fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Piotr Ikonowicz: Maszerują głupcy, maszerują...

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Wiele osób liczyło, że w 100-lecie niepodległości Marsz Niepodległości się jakimś cudem ucywilizuje i będzie w nim można bez przeszkód wziąć udział. Jednak cud nie nastąpił – pisze działacz społeczny.

Narodowcy, skrajni nacjonaliści, zadeklarowani rasiści nie wypuścili z rąk swego jedynego poważnego atutu, jakim jest coroczne przejście nieprzebranych tłumów patriotycznie usposobionej ludności. W tym roku z powodu rocznicy wynik frekwencyjny może się okazać rekordowy. Na szczęście wysoka frekwencja na marszach nie przekłada się na jakieś sukcesy polityczne ruchu narodowego. To dowodzi, że większość maszerujących patriotów niekoniecznie utożsamia się z niesionymi z przodu hasłami w stylu „Europa biała albo bezludna".

Nie jest więc tak, jak pisały media w Polsce i za granicą, że po Warszawie maszerowało kilkadziesiąt tysięcy neofaszystów. Skrajna nacjonalistyczna prawica idzie z przodu, a tłum idący z tyłu nie rozumie, a może nawet nie zdaje sobie sprawy z negatywnego, rasistowskiego, pełnego nienawiści wydźwięku imprezy.

W większości są to zapewne wyborcy lub sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, choć kierownictwo partii rządzącej miało jak dotąd dość rozumu, żeby tej szemranej imprezy nie firmować. Prezes Jarosław Kaczyński w swej nieskończonej mądrości trzymał swoją partię jak najdalej od politycznych chuliganów typu Witolda Tumanowicza, który jeszcze kilka lat temu na plakacie wyborczym pozował ze sztachetą w ręku. W kampanii do Parlamentu Europejskiego ów buńczuczny narodowiec zapowiadał, że pogoni między innymi „parcha" Cohna-Bendita.

I z takim kolesiem ze sztachetą próbował negocjować prezydent Andrzej Duda. Był tak pewny sukcesu, że nawet zapraszał na Marsz Niepodległości, aby w końcu stwierdzić, że się nań nie uda, bo... nie ma czasu. Problem w tym, że ani Tumanowicz, ani jego kompani z pewnością nie zamierzają odłożyć trzymanej w ręku sztachety, bo sądzą, że im więcej w marszu jest elementów skrajnych i kontrowersyjnych, tym bardziej jest on atrakcyjny dla jego uczestników i tym więcej ludzi przyciągnie.

Dla prezydenta i partii rządzącej niemożność uczestniczenia w największej imprezie z okazji 100-lecia niepodległości to wizerunkowy kłopot. Jest to cena za puszczanie oka do skrajnej, nacjonalistycznej i rasistowskiej prawicy, której przecież poważna partia otwarcie poprzeć nie może. Między szerzącymi nienawiść rasową uwagami ministra Błaszczaka na temat wielokulturowości Europy a hasłami otwarcie rasistowskimi noszonymi i wznoszonymi na marszu nie ma praktycznie żadnej różnicy. W ten ton wpisują się opowieści Jarosława Kaczyńskiego o tym, że uchodźcy roznoszą choroby.

Nie wiemy i pewnie do końca nie będziemy wiedzieć, z jakimi transparentami wyskoczą w tym roku narodowcy. I ta nieobliczalność jest powodem, dla którego ani Kaczyński, ani Duda nie mogą się pokazać na marszu. Cena polityczna za udział w imprezie, nad którą PiS nie ma politycznej kontroli, mogłaby się okazać za wysoka.

A wystarczyło, żeby organizatorzy marszu się trochę posunęli. Uzgodnili treść haseł, tych noszonych i tych wznoszonych, i odnieśliby korzyść nie do przecenienia. Umożliwiając PiS i prezydentowi udział w Marszu Niepodległości, weszliby do głównego nurtu polityki. Staliby się partnerami obozu rządzącego. A tak pozostaną chuliganami politycznymi, z którymi nie wypada pokazywać się na mieście – i bardzo dobrze. Na szczęście liderzy ruchu narodowego są głupcami i do tego pozbawionymi cienia charyzmy. Pozostaną na własne życzenie na marginesie, gdzie jest ich miejsce.

Przyznam, że jako współuczestnik odradzania Polskiej Partii Socjalistycznej, jeszcze w warunkach konspiracyjnych w 1987 r. sam miałem ochotę wziąć udział w marszu na cześć odzyskania niepodległości, mając nadzieję, że rządzący będą umieli zneutralizować politycznych chuliganów ze skrajnej prawicy. W końcu my, socjaliści, mieliśmy swój niemały udział w tamtym zwycięstwie. Józef Piłsudski doprowadził Polskę do odrodzenia jako przywódca PPS. A jednak nie będzie to możliwe. Jedynym niewątpliwym sukcesem władzy związanym z 100. rocznicą odzyskania niepodległości jest wprowadzenie jeszcze jednego dnia wolnego od pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA