fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Platforma wskrzesza lewicę

Wybór na rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara nie jest aktem światopoglądowo neutralnym – uważa autor
Fotorzepa/Darek Golik
Za pięć lat lewa strona sceny politycznej będzie miała w osobie Adama Bodnara swojego naturalnego przywódcę – pisze były minister skarbu.

Ostatnie lata przyniosły – wydawałoby się – ostateczne zejście lewicy, zarówno postkomunistycznej, jak i „obyczajowej", ze sceny politycznej. Niezborne podrygi SLD i jego kandydatki czy też nieświeże umizgi Janusza Palikota do elektoratu w ostatnich wyborach prezydenckich wydawały się potwierdzać ostateczność tego końca. Co więcej, ostatnie działania jakoby centroprawicowej partii, za jaką uchodzić ma Platforma Obywatelska, w tym przyjęcie ustawy o pozaorganicznej hodowli ludzi zwanej dla niepoznaki tudzież dla skutku propagandowego „ustawą o leczeniu niepłodności" czy silnie ideologicznie motywowanej ustawy o uzgodnieniu płci, wskazują na chęć trwałego przejęcia przez PO elektoratu lewicy. Mogły być interpretowane jako swoiste ictus misericordiae (cios miłosierdzia) dla tejże.

Łamanie sumień

Trudno nazywać przyjęcie takich ustaw realizowaniem mieszczańskiej, umiarkowanej centroprawicowej polityki. Życzliwa interpretacja tych działań nakazuje przyjąć, że kierownictwo Platformy, łamiąc sumienia swoich posłów (wprowadzając w tego rodzaju sprawach dyscyplinę partyjną), realizuje jakiś plan polityczny. Plan ten może polegać na tym, że obecne przywództwo PO chce przejąć resztki lewicowego (w znaczeniu – permisywnego) elektoratu wielkomiejskiego po upadających formacjach – SLD i Twoim Ruchu. Przy okazji przywództwo Platformy chce przenieść spór polityczny przed najbliższymi wyborami w sferę światopoglądową, wierząc, że przyciągnięcie wyborców kulturowej lewicy może zmniejszyć skalę zbliżającej się porażki.

Ciekawe są źródła tej wiary. Podpisanie przez Bronisława Komorowskiego ustawy ratyfikującej szkodliwą (jak teraz przyznają ministrowie jego kancelarii) konwencję „antyprzemocową" w siedzibie organizacji feministycznej było chyba jedną z przyczyn porażki prezydenta; zwiększyło może popularność tego kandydata przy ul. Czerskiej, ale Polska i polski elektorat w dość niewielkiej i stale malejącej części formułuje swoje poglądy przez lekturę redagowanej przy tej ulicy gazety.

Przyjmując (łagodnie), że działania PO są efektem przemyślanej strategii, a nie tylko objawem ideologicznego amoku, należałoby przyjąć, że ugrupowanie to konsekwentnie nie podejmie działań, które dadzą lewicy szansę na odrodzenie. Nie będzie sprzyjać powstaniu nowych ośrodków integrowania się lewicy i utrudniać będzie – w miarę swoich możliwości – kreowanie nowych przywódców, dzięki którym może się ta lewica odrodzić.

Przeciw PiS

W takiej perspektywie ostatnie działania Platformy polegające na promowaniu jako kandydata na rzecznika praw obywatelskich młodego i bardzo zręcznego polityka, który stanowi nadzieję lewicy, to działanie całkowicie niezrozumiałe. Lista „organizacji pozarządowych", które zgłosiły tę kandydaturę, to przecież lista organizacji lewicowej rewolty kulturowej, które dzisiaj są politycznie osierocone. Poparcie takiego kandydata zaprzecza całkowicie temu realizowanemu dość konsekwentnie i za olbrzymią cenę politycznemu projektowi ostatecznej likwidacji lewicy. Wspierając czynnie wybór Adama Bodnara na RPO, PO zamiast zadać ostateczny cios lewicy, ratuje właśnie tych wszystkich, których ostatnie działania tej partii zepchnęły już nie do narożnika, ale w ogóle z ringu.

Wybór przez Sejm na stanowisko rzecznika praw obywatelskich dr. Adama Bodnara to przywrócenie nadziei na lewicy. Za pięć lat lewica, która dzisiaj nie ma ani przywódcy, ani pomysłu na swoje istnienie, będzie miała w jego osobie naturalnego kandydata na prezydenta Rzeczypospolitej i naturalnego przywódcę. Młody, ledwie po czterdziestce (za lat pięć) polityk będzie miał w ręku wszystko. Udaną (z lewicowego punktu widzenia) kadencję na stanowisku rzecznika praw obywatelskich; popularność związaną z występowaniem przeciwko „czarnosecinnym" rządom PiS; rozpoznawalność związaną ze stałym występowaniem w mediach.

Co więcej, Adam jest rzeczywiście przejęty ochroną praw „człowieka" czy praw „obywatelskich". Nie będzie wyłącznie realizował agendy „ideologicznej". Będzie działał także w obronie eksmitowanych najemców. Będzie działał w obronie przetrzymywanych w wielomiesięcznych aresztach „wydobywczych". Będzie stawał w obronie zatrudnionych na „umowach śmieciowych". Adam te wszystkie kwestie traktuje poważnie. Niewątpliwie te sprawy uczynią z niego bohatera. Nie tylko środowisk LGBTQ...

Natomiast wszystkim, z wyjątkiem środowisk prawicowych, umknie to, że Adam nie stanie w obronie dzieci odbieranych przez sędziów rodzicom „z przyczyn społecznych, zawinionego ubóstwa i nieudolności wychowawczej" i przekazywanych do „niepatologicznych" rodzin homoseksualnych oczekujących na spełnienie się w rodzinnej miłości; że nie stanie w obronie rodziców, którym szkoła odbierać będzie prawo do wychowania dzieci w zgodzie z ich sumieniem; że nie stanie też w obronie aptekarzy czy lekarzy, by mogli wykonywać swój zawód w zgodzie z sumieniem, gdyż ich sumienie będzie stało na przeszkodzie realizacji „praw reprodukcyjnych". Te sprawy będą spędzać sen z powiek już tylko tym, którzy z lektury – może nie tylko szkolnej – pamiętają, że spór dotyczący wyższości indywidualnego sumienia rozstrzygnął w kulturze europejskiej Sofokles, czy tym, którzy dzień rozpoczynają znakiem krzyża.

Odwracanie kota ogonem

Dla tych, którzy kierują się emocjami wywoływanymi przez współczesne media, te problemy, którymi Adam Bodnar z powodów ideologicznych się nie zajmie, pozostaną w niebycie. Albo stanowić będą one moherowe dziedzictwo, którym oświecony RPO słusznie się nie zajął.

Za pięć lat problemem Platformy będzie to, że Adam Bodnar, któremu dzisiaj formacja ta daje szansę, a której – jak wierzę – nie zmarnuje, nie będzie bliskim jej politykiem centrowym czy centrolewicowym. Będzie popularnym politykiem skrajnej, obyczajowej i kulturowej lewicy. Jego ciężko wypracowana popularność, połączona z umiejętnością odwracania kota ogonem dla osągnięcia ideologicznych celów, będzie stanowić bezcenny kapitał dla odebrania przez lewicę tego miejsca, które dzisiaj zajmuje na mapie politycznej PO. Kapitał powstały dzięki dzisiejszemu politycznemu błędowi tego ugrupowania.

Słysząc dzisiaj pojednawcze oświadczenia dr. Adama Bodnara, senatorowie Platformy powinni pamiętać o tej właśnie prawniczej umiejętności ich kandydata do odwracania kota ogonem. Niech przypomną sobie jedną ze sztandarowych spraw – sprawę Alicji Tysiąc, późniejszej radnej SLD. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, na czele z Adamem, nie tylko występowała w tej sprawie. HFPC i sam Adam (potwierdził to ostatnio w swoim wywiadzie dla Roberta Mazurka w „Rzeczpospolitej") uczynili ze sprawy Alicji Tysiąc sztandar walki o „dostępność do legalnej aborcji" w granicach obowiązującej „kompromisowej" ustawy. Orzeczenia lekarskie wydane przez lekarzy specjalistów wskazywały na to, że ciąża nie zagraża ani życiu, ani zdrowiu pani Tysiąc. Wśród tych orzeczeń było także orzeczenie prof. Romualda Dębskiego znanego z krytyki postawy prolife reprezentowanej przez prof. Bogdana Chazana. Fakty – dla idei i jej zwycięstwa – nie mają znaczenia.

Politycznie motywowane kłamstwo

Wybór przez parlament rzecznika praw obywatelskich jest aktem politycznym, jakąkolwiek „obywatelską" ideologię byśmy do tego wyboru dopisali. Twierdzenie przeciwne jest albo głupstwem, albo politycznie motywowanym kłamstwem. Akt wyboru może być politycznie decyzją dobrą lub złą. Może być decyzją dobrą lub złą dla Polski. Może też być decyzją dobrą lub złą dla Platformy jako formacji politycznej.

W przypadku gdy osoba wybierana na stanowisko RPO ma lat 38 i dodatkowo posiada niewątpliwe przymioty umysłu i charakteru, jakie cechują Adama Bodnara, wybór ten nie jest aktem, którego perspektywa ogranicza się do kadencji rzecznika praw obywatelskich. Adam ma przed sobą przynajmniej 25 lat aktywności publicznej. Wybierając dzisiaj dr. Adama Bodnara na stanowisko RPO, PO niweluje skutki swojej polityki wypchnięcia lewicy z polskiej sceny politycznej. Funduje tej lewicy możliwość przetrwania i wskazuje jej nowego i niewątpliwie wybitnego przywódcę.

Czy rzeczywiście przywódcy Platformy tego chcą, czy po prostu lektura „Gazety Wyborczej" odebrała im nie tylko rozum (co kosztowało PO przegrane wybory prezydenckie), ale nawet instynkt samozachowawczy (co może kosztować ją istnienie)? Zobaczymy po głosowaniu w Senacie.

Autor jest prawnikiem, był ministrem skarbu w rządzie PiS (2005–2006). Pracował razem z Adamem Bodnarem w kancelarii Weil, Gotshal & Manges

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA