fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Talaga: Ukraińcu! Witamy serdecznie

Fotorzepa
Czas na rewolucyjną, wręcz proukraińską politykę imigracyjną. Warto otworzyć na Ukraińców nie tylko plantacje truskawek, ale uczelnie, zarządy firm, a nawet armię - pisze Andrzej Talaga.

Od niedzieli Ukraińcy mogą wjeżdżać do Unii Europejskiej bez wiz, zaczyna się walka konkurencyjna o to, kto ich skuteczniej przyciągnie. Warto, bo ciężko pracują, nie wyłudzają zasiłków, nie sprawiają kłopotów, nie tworzą gett. Czas na rewolucyjną, wręcz proukraińską politykę imigracyjną. Warto otworzyć na Ukraińców nie tylko plantacje truskawek, ale uczelnie, zarządy firm, a nawet armię.

Nie wiadomo jeszcze, jaki wpływ na kierunek migracji Ukraińców wywrze zniesienie od 11 czerwca wiz do UE. Decyzja Unii pozwala na przebywanie na jej terytorium przez trzy miesiące bez prawa do pracy, teoretycznie więc państwa bogatsze od nas nie powinny wysysać Ukraińców z naszego rynku.

Problem w tym, że podejmują oni chętnie zajęcia zarobkowe na czarno. Dla przykładu, od początku 2017 r. polskie urzędy zarejestrowały ponad 730 tys. oświadczeń firm pozwalających na pracę dla Ukraińców. Tymczasem szacunki mówią o 1,4 mln obywateli ukraińskich przebywających w Polsce. Można z dużą dozą pewności założyć, że pozostałe 670 tys. nie opala się na plażach Bałtyku, ale zarobkuje nielegalnie.

Kolejnym utrudnieniem jest konieczność posiadania paszportu z danymi biometrycznymi, obecnie ma go ok. 3,5 mln obywateli Ukrainy, z czasem jednak tamtejsza administracja poradzi sobie z tym problemem i w ciągu dwóch lat stosowny dokument będą mieli wszyscy chętni.

Polska nie może konkurować z Niemcami czy państwami Beneluksu wysokością płac, ma jednak atuty w postaci bliskości geograficznej i kulturowej. Do Polski jest Ukraińcom bliżej: szybciej mogą w wolne dni przemieścić się do domów drogą lądową, a więc tańszą. Robią to ochoczo, co pokazuje skala ruchu na granicy w obie strony.

W Polsce język nie jest barierą komunikacyjną, mamy też styl życia niemal identyczny z tym na Ukrainie, zaś nasze społeczeństwo jest przyjaźnie nastawione do ukraińskich przybyszów, co zgodnie pokazują badania prowadzone przez różne ośrodki. Wielkim oszustwem jest bowiem oskarżanie Polaków o ksenofobiczną niechęć do imigrantów w ogóle, przykład Ukraińców zadaje kłam temu przekonaniu.

Nasze atuty wymagają jednak wsparcia konsekwentną polityką imigracyjną, by przełożyły się na utrzymanie, a nawet zwiększenie ukraińskiej migracji do Polski w obliczu konkurencji ze strony bogatszych państw UE. Potrzebujemy przede wszystkim prostych procedur otrzymania karty stałego pobytu, a następnie obywatelstwa – nie później niż pięć lat po przyjeździe.

Pomógłby też system państwowych stypendiów dla ukraińskich studentów i zniesienie dla nich opłat za studia. Gdyby po pięciu latach nauki młody Ukrainiec opuszczał uczelnię jako polski obywatel, byłoby bardzo prawdopodobne, że u nas zostanie. Można go do tego zresztą zmotywować, wprowadzając nakaz pracy w Polsce przez kilka lat, jako rekompensatę za koszty wykształcenia.

Pożądane byłoby także umożliwienie obywatelom Ukrainy służby zawodowej w wojsku, w zamian za przyspieszone przyznanie obywatelstwa. Praktykują to np. USA, Wielka Brytania i Francja ze znakomitym skutkiem. Nowy obywatel – żołnierz to zupełnie inna kategoria niż imigrant ekonomiczny.

Ukraińcy wypełniają lukę demograficzną, która staje się barierą rozwojową Polski. Bez prężnej populacji krajowi grozi gospodarcza stagnacja, a co za tym idzie – geopolityczny uwiąd.

Nie ma co się zastanawiać, zegar bije.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA