fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Media w Sejmie: Władza musi być jawna

Pomysł ograniczenia dostępu dziennikarzy do galerii sejmowej jest pogwał- ceniem konstytucji – uważa autor
Fotorzepa, Robert Gardziński
Problemem nie jest uporządkowanie trybu pracy dziennikarzy w Sejmie, lecz próba kontrolowania przekazów wychodzących z korytarzy parlamentu – pisze adwokat.

Uporządkowanie zasad pracy dziennikarskiej i wprowadzenie pewnych ogólnie obowiązujących reguł, samo w sobie, nie jest niczym złym. Do tej pory nie było żadnych tego typu przepisów, co niejednokrotnie stawało się przyczyną absurdalnych sytuacji, gdy dziennikarze ganiali za posłami po korytarzach sejmowych albo zaskakiwali ich w mało publicznych miejscach.

Niewątpliwie nie było to dobre ani dla prawa do informacji, ani dla pracy parlamentarzysty. Jednak wstępne, przedstawione w ostatnim czasie, propozycje zmian trybu pracy dziennikarskiej w Sejmie – oprócz kwestii dotyczących porządku zawierają szereg ograniczeń działalności dziennikarskiej, które w moim przekonaniu zdecydowanie wykraczają poza konieczność potrzebną do osiągnięcia celu, jakim jest uporządkowanie prac.

Trzeba pamiętać, że chodzi tu przede wszystkim o prawo do informacji, które wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej zapewnia konstytucja. Art. 61, po pierwsze, buduje to prawo, po drugie – bardzo wyraźnie wskazuje, że wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z kolegialnymi i wybieralnymi w wyborach powszechnych organami władzy publicznej – czyli właśnie z Sejmem i Senatem – przysługuje nam prawo do śledzenia ich obrad, z nagrywaniem wizji i fonii włącznie.

Te uprawnienia obywatelskie przekładają się na uprawnienia wolnej prasy, bo to ona jest niejako „nośnikiem" informacji, a więc służy obywatelom. I nie mam tu wątpliwości, że pomysł, żeby na każdą redakcję przypadało wyłącznie dwóch stałych przedstawicieli mających wstęp na galerię sejmową i do wszystkich pomieszczeń Sejmu, odbije się na tej służbie negatywnie. To propozycja, która de facto bardzo poważnie ogranicza pracę redakcji i stacji telewizyjnych, zwłaszcza tych dużych. Wyłącznie dwóch stałych przedstawicieli nie jest w stanie obsłużyć intensywnego tygodnia parlamentarnego, chociażby z uwagi na czas i stopień ich zaangażowania. Pomysł ograniczenia dostępu dziennikarzy do galerii sejmowej i ograniczenie prawa do nagrywania z tej galerii, zawężenie tego prawa wyłącznie do wskazanych kilku stacji jest ewidentnym pogwałceniem konstytucji.

Nie może być też tak, że większe uprawnienia miałaby dostać telewizja publiczna. Byłoby to niczym nieuzasadnione faworyzowanie nadawcy publicznego, co stanowiłoby już nie tylko naruszenie równości, ale i poważny wyłom w prawie do dostępu do informacji w ogóle. Można założyć, że w tego typu sytuacjach dochodziłoby do poważnych nadużyć. To, że telewizja publiczna chciałaby jakoś ograniczać przekaz parlamentarny, co miało i ma miejsce – widać to chociażby po ostatnich wydarzeniach. Tylko pluralizm i właśnie zakaz faworyzowania jednego z mediów w pełni zagwarantuje nam, obywatelom, prawa informacyjne przewidziane przez konstytucję.

Nie we wszystkich państwach obowiązują reguły porządkujące pracę mediów z politykami. Całkiem sensowne obowiązują w Brukseli, w europarlamencie. Są to zasady podobne do proponowanych u nas – jest specjalne pomieszczenie dziennikarskie, w którym odbywają się konferencje, jest ścianka, studia nagraniowe. Sam pomysł, żeby to wszystko zostało na terenie Sejmu, ale jednak działo się niejako trochę „obok" głównej sali, to bardzo dobry pomysł. Pomoże i pewnie trochę też odciągnie posłów od tego tłumu biegających dziennikarzy. Ale porządek to jedno, a ograniczanie – drugie. Pamiętajmy, że pewne nieścisłości w zakresie wykonywania uprawnień poselskich, że takie draki jak chociażby „głosowanie na dwie ręce" są wyłapywane właśnie dzięki temu, że w Sejmie są kamery, nagrania, że można wszystko sprawdzić i skonfrontować.

Jeżeli tych przekazów by nie było albo byłyby ograniczane, można mieć uzasadnione obawy, że media nie będą w wystarczającym stopniu sprawować kontroli nad władzą ustawodawczą, co – jeszcze raz przypomnę – zostało zaprojektowane, szczegółowo opisane i zagwarantowane w naszej konstytucji.

I nie bez kozery. To właśnie prawo do informacji w systemie parlamentarnym, w którym pewne uprawnienia delegowane są na wybranych przedstawicieli narodu, jest podwaliną systemu pilnowania tych przedstawicieli, patrzenia władzy na ręce. To jeden z podstawowych warunków prawidłowego funkcjonowania demokracji. Pokuszenie się o ograniczenia, właśnie w zakresie informowania, może być skrzętnie i prędko wykorzystywane przez ludzi władzy i organów publicznych do ukrywania pewnych rzeczy i spraw. A to bardzo szybko rodzi nieprawidłowości i przyczynia się do powstawania patologii, więc w interesie nas wszystkich jest, żeby do Sejmu można było bardzo szczegółowo i głęboko zaglądać.

Autor jest wspólnikiem w firmie prawniczej LSW Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy, ekspertem w dziedzinie prawa mediów

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA