fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

RADAR Przemysł obronny

Czy powstanie Agencji Uzbrojenia opanuje chaos w zbrojeniówce

Zmodernizowany czołg Leopard 2A4 do wersji 2PL. Fot./Roman Bosiacki
Utworzenie na bazie PGZ i Inspektoratu Uzbrojenia nowej instytucji zajmującej się zakupami sprzętu dla wojska? będzie trudnym procesem – twierdzą eksperci.

Nie wiadomo też, czy finalnie usprawni modernizację naszej armii.

Idea narodowego urzędu do spraw uzbrojenia powracała już kilkakrotnie w przeszłości. Zawsze gdy w MON piętrzyły się kłopoty ze sprawnym kontraktowaniem zakupów broni i usług.

Obecnie sytuacja wydaje się krytyczna. Inspektorat Uzbrojenia w MON z ok. 400 specjalistami zajmującymi się setkami spraw i operacjami wielomiliardowej wartości znalazł się na granicy wydolności. Poza tym w niekontrolowany poślizg wpadają kluczowe, największe od lat strategiczne programy modernizacyjne. Nie da się już określić – nawet w przybliżeniu – kiedy zamówimy pilnie potrzebne śmigłowce uderzeniowe. Nie ma jasności, na jakim etapie są przygotowania do pozyskania okrętów podwodnych nowej generacji czy wielokrotnie zapowiadanych patrolowców i okrętów obrony wybrzeża. A to tylko niektóre przedsięwzięcia z długiej listy opóźnionych inwestycji, które w planach polskiego wyścigu zbrojeń określano jako priorytetowe.

Czy utworzenie z PGZ i Inspektoratu Uzbrojenia MON nowej Agencji Uzbrojenia usprawniłoby proces kontraktowania zakupów sprzętu dla wojska?

– Domyślam się, że celem reformy jest utrzymanie nadzoru właścicielskiego nad państwowymi firmami zbrojeniowymi w MON. To uzasadnione, bo przemysł obronny ma jednak swoją specyfikę i wiele argumentów przemawia za tym, by sektor kontrolował minister obrony. Potrzebne jest też koordynowanie działalności spółek, więc domyślam się, że po likwidacji PGZ to byłby główny cel przyszłej zintegrowanej Agencji Uzbrojenia – mówi Andrzej Kiński, szef zespołu badań i analiz militarnych, redaktor naczelny magazynu branżowego „Wojsko i Technika”.

Nie tylko zakupy

Zdaniem Kińskiego nowa struktura powinna się zajmować nie tylko zakupami i kontraktowaniem sprzętu, ale także koordynacją badań, prognozowaniem rozwoju techniki wojskowej czy badaniem rynku. Tym zajmują się podobne agencje w krajach NATO, z najbardziej znaną francuską Direction Generale de Armament (DGA).

– Nie chodzi o to, aby powielać model francuski z prawie 10 tys. urzędników, bo nie jesteśmy nuklearnym mocarstwem o globalnych ambicjach. W Polsce chodzi o czas i koordynację skomplikowanych procesów pozyskiwania, rozwoju technologicznego i wymiany sprzętu  – zauważa Kiński.

Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju, ostrzega, że oczekiwania związane z powołaniem nowej instytucji organizującej zakupy broni i de facto programującej rozwój zbrojeniówki, mogą okazać się trudne do spełnienia. Warunkiem są odpowiednie kompetencje i najlepsi specjaliści. – Niestety, już dawno zaniedbaliśmy systematyczne przygotowanie kadr i doskonalenie przepisów i procedur. Na początek jednak pilnie należałoby zacząć od opanowania zwykłego bałaganu, który wkradł się w ostatnich latach do narodowych arsenałów – apeluje.

Wątpliwości może budzić stopień powiązania agencji z dotychczasowymi spółkami PGZ – według informacji „Rzeczpospolitej” to im bez przetargów nowa instytucja miałaby zlecać produkcję na rzecz wojska. Jacek Sadowy, były szef Urzędu Zamówień Publicznych, odpowiedzialny za wprowadzanie w Polsce europejskiej dyrektywy obronnej twierdzi, że z punktu widzenia prawa UE sposób zaopatrywania armii to wewnętrzna sprawa każdego państwa członkowskiego.

– Dlatego nawet daleko idące integrowanie instytucji odpowiadających za zakupy broni z państwowymi spółkami, które produkują i dostarczają obronne wyposażenie, nie stanowi problemu – twierdzi Sadowy. Zastrzega jednak, że UE wymaga, by nie dyskryminować w procedurze zamówień publicznych prywatnych i mieszanych własnościowo firm, które chciałyby sprzedawać uzbrojenie. Wówczas obowiązuje organizowanie przetargów.

Kodeks i rozsądek

W procesie powstawania Agencji Uzbrojenia jednym z kluczowych procesów będzie likwidacja Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Według informatorów „Rzeczpospolitej” jeszcze nie wiadomo, jak miałby wyglądać.

– Przekształcenia muszą być zgodne ze zdrowym rozsądkiem i kodeksem prawa handlowego – podkreśla Andrzej Kiński.

Powstała w 2013 r. PGZ nigdy nie imponowała wynikami finansowymi. Za rządów PiS, kiedy zbrojeniówka została oddana pod nadzór MON, firmę dezorganizowała karuzela kadrowa i zmieniające się co chwilę koncepcje konsolidacji.

Dopiero 2018 r. – po raz pierwszy od lat – PGZ zamknęła skonsolidowanym zyskiem na poziomie 37,4 mln zł. Koncern w oficjalnych komunikatach zapewnia, że od trzech lat rosną przychody grupy. Startowały od 4,3 mld zł w 2016 r. W 2017 sięgnęły prawie 5 mld, zaś w 2018 przekroczyły już 5,5 mld zł.

– Prognozy na ten rok są także raczej optymistyczne – twierdzi zarząd PGZ.

Źródło: radar.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA