fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Szczucki: Drukarz, prawo, geje i wolny rynek

Krzysztof Szczucki
Fotorzepa, Robert Gardziński
Czy konstytucja nie obejmuje swoim zakresem drukarzy? Czy drukarze wyjęci są spod oddziaływania jej artykułu zapewniającego każdemu wolność sumienia i religii? – pyta prawnik.

Głośna ostatnio sprawa drukarza z Łodzi, który odmówił realizacji zamówienia złożonego przez Fundację LGBT Business Forum spowodowała powrót do debaty publicznej nad problematyką klauzuli sumienia. Niestety, jak to w takich debatach bywa, dyskutując na ten temat, nierzadko powtarza się utarte tezy, które – po głębszym namyśle – okazują się tylko niczym nieuzasadnionymi frazami.

Spod lady

Konieczne zatem staje się przypomnienie kilku podstawowych twierdzeń na temat sumienia i opartego na nim sprzeciwu, mających źródło nie w luźnych domysłach, ale we wnioskowaniu prawniczym, nierzadko odwołującym się także do etyki. Nie sposób tutaj rozwinąć szerzej wątku o samej relacji między prawem i moralnością, niemniej warto przynajmniej zauważyć, że dzisiaj już w zasadzie niemożliwe wydaje się twierdzenie o braku relacji – lub tylko relacji ograniczonej – między prawem i moralnością.

Zanim odniosę się do samej problematyki sumienia, chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na inny aspekt związany ze sprawą drukarza z Łodzi i orzeczonym wyrokiem nakazowym. Umyka bowiem w dyskusji to, że drukarzowi zarzucono popełnienie wykroczenia z art. 138 kodeksu wykroczeń mającego następujące brzmienie: „Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny".

Jest to przepis, który wszedł w życie razem z kodeksem wykroczeń, a więc w 1972 r. Przepis w pełni korespondował z zasadami gospodarki planowej nakierowanej na wypełnianie założeń realnego socjalizmu. Nie wydaje się, żeby w gospodarce rynkowej, kierującej się zasadami wolnej konkurencji, konieczne było regulowanie tego rodzaju zasad świadczenia usług w prawie represyjnym, jakim niewątpliwie jest prawo wykroczeń. Poza tym prawo cywilne, a więc gałąź prawa powołana przede wszystkim do rozstrzygania właśnie takich sporów, jak ten między zleceniobiorcą i zleceniodawcą, dysponuje dostatecznie obszernym instrumentarium pozwalającym na rozstrzyganie tego rodzaju konfliktów.

W kodeksie wykroczeń można znaleźć więcej zaskakujących przepisów rodem z PRL, np. „Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny".

Także w tym przypadku w systemie gospodarki wolnorynkowej istnieje wiele innych możliwości reagowania na odmowę sprzedaży niż nakładanie grzywny na sprzedawcę. Najlepszym sposobem jest pójście do konkurencji. Nie trzeba szczególnego wysiłku interpretacyjnego, żeby zauważyć, że przepis był wymierzony w ekspedientki, które w czasach niedoboru ukrywały towar dla siebie lub innych osób w celu tzw. sprzedaży spod lady.

Niezrozumiałe jest, dlaczego przez ostatnie 20 lat ustawodawca nie przeprowadził pogłębionego namysłu nad prawem wykroczeń i w konsekwencji nie uchwalił zmiany nie tylko kosmetycznej, ale i systemowej. Nie ma wątpliwości, że kodeks wykroczeń skażony jest grzechem pierworodnym.

Rzekomy obowiązek

Niezależnie jednak od kwestii prawnych wiążących się z prawem wykroczeń, w debacie toczącej się po wyroku nakazowym wydanym w sprawie drukarza z Łodzi dyskutuje się też o problematyce klauzuli sumienia. Warto się tym zająć, mimo że połączenie tych dwóch tematów nie wydaje się uzasadnione. Możliwość powołania się na klauzulę sumienia powstaje, gdy na podmiot nałożony jest obowiązek działania, z którego nie może się on zwolnić. Innymi słowy, jeżeli prawo nie nakazuje mi określonego zachowania, to nie muszę powoływać się na sprzeciw sumienia, żeby takiego działania nie podjąć.

Z podstaw logiki wynika, że brak nakazu i zakazu należy rozumieć jako możliwość zrealizowania określonej czynności. Można oczywiście uzasadniać odmowę stanowiskiem swojego sumienia, niemniej takie uzasadnienie nie zyskuje miana klauzuli sumienia, nie przełamuje bowiem żadnego obowiązku działania. Nie za bardzo wiadomo, skąd bierze się rzekomy obowiązek drukarza do zrealizowania usługi pożądanej przez Fundację LGBT Business Forum.

Konstytucja uznaje za szczególne dobro wolność działalności gospodarczej, czyniąc ją – poprzez uwzględnienie w rozdziale pierwszym – jedną z podstawowych zasad ustrojowych Rzeczypospolitej Polskiej. Nawet w samym kodeksie wykroczeń, mimo wszystkich jego wad, w znamionach wykroczenia wskazuje się na wymóg istnienia obowiązku udzielenia świadczenia – chyba że źródłem wiążącego obowiązku staje się jednostronna wola zamawiającego usługę.

Wiele zatem wskazuje, że drukarz, odmawiając świadczenia, nie musiał powoływać się na klauzulę sumienia. Mimo to warto zwrócić jeszcze uwagę na pewien mit dotyczący samej klauzuli, który odżył przy okazji tej sprawy. W niektórych wypowiedziach w prasie można było przeczytać, że przecież drukarze nie mają klauzuli sumienia, w przeciwieństwie np. do lekarzy.

Na taki argument nie można odpowiedzieć inaczej, jak tylko pytaniem: Czy Konstytucja RP nie obejmuje swoim zakresem polskich drukarzy? Na jakiej podstawie twierdzi się, że drukarze wyjęci są spod oddziaływania art. 53 ust. 1 Konstytucji RP zapewniającego każdemu wolność sumienia i religii? Przecież to nie przepisy ustawowe, ale właśnie konstytucyjnie gwarantowana wolność sumienia jest źródłem prawa do sprzeciwu sumienia.

Taki wniosek płynie także z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 7 października 2015 r. orzekającego o przepisach regulujących tzw. lekarską klauzulę sumienia. Źródeł prawnych sprzeciwu sumienia Trybunał dopatrzył się przede wszystkim w konstytucji i w prawie międzynarodowym. Oznacza to, że nawet gdyby drukarz miał obowiązek zrealizowania usługi, mógłby powołać się na wolność sumienia gwarantowaną konstytucyjnie.

Dobro wyższe

Nie twierdzę, że wolność sumienia ma charakter absolutny. Są takie dobra, jak np. życie człowieka, których ochrona może wymagać ustępstw na szkodę wolności sumienia. Doskonałym przykładem jest zawód lekarza. Lekarz, mając generalne prawo do korzystania z klauzuli sumienia, nie może odmówić, gdy zwłoka w udzieleniu pomocy mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia.

Należy sobie zadać pytanie, chyba retoryczne, jakie dobro mogłoby przeważyć nad wolnością sumienia drukarza?

Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Karnego Porównawczego na Wydziale Prawa i Administracji UW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA