalistów i syndykalistów. Mussolini nie zamierzał zasypywać gruszek w popiele. Ta partia miała jeden cel: zdobyć całkowitą władzę bez liczenia się z jakimikolwiek kosztami społecznymi. Dalekosiężnym celem faszystów było wywołanie rewolucji na wzór rewolucji październikowej. Mimo że deklarowali wrogość wobec socjalistów i komunistów, głosili poglądy bardzo do nich zbliżone. Bazą ideologiczną włoskiego faszyzmu i ruchów mu pokrewnych był socjalizm pomieszany ze statolatrią. Kult państwa miał stanowić programowe epicentrum tej formacji. Wszystko, cokolwiek faszyści robili, uzasadniali dobrem państwa, które powstało niewiele ponad pół wieku wcześniej.

Rasa? To jest uczucie, a nie rzeczywistość

Warto pamiętać, że w budowę włoskiego faszyzmu byli zaangażowani również włoscy Żydzi. Szczególne zasługi dla partii faszystowskiej (Partito Nazionale Fascista) miał jej współzałożyciel prof. Giorgio Del Vecchio, prominentny prawnik i filozof wyznania mojżeszowego. Przez pierwsze 13 lat istnienia rządu faszystowskiego ministrem finansów i ulubieńcem Duce był inny włoski Żyd – Guido Jung. Projekt konstytucji opartej na faszystowskiej ideologii opracował żydowski prawnik Gino Avia. Wśród wielu żydowskich towarzyszy w szeregach Czarnych Koszul wyróżniali się Giorgio Anselmi i Isaiah Levi, najbliżsi doradcy Duce, szef partii faszystowskiej w Trieście Giacomo Cepilli oraz pierwszy sekretarz PNF Augusto Turati. W 1925 r. rabini we włoskich synagogach odprawiali dziękczynną modlitwę za uratowanie życia Duce w czasie zamachu. Rabin Florencji pojawił się w bożnicy w pełnym faszystowskim umundurowaniu, a część wiernych pozdrowiła go salutem rzymskim. W 1935 r. minister Ettore Ovazza ufundował „La Nostra Bandiera” („Nasz Sztandar”), gazetę faszystowskich Żydów. Wśród oficjalnych „męczenników” włoskiego ruchu, którzy zginęli w marszu na Rzym, byli liczni Żydzi, m.in. Bruno Mondolfo, Duilio Sinigagli i Gino Bolaffi. Znamienne, że chociaż w 1938 r. pod wpływem Niemców wezbrała we Włoszech fala antysemityzmu, to 26 czerwca tego roku przywódcy społeczności żydowskiej wydali oświadczenie, że włoscy Żydzi pozostaną lojalni wobec Włoch i Mussoliniego niezależnie od tego, jak będą postrzegani.

Oprócz Żydów w szeregi partii faszystowskiej wstępowali muzułmanie z Libii, Etiopii i Somalii, którzy licznie zasilali też Associazione Musulmana del Littorio (Muzułmańskie Stowarzyszenie Liktora). Partito Nazionale Fascista była więc partią kosmopolityczną, otwartą na inne religie i narody. Faszyści od początku postawili także na równouprawnienie kobiet. Jednym z głównych ich ideologów była wspomniana wcześniej Włoszka pochodzenia żydowskiego Margherita Sarfatti, której podpis widnieje pod dokumentem założycielskim PNF z 23 marca 1919 r. Warto też wspomnieć, że salę, w której odbyło się zebranie założycielskie, ochoczo udostępnił Cesare Goldmann.

To dopiero fatalny, ale i nieunikniony alians polityczny z Hitlerem zmienił najbardziej prężny ruch społeczny Włoch w organizację posługującą się wykluczeniem ze względu na pochodzenie czy wyznawaną religię. Jeszcze w 1941 r. w wywiadzie dla Emila Ludwiga, niemieckiego dziennikarza żydowskiego pochodzenia, Duce drwił sobie z niemieckiej obsesji na punkcie czystości rasy: „Rasa? To jest uczucie, a nie rzeczywistość: co najmniej 95 proc. z tego pojęcia to uczucie. Nic mnie nigdy nie przekona do tego, że czyste biologicznie rasy nadal istnieją. Wystarczająco zabawne, że nikt, kto głosił szlachetność rasy teutońskiej, nie był sam Teutonem”.

„Hitler to pederasta”

Paolo Monelli, włoski dziennikarz i biograf Duce, twierdził, że pod koniec lat 30. Mussolini próbował znaleźć racjonalne przesłanki do ustanowienia antysemityzmu jako doktryny ustrojowej na wzór niemiecki. Należy jednak podkreślić, że nawet w 1938 r., kiedy los niefortunnie i na zawsze związał Mussoliniego z polityką Adolfa Hitlera, Duce zapewniał swoje otoczenie: „Sam nie wierzę w te (...) bzdury! To, co robię, robię z powodów politycznych”. Relacje Mussoliniego z Hitlerem nie zawsze opierały się bowiem na przyjaźni i zaufaniu, ale raczej na chłodnej kalkulacji. W pewnym momencie historii obaj byli sobie bardzo potrzebni. Mussolini gardził Hitlerem, choć niestety – jak pisał Monelli – entuzjastyczne przyjęcie w hitlerowskich Niemczech było dla Mussoliniego „niczym podróż do Paryża dla kiepskiego malarza, który wraca stamtąd odmieniony i przejęty duchem naśladownictwa”. Stosunek Mussoliniego do niemieckiego militaryzmu najlepiej opisuje sytuacja z 22 czerwca 1941 r. Kiedy pracownik MSZ powiadomił go o ataku III Rzeszy na Rosję, Duce zadzwonił do żony i powiedział: „Rachelo, przegraliśmy wojnę”.

Dlaczego więc ten znakomicie wykształcony włoski intelektualista, który gardził ideologią nazistowską, dostrzegał straszne pułapki komunizmu, mawiał, że „wolność jest obowiązkiem, nie prawem”, zdecydował się na alians z Hitlerem, którego kiedyś ze wstrętem nazwał pederastą?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL