fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Unijna polityka rolna daleko od Zielonego Ładu

Rolnicze lobby reprezentowane m.in. przez Polskę osłabia klimatyczne cele Wspólnej Polityki Rolnej.
Bloomberg
Rolnicze lobby reprezentowane m.in. przez Polskę osłabia klimatyczne cele Wspólnej Polityki Rolnej. Ekologowie biją na alarm.

Unijni ministrowie po długiej dyskusji doszli w nocy z wtorku na środę do porozumienia w sprawie reformy Wspólnej Polityki Rolnej (WPR). Ich propozycja znacząco osłabia klimatyczne cele, które zaproponowała Komisja Europejska. Ostateczna decyzja zapadnie w porozumieniu z Parlamentem Europejskim, ale tam też powstała koalicja na rzecz mniej zielonej polityki rolnej.

Za pięknymi słowami

Około 48 mld euro rocznie płynie z unijnego budżetu na dopłaty bezpośrednie dla rolników w UE. Polacy dostają z tego około 3,4 mld euro. Poziom subwencji zależy od ilości hektarów i jest po prostu rentą wypłacaną rolnikom z pieniędzy, na które składają się wszyscy podatnicy. Ponieważ sektor rolny jest istotnym źródłem emisji CO2, to Bruksela chciałaby, żeby też – jak pozostałe branże gospodarki – zaangażował się w walkę za zmianą klimatyczną. Dlatego zaproponowano, żeby przynajmniej 30 proc. pieniędzy z 1. filara WPR (czyli głównie dopłat bezpośrednich) było powiązane z działaniami na rzecz klimatu. Natomiast w 2. filarze, czyli środkach przeznaczonych na rozwój obszarów wiejskich, ten wskaźnik miałby być wyższy: 35 proc.

Obie instytucje współdecydujące o kształcie nowej WPR chcą istotnego osłabienia tych ambicji. W unijnej Radzie, czyli gronie ministrów rolnictwa, m.in. pod presją Polski, zdecydowano o obniżeniu tego wskaźnika: w 1. filarze z 30 do 20 proc., ze stopniową implementacją. Ponadto usunięto z pierwotnej propozycji nowe ambitne podstawowe standardy ekologiczne dotyczące wszystkich rolników ubiegających się o dopłaty bezpośrednie. W 2. filarze Rada zostawiła wskaźnik przynajmniej 35 proc. na cele klimatyczne. Ale de facto znacznie zmniejszono środki dostępne dla ekologicznych rolników, bo zdecydowano, że do owych 35 proc. mogą być zaliczane tzw. obszary ograniczeń naturalnych, czyli np. gospodarstwa górskie. Z definicji należałoby je – zdaniem ministrów – uznać za zielone w 100 proc., choć zdaniem ekologów nie jest to prawdą.

– Dzisiejsze porozumienie jest kamieniem milowym dla europejskiej polityki rolnej. Państwa członkowskie wykazały ambicję w zakresie wyższych standardów środowiskowych w rolnictwie i jednocześnie wspierały niezbędną elastyczność w zapewnianiu konkurencyjności rolników. Umowa ta jest spełnieniem aspiracji bardziej ekologicznej, sprawiedliwszej i prostszej WPR – powiedziała Julia Klöckner, niemiecka minister ds. żywności i rolnictwa, która przewodziła Radzie.

Ekologowie mają na ten temat inne zdanie. – To strasznie przygnębiające. Posłowie do PE i ministrowie rolnictwa za swoimi pięknymi słowami w dużej mierze utrwalają politykę rolną, która przeznaczy pieniądze podatników na zanieczyszczające, uprzemysłowione rolnictwo przynajmniej do 2027 r. – komentował Jabier Ruiz z organizacji WWF.

Renty dzierżawne

Postulatem polskiego rządu jest wyrównanie dopłat bezpośrednich. Miał się tym zająć polski komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski. Reforma WPR nie przewiduje jednak realizacji tego postulatu. Zdaniem Jarosława Kalinowskiego, eurodeputowanego PSL, ostatecznie dopłaty dla polskich rolników mogą być w latach 2021–2027 nawet nieco niższe niż obecnie. A to dlatego, że co prawda będzie stopniowo zmniejszana różnica między krajami, które weszły do UE w 2004 r. i później, a tymi, który były w Unii już wcześniej. Ale jednocześnie zostanie ograniczona możliwość przesuwania środków z 2. na 1. filar. A z tego korzystała Polska, żeby podwyższyć dopłaty dla swoich rolników.

Drugą ważną dla Polski zmianą może być proponowana przez grupę Europejskiej Partii Ludowej i grupę liberalną w PE poprawka dotycząca definicji rolnika aktywnego zawodowo. Dopłaty może dostawać tylko taka osoba, ale obecnie nie stawia się tego wymogu właścicielom małych obszarów. – W Polsce nawet 70 proc. właścicieli gruntów rolnych nie jest rolnikami – uważa Kalinowski, powołując się na badania PAN. Proponuje on, żeby wszyscy musieli przejść test rolnika aktywnego zawodowo. Wtedy ci, niebędący rolnikami, straciliby dopłaty, ale można by wprowadzić tzw. renty dzierżawne.

I dzięki temu rolnicy dzierżawiący od nich obszary mogliby korzystać z różnego rodzaju unijnych dopłat, np. na programy środowiskowe, czy z polskich dopłat na paliwo rolnicze. Według Kalinowskiego na takim rozwiązaniu właściciele niebędący rolnikami nic by nie stracili, a uprawiający ich ziemię rolnicy – zyskali.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA