Publicystyka

Co musi zrobić polski Kościół?

123RF
Kościół w Polsce, nauczony doświadczeniem Zachodu, musi inwestować w wiarę, a nie w naturalną religijność. Dopiero bowiem wówczas, gdy Bóg niosący pocieszenie przestanie być potrzebny, zrobi się miejsce dla Boga, który niesie zbawienie – pisze duchowny.

Ksiądz Wojciech Sadłoń w tekście zatytułowanym „Zachód przechodzi traumę zmian i dobrobytu" („Rzeczpospolita", 21 sierpnia 2018 r.) pisze o powodach sekularyzacji na Zachodzie: „(...) przemiany życia w Europie, wzrost dobrobytu oraz konsumpcjonizmu sprawiają, że ludzie stali się bardziej samowystarczalni oraz wolni od różnego rodzaju egzystencjalnych lęków. W takim systemie nie potrzeba odniesienia do Boga. Ludzie stają się bardziej samowystarczalni bez odniesienia do transcendencji". Jak się jednak wydaje, świat czeka jeszcze większy rozwój owocujący coraz powszechniejszym dobrobytem. Czyżby więc proces odrzucania Boga był nieodwracalny?

Jednym ze źródeł zmian nie jest wcale dobrobyt, ale kryzys religijności naturalnej, na której przez wieki fundowano wiarę chrześcijańską. To nie sam dobrobyt, ale wzrastające poczucie bezpieczeństwa czyni coraz mniej potrzebnym Boga niosącego pocieszenie „na tym łez padole". Jak pisze Simone Weil, „religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze". I to jest największe wyzwanie dla praktyki Kościoła w Polsce: nauczony doświadczeniem Zachodu musi inwestować w wiarę, a nie w naturalną religijność.

Odczarowanie świata

Roberto Calasso w książce „Literatura i bogowie" pisze o zmianach kulturowych, jakie dokonały się w wieku XIX. Nazywa to „przekształcaniem tego, co religijne w socjalne". „W ciągu tamtego stulecia – pisze włoski filozof i literaturoznawca – to z całą pewnością nie religia zdobyła dla siebie nowe tereny (...) jeśli nie liczyć rejonów liturgicznych i kultowych, tylko sprawy społeczne, które stopniowo zagarniały i przywłaszczały sobie rozległe obszary spraw religijnych, naprzód sytuując się ponad nimi, potem stosując dwuznaczne z nimi przemieszanie, a w końcu wchłaniając je w siebie całkowicie". I dodaje: „Tak oto wiek XIX stał się wiekiem triumfu społeczeństwa (...) samo pojęcie społeczeństwa wchłonęło w siebie tę niebywałą siłę, która wcześniej była zastrzeżona dla spraw religijnych".

W dużej mierze społeczeństwo przejęło funkcję religii, ale zamiast dawać pociechę w trudnościach zaczęło proponować coraz skuteczniejsze rozwiązania. Do głównych czynników przemiany można zaliczyć ogromny postęp technologiczny, który pozwalał na coraz większe opanowanie sił przyrody, pojawiające się pierwsze systemy opieki socjalnej oraz rozwój medycyny, co razem wzięte dawało coraz większe poczucie egzystencjalnego zabezpieczenia. Piorunochron zaczął wypierać gromnicę, antybiotyki – modlitwę o zdrowie, pestycydy – błagania o urodzaje w Dni Krzyżowe. W końcu cywilizacyjne wynalazki zajęły miejsce zarezerwowane dotychczas Bogu, Jego łasce i opatrzności. Tu i ówdzie jeszcze te dwa porządki ze sobą współistnieją, ale tam, gdzie dotarła sekularyzacja, nastąpiło już Weberowskie odczarowanie świata.

Człowiek stawał się coraz mniej uzależniony od łaski Boga, a świat zaczął tracić naturalną sakralność. Kto więc wie, czy dynamika przyszłych zmian religijnych nie będzie bardziej dramatyczna na wsi niż w mieście. To właśnie wieś była rezerwuarem pobożności ludowej, która w dużej mierze bazowała na naturalnej religijności, a ta na nadprzyrodzonej wizji świata. Wystarczy objechać w maju wiejskie kapliczki, by uzmysłowić sobie stopień zmian. Obumieranie tradycji nabożeństw majowych jest chyba najlepszym przykładem przemian w wiejskiej religijności. Także na polskiej wsi świat poddaje się odczarowaniu.

Nie ma raju bez węży

Zepchnięcie Boga poza horyzont musiało zaowocować usunięciem nadprzyrodzonego zła. Na proces ten zwraca uwagę Nina Witoszek w książce pt. „Najlepszy kraj na świecie", w której opisuje przemiany kulturowe w Norwegii w XX w. Eliminacja diabła nie zniosła oczywiście problemu zła. Komentując sprawę Andresa Breivika, Witoszek pisze, że dzień zamachu – „22 lipca 2011 roku był inicjacją zła w społeczeństwie, które zlikwidowało diabła. (...) Większość Norwegów uważa, że zło to pewna techniczna usterka, coś, co można usunąć za pomocą właściwej społecznej technologii". Zło to wyłącznie wypadek przy pracy w trakcie konstruowania raju na ziemi. Okazało się jednak, że „nie ma raju bez węży". Nie trzeba od razu tego zła personifikować i nazywać diabłem, ale nie da się uciec od świadomości, że zło metafizyczne, zło społecznie czy psychologicznie niewytłumaczalne wciąż istnieje.

To właśnie tutaj jest miejsce na przepowiadanie Kościoła. Ksiądz Grzegorz Strzelczyk pisał w „Wielkich tematach teologii": „Współcześnie, gdy ktoś dostrzega zło, które czyni, to często nie czuje się za nie odpowiedzialny, uznaje, że sam jest ofiarą pewnych procesów od niego niezależnych. Kwestia winy i odpowiedzialności nie zostaje rozwiązania, a jedynie oddalona. (...) Chrześcijaństwo mówi natomiast: stało się. To mój grzech, moja wina – ale jesteśmy ocaleni! Bóg ofiarował nam swoje przebaczenie, i to zanim cokolwiek zrobiliśmy, aby je pozyskać". W centrum współczesnego przepowiadania Kościoła musi stanąć soteriologia, czyli głoszenie zbawienia, ocalenia od zła, ostatecznego wyzwolenia od grzechu.

Czy jednak współczesny Polak – także i ten wierzący – potrzebuje zbawienia? Czy zbawienie stoi w centrum naszego przepowiadania? A przecież „prawdziwa wiara", o którą upominała się Weil, nie polega na życiu w oczekiwaniu od Boga pociechy nieba (i pokarania niesprawiedliwych), ale na życiu już teraz doświadczeniem bycia wyzwolonym przez Boże miłosierdzie, które dokonało się w Jezusie Chrystusie. Ostatecznie Kościół nie ma nic innego do zaoferowania jak miłosierdzie, w którym wypełnia się zbawienie. Wiedział o tym św. Jan Paweł II, przypominał o tym Benedykt XVI, jest o tym przekonany Franciszek.

Bóg zbawienia

Katolicyzm w Polsce jeszcze zupełnie dobrze unosi się na falach naturalnej religijności, choć stare formy ustępują już miejsca nowym. Ten stan będzie trwał tak długo jak jego przyczyny. Procesy modernizacyjne dotyczą jednak także Polski. W roku 1966 Fernand Dumont, czołowy kanadyjski socjolog i teolog, tak pisał o przyczynach nagłego kryzysu Kościoła w prowincji Québec: „Kościół skolonizował sumienia, ale ich [wpierw] nie wykarczował". Kolonizacja oznacza powierzchowny proces religijnej socjalizacji, który nie został poprzedzony wykarczowaniem, a więc głęboką, ewangelizacyjną pracą nad sumieniami. W efekcie tamtejszy katolicyzm był bardziej strukturą społeczno-kulturową niż wspólnotą ludzi, dla których wiara była osobistym wyborem. W okresie gwałtownych zmian modernizacyjnych, także zmian technologicznych i społecznych, społeczeństwo katolickie, które jeszcze w roku 1961 uczęszczało w 61 proc. na mszę św. niedzielną, masowo porzucało Kościół. Religię katolicką pozostawiano jak wierzchnie okrycie, które nigdy nie stało się ciałem. Religię odrzucono wraz ze starą wizją świata.

Sekularyzacja może okazać się procesem pozytywnym. Prowadzi bowiem ona – jak słusznie zauważa ks. Sadłoń – „do oczyszczenia z kulturowego chrześcijaństwa, a przez to dojścia do istoty i pogłębienia wiary". Trzeba jednak zrobić wszystko, aby strat było jak najmniej. Nie chodzi bowiem wcale o to, by Kościół oczyścić z kulturowych chrześcijan, ale o to, aby uczynić ich świadomymi swojej wiary członkami Kościoła.

Wśród kulturowych chrześcijan są tacy, dla których chrześcijaństwo jest bardziej religią naturalną niż wiarą. Ci są najbardziej zagrożeni. Fundamentem ich religijnej tożsamości nie są bowiem uwarunkowania społeczno-kulturowe ani też trauma, która wcale nie wynika z dobrobytu i której dobrobyt wcale nie likwiduje, ale poczucie, że da się żyć obok Boga czy po Bogu. Tutaj też musi się dokonać sekularyzacja, tutaj też potrzebne jest oczyszczenie. Dopiero bowiem wówczas, gdy Bóg niosący pocieszenie przestanie być potrzebny, zrobi się miejsce dla Boga, który niesie zbawienie. To w tym właśnie momencie – jako Kościół w Polsce – chyba właśnie jesteśmy. Trzeba przeorać to, co powierzchowne.

Autor jest duchownym katolickim, profesorem Uniwersytetu Szczecińskiego i członkiem redakcji kwartalnika „Więź.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL