fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Filip Memches: Donald Trump, amerykański Silvio Berlusconi

Na razie w wypowiedziach Donalda Trumpa jest więcej prowokacyjnej retoryki niż realnej polityki – uważa autor
AFP
Kandydat Republikanów jest typowym oligarchą. I przede wszystkim to będzie wpływać na jego decyzje, jeśli zamieszka w Białym Domu – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"

W głównym nurcie polityki w Europie silne są obawy związane z rezultatem zbliżających się wyborów prezydenckich w USA. Republikański kandydat Donald Trump stawiany jest w jednym szeregu z europejską antyestablishmentową prawicą, która od długiego czasu wywołuje przerażenie politycznych elit na Starym Kontynencie. Czy słusznie?

Jak stworzyć supermocarstwo

Owszem, ekscentryczny multimiliarder zachowuje się jak typowy populista, przywołujący na myśl takich polityków, jak Marine Le Pen. Demonstruje gniew podzielany przez wielu zwyczajnych Amerykanów, którym nie podoba się imigracja z Meksyku i krajów muzułmańskich. Postrzegają oni ją bowiem z jednej strony jako zagrożenie wewnętrzne (źródło i przestępczości pospolitej, i terroryzmu), z drugiej zaś – jako tanią siłę roboczą, będącą morderczą konkurencją dla nich na rynku pracy.

Za populistyczne gesty można uznać również izolacjonistyczne deklaracje Trumpa dotyczące przyszłej amerykańskiej polityki zagranicznej. Tak jest, gdy zapowiada on, że w przypadku ataku Rosji na należące bądź co bądź do NATO kraje bałtyckie – o istnieniu których wielu mieszkańców USA nie ma zresztą pojęcia – amerykańscy żołnierze nie będą za nie umierać. Tymczasem w Ameryce wśród szerokich mas daje o sobie znać niezadowolenie spowodowane militarnym zaangażowaniem Waszyngtonu w konflikty na Bliskim Wschodzie, za co trzeba płacić krwią i pieniędzmi.

Przekaz Trumpa może się wydawać niespójny. Przykładem jest sprawa z bieżącego tygodnia – poparcie polityka dla decyzji Baracka Obamy o bombardowaniu celów tzw. Państwa Islamskiego na terenie Libii, co przecież z izolacjonizmem się nie kojarzy. Trump generalnie nie stroni od buńczucznych komunikatów o przywróceniu USA wielkości. A to już może być interpretowane jako dążenie do tego, żeby Ameryka jednak była globalnym supermocarstwem. Tyle że takiego statusu nie da się osiągnąć czy utrzymać poprzez izolacjonistyczny kurs.

Rewolucji nie będzie

Wielu komentatorów zwraca uwagę na to, że Trump jest nieprzewidywalny, że jego prawdziwe polityczne zamiary poznamy, jeśli zajmie on Białym Domu. Można więc także postawić hipotezę, że jeśli republikański kandydat zostanie prezydentem USA, to nie dokona żadnej rewolucji.

Znacząca część wyborców kandydata republikanów kontestuje amerykański turbokapitalizm, który prowadzi do ubożenia klasy średniej i koncentracji bogactwa w rękach wąskiej elity finansowej. Tyle że Trump jest człowiekiem amerykańskiego systemu polityczno-gospodarczego. Jest multimiliarderem, typowym oligarchą. I przede wszystkim to będzie wpływać na jego decyzje, jeśli zamieszka w Białym Domu.

Nie inaczej jest w kwestii polityki zagranicznej. Umizgi Trumpa do Władimira Putina to nic nadzwyczajnego. Na razie więcej w tym prowokacyjnej retoryki niż realnej polityki. Warto też zauważyć, że już teraz, za prezydentury Obamy, Ameryka stroniła od konfrontacji z Rosją. Moskwa jest Waszyngtonowi potrzebna do rozwiązywania rozmaitych globalnych problemów (jak chociażby walka z terroryzmem tzw. Państwa Islamskiego). Jeśli nawet w odpowiedzi na aneksję Krymu USA wprowadziły wobec Rosji sankcje, to środek ten bynajmniej nie skłonił Kremla do zwrotu półwyspu Ukrainie.

Gdy szukałem podobieństwa Trumpa do któregoś z europejskich polityków, przyszedł mi do głowy Silvio Berlusconi. Ten magnat telewizyjny wkroczył do wielkiej polityki na fali zmian po upadku wielkich partii we Włoszech. On też szermował hasłami antyestablishmentowymi, ale przecież żadnej rewolucji nie wywołał.

Radykalizm dla gawiedzi

Tacy politycy jak Berlusconi są być może ilustracją słów znanego amerykańskiego gitarzysty i wokalisty Franka Zappy: „Polityka jest jedną z gałęzi przemysłu rozrywkowego". Awanturniczy radykalizm może uczynić z kampanii wyborczej emocjonujący spektakl dla gawiedzi. Czyżby Trumpowi tylko i wyłącznie na tym zależało?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA