fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Nawet przy niskich płacach własna firma bardziej się opłaca niż etat

Adobe Stock
Reforma PIT ma obniżyć klin podatkowy. Jednak zmiany są zbyt małe, by samozatrudnienie straciło na atrakcyjności.

Już od października tego roku Polacy mają odczuć w swoich portfelach efekty zmian w PIT, wprowadzanych przez rząd PiS. Stawka podatkowa ma spaść z 18 do 17 proc., podwojone mają zostać koszty uzyskania przychodów. W efekcie do Polaków trafić ma ok. 10 mld zł w formie wyższych płac netto. Czy po tych zmianach praca na etat stanie się bardziej atrakcyjna w porównaniu z innymi formami zatrudnienia?

Czytaj także: Samozatrudnienie to dobry pomysł?

Wyliczenia dla kwot 3 i 10 tys. zł

Z analizy „Rzeczpospolitej" wynika, że – podobnie jak dotychczas – najbardziej atrakcyjna pozostanie działalność na własny rachunek. W naszej analizie wzięliśmy pod uwagę łączną wysokość wydatków, jakie ponosi pracodawca na zatrudnienie jednej osoby. Po odjęciu wszystkich składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne oraz podatku mamy zarobki netto.

W przypadku takich kosztów pracy na poziomie 3000 zł na miesiąc (co odpowiada wynagrodzeniu brutto w wysokości ok. 2500 zł) dochód netto po reformie wyniesie ok. 1,84 tys. zł, czyli o ok. 40 zł więcej niż przed reformą. Tymczasem własna firma przy przychodach 3 tys. zł, po opłaceniu składek i PIT może dać ok. 2,08 tys. zł dzięki skorzystaniu z tzw. małego ZUS.

Jeśli zaś firma działa nie dłużej niż pół roku i w grę wchodzi ulga na start, dochód może sięgnąć 2,46 tys. zł.

Jeszcze większe różnice widać przy wyższych kwotach. Jeśli pracodawca może przeznaczyć na zatrudnienie pracownika 10 tys. zł (co odpowiada 8,3 tys. zł płacy brutto), to przy zwykłym etacie pracownik po zmianach w PIT może dostać na rękę 5,94 tys. zł. Samozatrudnienie może zaś przynieść ponad 7 tys. zł – ponad 1 tys. zł więcej, i to nawet przy założeniu, że nie korzystamy z żadnych ulg na start (mały ZUS przy tak wysokich dochodach już nie działa).

– Dla polskiego klina podatkowego charakterystyczny jest stosunkowo mały udział podatków, a wysoki składek na ubezpieczenia społeczne – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorstw Polskich. – Dlatego czynnikiem, który w największym stopniu powoduje rozbieżności dochodu netto pomiędzy samozatrudnieniem a umowami o pracę, są właśnie składki. Tymczasem zmiany zaproponowane przez rząd dotyczą podatku PIT – wyjaśnia Kozłowski.

Zlecenie też dobre

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego propozycje rządu nie zmieniają całościowego obrazu polskiego rynku pracy, jeśli chodzi o atrakcyjność różnych form zatrudnienia. Mimo obniżki PIT praca etatowa nie stała się bardziej opłacalna nawet wobec umów cywilnoprawnych, czyli umów o dzieło i umów zlecenia. Umowy o dzieło w ogóle nie są oskładkowane, a artyści mogą korzystać nawet z 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów, dlatego tego typu umowy pozostają bezkonkurencyjne.

Z kolei od umów zlecenia trzeba odprowadzać składki do ZUS, jednak koszty uzyskania przychodu wynoszą aż 20 proc., a pracownicze koszty uzyskania przychodów są stałe. Nawet po ich podwojeniu w porównaniu z pracą na etacie umowa zlecenia wciąż daje nieco więcej płacy netto.

Co dał mały ZUS

– Ciekawe, że rząd stara się jedną ręką promować pracę na etat, a jednocześnie drugą – samozatrudnienie, dlatego jego atrakcyjność nie spada – uważa Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Chodzi o wprowadzone w ciągu ostatniego roku dwie ważne ulgi w składkach do ZUS dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Po pierwsze – ulga na start, która pozwala nie płacić składek na ubezpieczenia przez pierwsze pół roku, choć obowiązkowe są opłaty na ubezpieczenia zdrowotne oraz podatek dochodowy niezależnie od uzyskiwanych dochodów.

Po drugie – ulga mały ZUS, która weszła w życie od początku 2019 r., to swoista rewolucja, długo zresztą wyczekiwana przez prawdziwych przedsiębiorców. Oznacza ona, że mali przedsiębiorcy, którzy uzyskują niskie przychody (do 2,5-krotności płacy minimalnej miesięcznie) mogą płacić składki do ZUS w zależności od swoich dochodów, a nie jak wcześniej stałym ryczałtem. – W efekcie tej zmiany samozatrudnienie stało się bardziej opłacalne niż etat nawet przy stosunkowo niskich wynagrodzeniach – uważa Aleksander Łaszek.

Plany rządu

Porównując różne formy pracy, nie można nie wspomnieć o planowanej przez rząd likwidacji tzw. limitu 30-krotności składek do ZUS. Dziś od wynagrodzeń, które przekroczą pułap ok. 11,5 tys. zł brutto na miesiąc, nie płaci się już składek na ubezpieczenia społeczne. Efektami proponowanych zmian będą spadek płac netto pracownika z takimi zarobkami i wyższe koszty płacy, które pracodawca będzie musiał ponosić.

– Po zniesieniu limitu 30-krotności można się spodziewać, że popularność alternatywnych form zatrudnienia jeszcze bardziej wzrośnie – komentuje Kozłowski.

– Takie działania powodują, mówiąc wprost, wypychanie ludzi na samozatrudnienie – dodaje Łaszek.

Z kolei Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy w Polskim Instytucie Ekonomicznym, zauważa, że dla osób z wysokimi dochodami silnym bodźcem do wyboru formy zatrudnienia jest wysokość podatku PIT. Pracujący na etacie po przekroczeniu pewnego progu muszą zacząć płacić 32 proc. podatku, zaś pracujący „na swoim" tylko 19 proc., bo tyle wynosi podatek liniowy dla firm.

Raz ci, raz tamci...

Zdaniem ekspertów duże dysproporcje pomiędzy obciążeniem daninami dochodów z pracy w zależności od formy prawnej są ogromnym problemem w Polsce. I dobrze byłoby, gdyby wdrażane przez rząd zmiany prowadziły do zmniejszenia tych różnic. – Po części tak się dzieje – zaznacza Kubisiak. Obniżenie stawki PIT i podwojenie kosztów uzyskania przychodu oznacza obniżenie klina podatkowego, szczególnie dla niskich wynagrodzeń z pracy.

Znaczącą zmianą jest zerowy PIT dla osób do 26 lat. – Młodzi mają najtrudniejszą sytuację, bo dopiero wchodzą na rynek pracy. Gdy nie muszą płacić PIT, ich wynagrodzenie netto wyraźnie rośnie, dzięki czemu bardziej opłaca się im legalne zatrudnienie niż w praca szarej strefie – ocenia Kubisiak.

– Moim zdaniem zmiany w systemie podatkowo-składkowym są zbyt wyrywkowe, by różnice w poziomie obciążeń mogły rzeczywiście się zmniejszyć – zauważa Kozłowski.

– Raz rząd pochyla się nad sytuacją mikrofirm, które mają bardzo niskie dochody, raz nad losem młodych. Należałoby raczej dokonać kompleksowej reformy wszystkich form zatrudnienia, podatków, składek ubezpieczeniowych i świadczeń – zaznacza Łaszek.

Co siódmy Polak pracuje na własny rachunek

W I kwartale tego roku w Polsce pracowało 16,27 mln osób – wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych cyklicznie przez Główny Urząd Statystyczny. W tej grupie 13,04 mln osób, czyli 80,1 proc., to pracownicy najemni. Z kolei na własny rachunek pracowało (nie zatrudniając innych osób) 2,25 mln osób, czyli 13,7 proc. ogółu. Ciekawe, że liczba samozatrudnionych wzrosła w porównaniu z I kwartałem 2018 r. o 20 tys., zaś liczba pracowników najemnych spadła o 70 tys. Liczba pracujących ogółem też się zmniejszyła.

Wśród osób samozatrudnionych najwięcej jest rolników – 955 tys. w I kwartale tego roku – którzy mają zupełnie inne zasady opodatkowania dochodów niż pozostała część pracujących.

Poza rolnictwem najwięcej własnej działalności jest w branży budowlanej, handlowej i napraw samochodów – po ponad 200 tys. samozatrudnionych. Sporo jest także takich osób w branży transportowej i w logistyce (w tym magazyny), przetwórstwie przemysłowym (po ponad 100 tys.) oraz w telekomunikacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA