Publicystyka

Dialog społeczny niezmiennie ma się źle

Robert Biedroń
Fotorzepa, Dariusz Golik Dariusz Golik
Płaca minimalna zadecyduje o przyszłości naszego państwa

Przegrywamy naszą przyszłość. Czasem widać to jak na dłoni, jak w sporze polskiego rządu z Unią Europejską, czasami niuansów jest więcej. Tak jest w przypadku niedawnego sporu o płacę minimalną. Pokazał on przynajmniej cztery z grzechów głównych polskiej polityki: toczy się w zamkniętych gabinetach bez udziału osób, których dotyczy, zapomina o kobietach, odrywa nas od przyjętej wcześniej strategii i jest krótkowzroczna. Politycy udają, że wiedzą lepiej i kryją się z własną niewiedzą za drzwiami ministerialnych pokoi. Efekt jest taki, że kilka milionów ludzi stało się zakładnikami kilkorga polityków.

Polska polityka nie toczy się już od wyborów do wyborów – ona toczy się od sondażu do sondażu. A problem płacy minimalnej świetnie to ilustruje. Znikają najważniejsze pytania o przyszłość naszego kraju i gospodarki.

Czy 103 złote to dużo?

Kilkumiesięczne targi doprowadziły do tego, że od 1 stycznia 2019 roku ponad 1,5 mln pracownic i pracowników będzie zarabiać o 103 zł (150 zł brutto) więcej. 2250 zł brutto to 1634 zł na rękę. To dużo czy mało? Wzrost płacy minimalnej zawsze jest dobrą wiadomością. Każde sto złotych w kieszeni to korzyść, zwłaszcza dla osób, które zarabiają tak niewiele.

Jednak nie wszystkie Polki dostają nawet takie pieniądze. „Nasze zarobki są oburzające" – piszą pracownicy ośrodków pomocy społecznej. „Moja pensja to 2200 zł brutto plus wysługa lat. To i tak nad wyraz wysokie wynagrodzenie. Większość osób w naszym dziale, czyli panie, które pracują kilkanaście lat przy zasiłkach rodzinnych, nie ma nawet takiej podstawy" – opowiadał anonimowo portalowi money.pl pracownik MOPS ze Śląska. Co trzecia osoba zatrudniona w pomocy społecznej zarabia mniej niż minimalne wynagrodzenie. Ogromna większość to kobiety.

Ich warunki pracy się nie zmienią, rząd ich nie zauważył. Nie dostrzegł też wielu innych problemów. Zamiast tego politycy przez kilka miesięcy stroili groźne miny i podgryzali się nawzajem za pomocą przecieków. Wycofywali się i wracali do swoich własnych propozycji.

Spektakl w czterech aktach

Kilka miesięcy temu Rada Dialogu Społecznego dostała od rządu wyjściową kwotę 2217 zł brutto – tyle wymaga ustawa. W czerwcu pierwszy zwrot: Ministerstwo Rodziny zaproponowało o 33 zł więcej. Minister finansów ostro zaprotestowała i propozycja spadła do 2220 zł. Czyli tylko 3 zł więcej niż ustawowe minimum! Po trzymiesięcznej przerwie, we wrześniu, Mateusz Morawiecki obwieścił, że wynagrodzenie minimalne wzrośnie aż do 2250 zł. To tyle, ile minister Rafalska proponowała w czerwcu.

Ta podwyżka jest jednak obniżką. W 2017 roku płaca minimalna wynosiła 47,3 proc. średniego wynagrodzenia, ale w przyszłym – jak zapowiada Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – spadnie do 47,2 proc. Oznacza to odejście od bardzo potrzebnej polityki zmniejszania dystansu między najmniej zarabiającymi a średnią, która często i tak jest wytworem statystyki – kwotą nieosiągalną dla wielu z nas. Obecnie średnia wynosi prawie 4800 zł, a przecież ponad połowa zatrudnionych zarabia w rzeczywistości mniej niż 3500–3900 zł brutto.

Rządy się zmieniają, a dialog społeczny niezmiennie ma się źle. Premier Mateusz Morawiecki zarzuca poprzedniej koalicji, że „wyłączyła dialog społeczny". PiS dużo mówi o tym, że go włączył, ale to jedynie słowa. Frazesy zakrywają rzeczywistość, w której nie ma rozmowy – jest tylko walka. Nie ma produktywnego sporu między pracownikami, pracodawcami a rządem, tylko przepychanki między Ministerstwem Rodziny, Ministerstwem Finansów a Kancelarią Premiera. Rada Dialogu Społecznego nie publikuje nawet komunikatów po posiedzeniach.

Tymczasem wysokość płacy minimalnej jest bezpośrednio związana z przyszłością naszego państwa. Rząd jest też pracodawcą. Sam zatrudnia za taką stawkę. Podwyżka wynagrodzenia będzie kosztowała ministerstwa i inne instytucje publiczne około 215 mln zł. To pokazuje, jak nieprzyzwoicie niskie są płace w budżetówce. Pensje, które polskie państwo wypłaca swoim pracownikom, od lat są albo zamrożone, albo rosną wolniej niż gdzie indziej. Sektor publiczny jest jednym z najgorzej opłacanych miejsc pracy. Szkoły, urzędy, szpitale, uczelnie – wszędzie tam zarabia się nędznie w porównaniu z odpowiedzialnością, jaka spoczywa na pracownicach tych instytucji.

Prawdziwy dialog

Chcemy państwa zarządzanego przez osoby, które zarabiają skandalicznie mało? Państwa, w którym wychowawcy i nauczyciele ledwo wiążą koniec z końcem?

Praca jest zbyt ważną częścią życia każdego z nas i zbyt ważnym czynnikiem rozwoju, by traktować ją jako element politycznej gierki. Bez głosu zainteresowanych, bez szerokich konsultacji społecznych i jawnej debaty o potrzebach i oczekiwaniach.

Wyznaczenie wynagrodzenia minimalnego mogło wyglądać zupełnie inaczej. Prawdziwa rozmowa powinna się zacząć od dokładnej analizy teraźniejszości i spojrzenia w przyszłość. W poważnej rozmowie o płacach muszą paść pytania: jaka ma być struktura wynagrodzeń w Polsce? Jakich chcemy warunków pracy? Jak przeciwdziałać wymuszaniu samozatrudnienia i fikcyjnemu obniżaniu wymiaru pracy? Propozycji podniesienia kwoty powinny towarzyszyć rozwiązania wspierające przedsiębiorców w zatrudnianiu nowych pracowników i zwiększaniu wynagrodzeń ponad minimum. Skończmy wreszcie z błędną narracją, że lepsze warunki pracy i koniec konkurowania tanią siłą roboczą mogą zaszkodzić pracownikom lub pracodawcom. Przykłady niemal wszystkich krajów pokazują, że to zazwyczaj impuls do jeszcze szybszego rozwoju gospodarczego.

Pierwszym krokiem powinno być odejście od polityki podległości sondażom poparcia dla rządu. Musimy wydłużać horyzont, zaczynać od wyznaczenia dalszej perspektywy, od myślenia o kolejnych pokoleniach i sprawdzenia oczekiwań Polek i Polaków. Ustalmy poziom, do którego chcemy dążyć i zaplanujmy serię podwyżek wynagrodzenia minimalnego. Sprawmy, żeby jego wysokość była elementem przemyślanej strategii. 2500 zł? 2600 zł? To realne kwoty, potrzebny jest jednak odpowiedni plan. Polki i Polacy umieją myśleć perspektywicznie: robią to rodziny biorące kredyt albo decydujące się na kolejne dziecko. Podobnie przedsiębiorcy planują rozwój swoich firm. Czas, żeby polskie państwo też zaczęło myśleć przyszłościowo.

Robert Biedroń – prezydent Słupska, były poseł na Sejm RP, obecnie tworzy progresywny ruch społeczno-polityczny

Dariusz Standerski – ekonomista i prawnik, członek zarządu Fundacji Kaleckiego. Szef zespołu programowego tworzącego się ruchu Roberta Biedronia

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL