Rynek pracy

Rynek specjalisty i technika

Adobe Stock
Struktura zatrudnienia zbliża się u nas do rozwiniętych gospodarek, gdzie o przewadze konkurencyjnej decydują wysoko wykwalifikowani pracownicy.

Już co piąty pracujący Polak jest specjalistą. Na koniec I kwartału br. na stanowiskach specjalistycznych pracowała rekordowa liczba ponad 3,3 mln osób. To prawie o 5 proc. więcej niż przed rokiem i aż o jedną czwartą więcej niż na początku obecnej dekady, gdy specjaliści stali się najszybciej rosnącą grupą zawodową – wynika z analizy danych GUS. Nieco wolniej, ale też w szybkim tempie – o ok. 20 proc. – zwiększyła się w tej dekadzie licząca już 2,2 mln osób grupa techników (i innego średniego personelu w firmach). To oni byli też liderami wzrostu w ostatnich dwóch latach boomu na rynku pracy.

Odwrót od prac biurowych

Ten trend nie dziwi ekonomistów i ekspertów rynku pracy. Jak ocenia Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych, zmiany na polskim rynku pracy i stopniowy wzrost znaczenia zawodów wymagających wysokich kwalifikacji potwierdzają, że gospodarczo doganiamy najbardziej rozwinięte kraje Europy i USA.

Tam w strukturze zatrudnienia liczą się przede wszystkim specjaliści, menedżerowie i technicy – wykonujący nierutynowe prace – oraz zawody związane bezpośrednio z usługami dla klientów (m.in. w gastronomii i hotelarstwie).

Jednocześnie następuje odwrót od prostych prac biurowych m.in. w wyniku zmian technologicznych, które wpływają też na zmianę organizacji pracy. Rozwój cyfryzacji, usług elektronicznych sprawia, że nie potrzeba już kasjerów w bankach ani rozbudowanych działów księgowości czy kadrowo-płacowych w firmach.

Widać to również w danych GUS. Co prawda w ostatnich latach najszybciej kurczyła się grupa pracujących w zawodach związanych z rolnictwem, ogrodnictwem czy rybołówstwem (o 10 proc. w ciągu dwóch lat i o 25 proc. od początku dekady), ale wyraźnie też ubywa tradycyjnych pracowników biurowych. W ciągu ubiegłego roku ich liczba spadła o ponad 7 proc. do niespełna miliona.

Piotr Lewandowski zaznacza, że Polska w porównaniu z Europą Zachodnią i USA jest jeszcze na wczesnym etapie automatyzacji usług, która w najbardziej rozwiniętych krajach doprowadza do masowej likwidacji stanowisk związanych z rutynową pracą umysłową i fizyczną. Na razie korzystamy z faktu, że w globalnym modelu pracy staliśmy się dla Zachodu dostawcą usług biznesowych, co ogranicza tempo spadku liczby pracowników biurowych i przyczynia się też do wzrostu liczby specjalistów.

Uciec przed automatem

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę, że w tej grupie są nie tylko wysoko wykwalifikowani programiści rozwiązań AI czy analitycy finansowi; spora część stanowisk specjalistycznych dotyczy dość prostych, rutynowych prac. Według ekonomistki, w danych GUS bardzo przydałoby się pokazanie różnych warstw wybranych grup zawodowych, co lepiej pozwoliłoby wychwycić zmiany na rynku pracy i przygotować się do kolejnych zmian. – Musimy już myśleć o przyszłości, o rozbudowywaniu kompetencji, przekwalifikowaniu pracowników w ramach przedsiębiorstw, zwłaszcza gdy inwestują one w nowe technologie, w tym w automatyzację – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Jak zwraca uwagę szef IBS, duża część z ponad 280 tysięcy pracowników sektora nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce wykonuje mało skomplikowane rutynowe czynności, które z czasem zostaną zautomatyzowane. Już teraz w prostych zadaniach pracowników call centers zastępują chatboty. Zdaniem Lewandowskiego z czasem wiele dzisiejszych stanowisk w centrach usług zniknie, co może doprowadzić do spadku zatrudnienia w tym sektorze – o ile nie przestawi się on na niestandardowe, zindywidualizowane usługi. – Jednak takie usługi wymagają zarówno wysokich profesjonalnych kwalifikacji, jak też dużych umiejętności interpersonalnych oraz biegłej znajomości języków obcych – zaznacza szef IBS.

Wśród grup zawodowych, które w ostatnich latach wyraźnie się kurczą, są też pracownicy wykonujący proste prace. Według danych GUS, ich liczba zmalała w ciągu minionego roku o ponad 6 proc. – od początku dekady zaś o jedną siódmą. Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, spadek w tej grupie zawodowej, gdzie Polaków coraz częściej zastępują imigranci zarobkowi, potwierdza to, co widać już w danych ZUS – że znaczna część imigrantów pracuje w Polsce na czarno.

Trend zauważalny w danych GUS widać też na rynku ofert ogłoszeń o pracy. Jak ocenia Robert Pater z Katedry Makroekonomii Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, który wraz z Biurem Inwestycji i Cykli Ekonomicznych analizuje oferty pracy w internecie, specjaliści z różnych dziedzin (zwłaszcza finansów i IT) oraz technicy należą – obok sprzedawców – do czołówki najczęściej poszukiwanych pracowników. Jednak największy przyrost ofert dotyczy robotników wykwalifikowanych, czyli fachowców, i operatorów maszyn i urządzeń, choć z danych GUS wynika, że ich zatrudnienie rośnie wolniej niż w przypadku specjalistów czy techników. – To efekt braku tych pracowników, którzy często szukają lepiej płatnej pracy za granicą – ocenia Pater.

Opinia

Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju

W ostatnich latach nastąpiły wyraźne zmiany zatrudnienia w rolnictwie i w przedsiębiorstwach zatrudniających 10 osób i więcej, czyli w najbardziej wydajnej części gospodarki. To te przedsiębiorstwa odpowiadały za wzrost netto liczby miejsc pracy przy jednoczesnym spadku zatrudnienia w rolnictwie. Coraz bardziej zbliżamy się do sytuacji w Europie Zachodniej, gdzie ubywa miejsc pracy związanych z powtarzalnymi czynnościami manualnymi i intelektualnymi. Duży wpływ na dalsze zmiany struktury zatrudnienia ma polityka rządu; plany zniesienia limitu 30-krotności średniego wynagrodzenia przy składkach ZUS dla najlepiej zarabiających pracowników mogą ograniczyć wzrost zatrudnienia specjalistów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL