Publicystyka

Michał Kobosko: Koncepcja Trójmorza ma sens

Prezydenci – Polski Andrzej Duda i Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović – podczas sesji plenarnej otwierającej XXV Forum Ekonomiczne w Krynicy, 8 września 2015 r.
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
W powracającej od kilku miesięcy dyskusji nad projektem łączącym państwa leżące między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym warto oddzielić fakty od mitów. Szczególnie dotyczących roli Polski w tej regionalnej inicjatywie – pisze ekspert.

Polska polityka od ponad roku koncentruje się na sprawach wewnętrznych. Także tematy dotyczące polityki zagranicznej są postrzegane przez pryzmat tego, co i komu mogą przynieść na krajowym froncie. Jeśli forsuje je rząd, opozycja z automatu jest przeciw. I odwrotnie. Tymczasem idea Trójmorza powinna znaleźć poparcie u logicznie myślących polityków i z prawa, i z lewa. Żeby zwiększyć szansę na takie porozumienie ponad podziałami, trzeba jednak zacząć od podstaw. Obalić mity i wskazać prawdziwy wymiar tej inicjatywy.

Przeciwciało dla Niemiec i Rosji

Trzeba zacząć od tego, że Trójmorze nie jest bynajmniej tym samym, co Międzymorze. Warto to podkreślić, bo często nawet światli ludzie mylą te idee. Wizja Międzymorza powracała w polskiej myśli politycznej od stuleci, w sposób najbardziej ożywiony w dobie Józefa Piłsudskiego. Także po drugiej wojnie światowej i w latach nam najbliższych ponawiane były nadzieje na stworzenie blisko powiązanego bloku, a wręcz federacji państw między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym (a nawet Egejskim), z Polską jako liderem i z przewodnią ideą zbudowania przeciwciała dla potęg Niemiec i Rosji. Ten projekt nigdy nie miał szansy na realizację i dziś także jej nie ma. Z bardzo wielu różnych powodów związanych z Realpolitik w naszym regionie.

Trójmorzu brak takiej poetyckiej, romantycznej wizji. Ten projekt jest do bólu pragmatyczny, i właśnie przez to ma zdecydowanie większe szanse na realizację. Punkt wyjścia jest następujący: przez pół wieku kraje pozostawione po wojnie za żelazną kurtyną rozwijały się zgodnie z wolą moskiewskiego hegemona. Jeśli z kimś współpracowały, to z ZSRR, ale na pewno nie ze sobą nawzajem.

Także po upadku komunizmu sieć nici wiążących północ i południe w naszej części Europy niespecjalnie zgęstniała. Rurociągi biegną na podstawowym odcinku dostaw, czyli Wschód-Zachód, podobnie główne szlaki kolejowe i drogowe. Każdy z krajów regionu rozwija się sam, sam zaopatruje w surowce energetyczne i wybiera swój energy-mix. Jedne kraje z wyboru pozostają w pełnym uzależnieniu od ropy i gazu z Rosji, inne się dywersyfikują, w zależności od swoich możliwości, położenia i aktualnie rządzących konstelacji politycznych. Brakuje połączeń między poszczególnymi krajami, interkonektorów gazowych czy energetycznych, połączeń kolejowych z prawdziwego zdarzenia, siatki logistycznej Północ – Południe. Tego wszystkiego brakuje, by móc powiedzieć, że Europa stała się kompletna i w pełni rozwinięta.

I tu właśnie pojawia się idea Trójmorza z jej trzema podstawowymi filarami: energetycznym, logistyczno-transportowym i informatyczno-telekomunikacyjnym. To jest idea rozpisana na długie lata, ale jej inicjatywa może i powinna zaistnieć już teraz. Jeśli wierzymy, że ten region może się stać w XXI wieku jednym z najszybciej rosnących regionów Europy i świata – a wierzymy – to powinniśmy zacząć jego integrację już teraz. Cudów nie ma i nie będzie. Kraje Trójmorza są bardzo różne, mają najróżniejsze, często sprzeczne interesy i priorytety. Dzieli je historia, przebieg granic, animozje etniczne i religijne. Wiele wody w rzekach Trójmorza upłynie, zanim przepracujemy lekcje, które państwom Europy Zachodniej dane było odrobić po wojnie. Ale od czegoś trzeba zacząć. Od kilku, może kilkunastu projektów, które są w stanie lepiej spiąć ten region, wydobyć potencjał, który drzemie od dziesięcioleci.

Czy chcemy mieć możliwość przejazdu szybkim pociągiem z Tallina do Rijeki? Czy zależy nam, by brakujące prąd i gaz mogły być na rozsądnych warunkach wymieniane między sieciami przesyłowymi sąsiadów? Czy byłoby pięknie włączyć Odrę i inne polskie rzeki do systemu regionalnego transportu? Czy terminal gazowy w Świnoujściu powinien zyskać swój pływający odpowiednik na chorwackiej wyspie Krk – co pozwoli spiąć gazociągi regionu i prawdziwie uniezależnić go od Rosji? To są pytania retoryczne.

Trzy teorie

Nim jeszcze Trójmorze zaistniało, już musi walczyć z licznymi mitami i teoriami spiskowymi.

Teoria nr 1: to jest projekt antyniemiecki i antyunijny. W żadnym stopniu. Wręcz odwrotnie, jest to projekt zdynamizowania rozwoju tej części Europy, w czym Niemcy mogą i powinni pełnić aktywną rolę. Unia? Cała idea Trójmorza dotyczy projektów regionalnych, które mogą i powinny być dofinansowane ze źródeł unijnych, z nowej perspektywy finansowej po roku 2020. Trójmorze stanowi pomysł na zdynamizowanie rozwoju tej części Unii, na zmniejszenie dystansu dzielącego nas cywilizacyjnie od Starej Europy.

Co więcej, idea Trójmorza jest i będzie bardzo atrakcyjna dla partnerów amerykańskich: firm dostarczających ropę i gaz, firm inżynieryjnych, ale także dla inwestorów finansowych, którzy szukają projektów odpowiedniej wielkości, których dotąd nie znajdowali w Europie Środkowej.

Jest też w idei Trójmorza wątek zaproszenia do współpracy partnerów chińskich – tak ostatnio aktywnych w krajach leżących na trasie Nowego Jedwabnego Szlaku. Trójmorze to zatem pomysł na ściągnięcie do naszego regionu środków, które pozwolą na skok cywilizacyjny.

Teoria nr 2: to jest projekt polski i ma umocnić polską hegemonię w regionie. Gdyby taka była idea przewodnia, już dziś można by zapomnieć o sprawie. Do tego, by Polska mogła pełnić w jakimkolwiek stopniu rolę wiodącą, potrzeba czegoś o wiele więcej niż słów, pewności siebie i tupania nóżką. Polska może stać się liderem tylko wtedy, gdy nie będzie o to zabiegać. A zarazem gdy inne kraje regionu uznają, że Warszawa dobrze reprezentuje ich interesy w rozmowach z Brukselą, Berlinem, Waszyngtonem, Pekinem. Sami wiemy, jak wiele dziś nas dzieli od tego celu.

Teoria nr 3: Trójmorze ma doprowadzić do centralizacji decyzji dotyczących bezpieczeństwa energetycznego. Nic bardziej mylnego. Już w trakcie pierwszych spotkań regionu liderzy uznali, że nic nikomu do decyzji o zabezpieczeniu energetycznym danego kraju. Jedni chcą atomu, inni kochają węgiel, jeszcze innym nie wadzi faktyczny monopol Gazpromu. Tym, co powinno się pojawić, są harmonizacja i synchronizacja działań, budowa skutecznych interkonektorów, tworzenie warunków rynkowych dla transferu surowców.

W sierpniu 2016 roku liderzy 12 krajów zainteresowanych konceptem Trójmorza (Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Austria, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Bułgaria) spotkali się w Dubrowniku. Uzgodnili wówczas m.in., że w lipcu 2017 roku przyjadą do Wrocławia na zaproszenie prezydenta Andrzeja Dudy, by zacząć konkretyzować swoje wizje i pomysły.

Geopolityka drży w posadach

Warto ich do tego zachęcać. W czasach, gdy projekt europejski przeżywa najpoważniejsze turbulencje, a i światowa geopolityka drży w posadach, takie koncepcje jak Trójmorze mogą nadać nową dynamikę i wyznaczyć cele, które przy konsekwentnej realizacji zmienią bliską nam rzeczywistość na lepszą.

Autor jest dyrektorem polskiego biura think tanku Atlantic Council i dyrektorem corocznej konferencji transatlantyckiej Wrocław Global Forum. W 2014 roku Atlantic Council we współpracy z Central Europe Energy Partners opublikował w Waszyngtonie pierwszy raport „Completing Europe – North-South Corridor", promujący projekt Trójmorza

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL