fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Brutalna walka z ASF: cała Europa strzela do dzików

Adobe Stock
Wirus ASF stoi wciąż na granicy polskiego zagłębia produkcji wieprzowiny. Brutalna walka z ASF doprowadziła do masowych protestów ekologów.

Rozwój afrykańskiego pomoru świń zagraża polskiej branży wieprzowiny. Epidemia tego wirusa bardzo się w ubiegłym roku rozszerzyła: na ponad 3,2 tys. przypadków ASF u dzików, dwa tysiące zanotowano w ub. roku, podobnie ponad połowę ognisk ASF u świń. Ceny trzody chlewnej w skupach są już rekordowo niskie.

Czytaj także: Polowanie na dziki dzieli Polaków

Dżuma zwierząt

Napięcie wśród rolników, producentów trzody chlewnej jest ogromne, bo ceny płacone za zwierzęta w skupach, ostatnio ok 4,1 zł za kilogram, są na granicy opłacalności produkcji. Cierpi na tym eksport wieprzowiny, bo możemy wysyłać ją niemal tylko do Unii Europejskiej. Mimo, że eksport mięsa liczony w tonach wzrósł o 4 proc., to jednak jego wartość spadła aż o 12 proc. w wyniku rekordowo niskich cen wieprzowiny.

ASF roznoszą po lasach i polach dziki. Stamtąd ludzie przenoszą je do gospodarstw na butach lub sprzęcie rolniczym. – Redukcja populacji dzików musi nastąpić. Wprawdzie świnia nie zaraża się bezpośrednio od dzika, ale liczba chorych dzików szybko rośnie. W ślad za tym rośnie też liczba ognisk ASF. A to grozi zablokowaniem eksportu polskiej wieprzowiny – mówi Witold Choiński ze Związku Polskie Mięso.

Na rozwoju epidemii ASF najmocniej cierpią rolnicy – jeśli wirus trafi do gospodarstwa, wymusza wybicie całego stada, kłopoty mają też sąsiedni gospodarze. Na wsiach trudno szukać przeciwników polowań. ASF to palący problem ekonomiczny, ale i społeczny. – ASF to afrykańska dżuma świń, zaraza. Trzeba z nią walczyć wszelkimi sposobami – przekonuje Stanisław Ojdana, wiceprzewodniczący Polskiego Związku Zawodowego Rolników. Twierdzi, że ASF zniszczył już 70 tys. gospodarstw rolnych. Rolnicy nie mogą doczekać się od rządu odszkodowań za zwalczanie choroby z urzędu i wybicie ich hodowli. – Z powodu ASF są przesłuchiwani przez policję i ABW. Jeden z rolników się powiesił. To są ludzkie tragedie – mówi Ojdana. Zapowiadane polowania wywołały protesty ponad 240 tys. osób. Tyle że petycja dotyczyła wybicia 200 tys. zwierząt w styczniu. A to nieprawda: plan Polskiego Związku Łowieckiego przewidywał upolowanie w całym rocznym okresie polowań ok. 185 tys. zwierząt.

Polowania podzieliły nawet naukowców, pod protestami przeciwko nim podpisało się aż trzystu naukowców, w tym biologów z Polskiej Akademii Nauk. Piszą oni, że wytyczne Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) i krajowa praktyka wskazują, iż zmasowane polowania na dziki przyczyniają się do roznoszenia wirusa. Spłoszone zwierzęta uciekają i zarażają kolejne osobniki.

Inni jednak uważają, że populację dzików trzeba ograniczyć, bo jest źródłem wirusa. – Bardzo intensywnie powinniśmy polować w promieniu 50-100 km od czoła pomoru – tłumaczy prof. Zygmunt Pejsak z Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeśli mamy ASF w Warszawie, to powinniśmy bardzo intensywnie polować z kierunku Piotrkowa. Jeżeli w okolicach występowania pomoru (50-100 km) gęstość populacji dzików będzie niska, szanse na szerzenie się tej choroby maleją – dodaje. Podkreśla, że nie można polować w pobliżu samych stref ASF. Bo odstrzał w epicentrum epidemii sprawi, że dziki mogą się rozpierzchnąć i rozniosą wirusa.

Absolutnym priorytetem powinno być natomiast zbieranie padłych dzików i ich utylizacja z zachowaniem zasad bioasekuracji. – Dla ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa ważniejsze są dziki padłe niż żywe. W rejonach ASF ok. 80 proc. dzików padło z powodu ASF. I to one są źródłem zakażania dla innych dzików i sporadycznie dla świń domowych – tłumaczy.

Bezwzględne metody

Tymczasem zdaniem rolników, utylizacja zwierząt działa tylko w teorii. Jak mówi Ojdana, na wsiach weterynarze radzą mieszkańcom, by zakopywali martwe dziki. Myśliwi zostawiają na polach i w lasach szczątki zwierząt. Jeden z myśliwych opowiedział „Rzeczpospolitej", że znalazł w lesie martwego dzika, powiadomił koło łowieckie, a ono skontaktowało się z władzami weterynaryjnymi. Dzika wrzucono widłami na zwykłą przyczepę rolniczą, nie zdezynfekowano miejsca, w którym go znaleziono. – Przy takim podejściu nigdy nie zwalczymy ASF. Nic tu nie pomoże wybicie dzików – podsumowuje nasz rozmówca. Jego zdaniem walka z ASF odbywa się w sposób całkowicie nieprofesjonalny.

Tymczasem w obawie przed ASF Niemcy wybili w ubiegłym roku rekordowe 835 tys. dzików. Nie było tam protestów. Duńczycy, którzy nie mają nawet ASF udostępnili specjalne aplikacje na smartfony. Jeśli ktoś zobaczy dzika, uruchamia aplikację, szybko przyjeżdżają służby, które likwidują zwierzę. Wszystkie dziki w obrębie ASF wybili u siebie Czesi.

Wieprzowina tanieje bez końca

Ciągły spadek cen trzody chlewnej sprawia, że sytuacja producentów jest najgorsza od lat. Prognozy są niekorzystne, analitycy zapowiadają, że wieprzowina potanieje w ciągu kwartału o prawie 6 proc. Na koniec roku zanotowano spore spadki cen żywności – wynika z rankingu prognoz cen surowców rolnych „Rzeczpospolitej". Silny wpływ na kształtowanie się cen miała i susza, i zakończenie embarga na brazylijski drób. Niepewność producentów pogłębia afrykański pomór świń (ASF). Wirus niemal w tym samym czasie rozprzestrzeniał się i w Chinach, i w Europie. Dziki zarażone ASF znaleziono w Belgii tuż przy granicy z Francją. To dla francuskich producentów hiobowa wieść, bo jeśli kolejne chore dziki pokonają tę niczym niechronioną zieloną granicę, zamkną francuskiej wieprzowinie drogę na świat – kraj automatycznie straci możliwość eksportu swojego mięsa poza Unię Europejską, bo większość rynków trzecich nie uznaje regionalizacji. – Konsekwencje ewentualnego stwierdzenia ognisk wirusa ASF we Francji byłyby odczuwalne na całym unijnym rynku – twierdzi Grzegorz Rykaczewski, analityk rynków rolnych w Santander. Zauważa, że już nawet zakaz eksportu dla Belgii, która wysyłała poza UE jedynie 2 proc. europejskiej wieprzowiny, wywołał obniżkę cen na wspólnym rynku. Tymczasem Francja odpowiada za 5 proc. unijnego eksportu tego mięsa, wysłała go blisko 110 tys. ton, w tym 64 proc. do Chin, Japonii i Korei Południowej. Te kraje nie uznają regionalizacji, więc zamkną swoje rynki, jeśli ASF dotrze do Francji, a francuska branża będzie wtedy zmuszona ulokować kilkadziesiąt tysięcy ton mięsa na unijnym rynku. W efekcie nastąpi dalsze pogorszenie sytuacji w całej UE.

Urszula Pasławska wiceprzewodnicząca PSL

Polski Związek Łowiecki nie jest dziś instytucją samorządną, podlega ministrowi i nikt z zarządu związku nie będzie krytykował jego zaleceń. Wypowiedź ministra Ardanowskiego, że trzeba wybić populację dzików, bulwersuje. My jako myśliwi, przystępując do łowiectwa, przysięgamy działać etycznie i dbać o przyrodę. Nie możemy się przyczynić do likwidacji jednego z gatunków. Co więcej, żaden myśliwy nie zgodzi się, by zabijać lochy prowadzące młode. Myśliwi chcą strzelać, ale w sposób cywilizowany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA