fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

RADAR NATO

Analiza Radaru: Marines bez czołgów. Co przyniesie reforma korpusu?

Niedługo takie widoki przejdą do historii – za 10 lat amerykańska piechota morska nie będzie już wspierana własnymi czołgami. Fot./USMC.
Dowódca Korpusu Piechoty Morskiej USA gen. David H. Berger poinformował na łamach dziennika „Wall Street Journal” o rozpoczęciu transformacji, jakiej ma być poddana dowodzona przez niego formacja.

Jej podstawą, nie pierwszy raz w historii Korpusu, mają być redukcje. Najgłośniejszą jest całkowita likwidacja pododdziałów pancernych.

Gdy gen. Berger został w marcu 2019 r. dowódcą USMC, od początku było wiadomo, że musi się on skoncentrować na dostosowaniu Korpusu do warunków Operacji Wieloaspektowej (Multi-Domain Operation) w rejonie Pacyfiku. Potencjalnym przeciwnikiem są tam siły zbrojne Chińskiej Republiki Ludowej. Nowe supermocarstwo, które bardzo intensywnie rozwija nowoczesne systemy uzbrojenia wojsk lądowych i lotnictwa, ale też flotę oraz piechotę morską. Liczebność tylko tej ostatniej w ciągu najbliższych lat ma być zwiększona do 100 tysięcy żołnierzy.

Do tej pory USMC wciąż tkwił w epoce wojen ekspedycyjnych ostatniego ćwierćwiecza (np. zdobycie i okupacja Iraku), gdzie niezbędne były ciężkie siły. Obecnie nadszedł czas na powrót do tradycyjnych dla tej formacji zadań, a pomóc ma w tym niedawno przyjęty plan.

Zmiany mają być realizowane przez całą następną dekadę. Korpus ma być w pełni gotowy do nowych zadań w 2030 r.

USMC stawia na mobilność

Głównym celem w skali operacyjnej ma być zwiększenie mobilności formacji. Amerykanie osiągną go m.in. przez jej „odchudzenie”. MEF (Marine Expeditionary Force, odpowiednik dywizji) mają operować na Pacyfiku w mniejszych, bardziej rozproszonych ugrupowaniach zadaniowych. Te mają być bardziej adekwatne do warunków geograficznych dalekowschodniego teatru działań wojennych, na którym dominują rozsiane na ogromnych przestrzeniach mniejsze i większe wyspy.

Nowością będą m.in. lądowe wyrzutnie pocisków kierowanych NSM, które mogą precyzyjnie razić nie tylko okręty, ale także cele na lądzie. Fot./USMC.

Kluczem do utrzymania amerykańskiej dominacji na Pacyfiku mają być I i III MEF, stacjonujące w Kalifornii i na Okinawie. Zacieśniona ma być współpraca między poszczególnymi oddziałami, ale także z US Navy. Ta ostatnia ma ulec poprawie dzięki przydzieleniu do centrów dowodzenia floty dodatkowych oficerów Korpusu.

Ważną rolę mają odgrywać systemy bezzałogowe. USMC ma dysponować szeroką gamą maszyn bezzałogowych, zarówno powietrznych (liczba dywizjonów ma zostać podwojona ? z trzech do sześciu, mają one zostać wyposażone w bojowe bezzałogowe statki powietrzne klasy MALE General Atomics MQ-9 Reaper i duże bojowe bezzałogowe statki powietrzne pionowego startu i lądowania pozyskane w ramach programu MAGTF MUX), jak i naziemnych, pełniących zadania: rozpoznawcze, bojowe oraz transportowe.

Plan dowódcy USMC obejmuje także zwiększenie możliwości artylerii rakietowej o „300 proc.”.

Niebagatelną rolę w zwiększeniu możliwości USMC ma także odgrywać wyposażenie go w przeciwokrętowe pociski kierowane, odpalane z wyrzutni lądowych. Nowe możliwości mają zapewniać pociski Raytheon/Kongsberg NSM, odpalane z wyrzutni M142 systemu HIMARS i wchodzące w skład systemu NMESIS (Navy Marine Expeditionary Ship Interdiction System). Taką samą rolę mają również pełnić pociski manewrujące Raytheon Tomahawk w wersji Maritime Strike, także odpalane z mobilnych wyrzutni lądowych. Liczba baterii HIMARS wzrosnąć miałaby z 7 do 21.

Nie wszystkich dotkną cięcia – o ile liczba baterii 155 mm haubicoarmat ciągnionych USMC spadnie o ponad 75%, o tyle liczba baterii artylerii rakietowej potroi się, zaś wyrzutnie M142 HIMARS uzyskają nowe zdolności. Fot./USMC.

Na wzrost mobilności ma przełożyć się powołanie dodatkowego – czwartego – dywizjonu wyposażonego w samoloty Lockheed Martin C-130 Hercules.

Korpus przewiduje także inwestycje w nowe okręty desantowe, nowoczesną amunicję (w tym kierowaną), systemy oparte o energię skierowaną (np. laserowe), nowe systemy dowodzenia, systemy walki radioelektronicznej itd.

Z jednej strony zdolności, z drugiej budżet USMC

Oczywiście, wzrost jednych możliwości musi się odbyć kosztem innych, tym bardziej w obecnej trudnej sytuacji finansowej. Wydaje się bowiem, że nadchodzące redukcje są wynikiem w większym stopniu kłopotów budżetowych USMC aniżeli analiz dowództwa Korpusu. Kłopoty finansowe korpusu nie są zresztą niczym nowym. Jest to raczej stan permanentny od ponad dekady.

Oficjalnym powodem zmian w USMC jest dążenie do lepszego dostosowania się do działań na Pacyfiku. Rzeczywistym – trudności finansowe. Jak Korpus odnajdzie się w nowych warunkach, czas pokaże. Fot./USMC.

Oficjalnie jednak uzasadnienie jest inne. Jak już powiedziano, formacja ma być lżejsza, a więc bardziej mobilna, bo przygotowana do działania na innym teatrze działań wojennych niż Bliski Wschód. Co zatem Korpus straci?

Można powiedzieć, że niemal wszystko poza tym co zostało wspomniane wyżej. Spadnie liczba batalionów piechoty. Trzy z nich całkowicie znikną (z 24 do 21), a pozostałe będą miały mniejszą liczebność (z ok. 850 do ok. 720 żołnierzy).

Wzrost siły ognia, uzyskany poprzez zwiększenie liczby i większą uniwersalność artylerii rakietowej, będzie wyraźnie mniejszy, niż mógłby być. Aż 16 z 21 baterii ciągnionych 155 mm haubicoarmat M777 zostanie rozformowanych. Ich potencjał miałby w innym przypadku pozostać niewykorzystany. Wszystko ze względu na fakt, że większość wysp na Oceanie Spokojnym ma zbyt mały obszar by prowadzić skuteczny i bezpieczny dla sił własnych ostrzał artyleryjski. Pytanie jednak, czy to nie tyczy się HIMARS-ów o znacznie większym zasięgu?.

Cięcia obejmą również komponent śmigłowcowy. Zlikwidowane zostaną dwa dywizjony wiropłatów bojowych Bell AH-1Z Viper (z 7 do 5) i trzy ciężkich śmigłowców transportowych Sikorsky CH-53E/K (z 8 do 5). Wraz z redukcją liczebności dywizjonów samolotów pionowego startu i lądowania Bell/Boeing MV-22 Osprey (rozwiązane zostaną 3) oraz likwidacją trzech kompanii inżynieryjnych (mostowych z systemami przeprawowymi LVS i LVSR) stawia to pod znakiem zapytania tezę o wzroście mobilności formacji…

Redukcje dotkną nie tylko komponent pancerny, spadnie też liczba dywizjonów lotniczych. Fot./USMC.

Dywizjony samolotów wielozadaniowych wprawdzie zostaną zachowane (18) i otrzymają samoloty Lockheed Martin F-35 w wersjach B oraz C, ale liczba maszyn w dywizjonie zmniejszy się z 16 do zaledwie 10.

Ciężki komponent pancerny poza USMC

Najwięcej kontrowersji budzi jednak zupełna likwidacja ciężkiego komponentu pancernego. Ten istnieje w ramach USMC nieprzerwanie od momentu, kiedy 97 lat temu korpus otrzymał pierwsze czołgi M1917 (licencyjne francuskie Renault FT).

Już teraz jest on raczej symboliczny. Marines posiadają zaledwie siedem aktywnych kompanii z jedynie 98, niezbyt nowoczesnymi, M1A1FEP Abrams. Do tego można doliczyć mniej więcej drugie tyle sprzętu w rezerwie. Czołgi stanowią ważne wsparcie nie tylko ogniowe, ale i psychologiczne. Niejednokrotnie czołgi samą swoją obecnością na polu walki zmuszały wroga do ucieczki czy poddania się.

Siła ognia Abramsa wielokrotnie zapewniała sukces Marines, tak, jak od niemal 100 lat w ogóle wsparcie czołgów. Czy bez nich poradzą sobie równie dobrze? Fot./USMC.

Wraz z nimi odejdą ze służby wozy zabezpieczenia technicznego M88A2. Trudno przewidzieć skutki tej decyzji. Podobnie jak w przypadku haubic M777, także dla Abramsów wyspy Pacyfiku mają być zbyt małe, aby można było wykorzystać ich potencjał.

Czyż jednak Tajwan i Okinawa, potencjalnie zagrożone przez Chińczyków z kontynentu, nie leżą na Pacyfiku? Ile razu USMC wygrywał podczas II wojny światowej starcia na Pacyfiku dzięki wsparciu Shermanów?

Tymczasem za 10 lat jedynym wsparciem bezpośrednim dla żołnierzy Korpusu będą 25 mm armaty szybkostrzelne kołowych wozów rozpoznawczych LAV-25 i 30 mm transporterów (właściwie kołowych bwp) ACV oraz lżejsze uzbrojenie. Co prawda jeszcze parę lat temu spekulowano w USA na temat możliwego zamówienia przez USMC czołgów lekkich. Byłby to zapewne tożsamy z US Army typ, wybrany w ramach programu Mobile Protected Firepower (MPF).  Najwyraźniej jednak były to co najwyżej luźne rozmyślania. Skutki tej zapewne trudnej decyzji niesposób dziś przewidzieć.

Ogółem liczebność USMC ma spaść o 12 000 żołnierzy ? ze 182 tysięcy do 170 tysięcy. Czy w świetle nadchodzącego kryzysu są to ostatnie redukcje, tego dziś nie sposób określić. Nie można również wykluczyć, że w ślad za piechotą morską nie pójdą pozostałe rodzaje Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Jedynym pocieszeniem dla Pentagonu może być to, że nie tylko Stany Zjednoczone zostaną dotknięte kryzysem gospodarczym, więc nie tylko ich wojsko będzie „mniejsze, więc lepsze”. Pamiętać jednak wypada, że w historii po wielkich kryzysach przychodziły wielkie konflikty…

Źródło: radar.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA