fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ochrona, a nie zakaz

Podpisana w ubiegłym roku przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawa o in vitro lekceważy ochronę życia – uważa autor
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zamiast delegalizowania in vitro trzeba wzmocnić obowiązujące już w polskim prawie rozwiązania, z których wynika, że procedura ta godzi w dobro dziecka – pisze publicysta.

Jeszcze w grudniu Prawica Rzeczypospolitej reprezentowana przez Marka Jurka, posła do Parlamentu Europejskiego, oraz Jana Klawitera, posła na Sejm, przedstawiła projekt ustawy o ochronie życia i zdrowia nienarodzonych dzieci poczętych z in vitro. Dziś można powiedzieć, że projekt ten wywołał negatywne reakcje części środowisk pro life. Można było usłyszeć, że zgłoszona propozycja wzmacnia obecność w polskim prawie przyzwolenia na stosowanie praktyki in vitro. Wydaje się jednak, że takie opinie wynikają z niezrozumienia zarówno doktryny zawartej w projekcie ustawy, jak i koniecznej w tym przypadku strategii politycznej.

Projekt Prawicy Rzeczypospolitej przede wszystkim służy temu, żeby polskie prawo chroniące życie było spójne. Różne elementy tej ochrony rozproszone są w rozmaitych aktach prawnych, co, jak się zdaje, ułatwia ich lekceważenie. Do tego też dochodzi nieład terminologiczny, który zaciemnia intencje prawodawcy.

Dorobek państwa polskiego

Zatem jeśli dobrze rozumiem twórców projektu ustawy, jego celem jest przeciwstawienie się swoistej samowoli ustawodawczej, której przykładem, podczas kadencji poprzedniego Sejmu, stała się ustawa o zapłodnieniu pozaustrojowym. Pomimo tych nieścisłości Polsce przede wszystkim potrzeba dobrej egzekucji już istniejącego prawa, w czym ma pomóc projekt Prawicy Rzeczypospolitej. Złe skutki lekceważenia dotychczasowego stanu prawnego dotyczącego ochrony życia widzieliśmy jednak nie tylko w przypadku ustawy o in vitro, ignorującej obecny stan prawnej ochrony życia. Znacznie wcześniej była sprawa „Agaty" czy nagonka na prof. Bogdana Chazana. Zła wola rządzących w odniesieniu do litery prawa dopuszczała w praktyce relatywizowanie ochrony życia.

W nowym projekcie ustawy czytamy: „W ciągu ostatnich lat, z kompletnym lekceważeniem prawa, przyjęto (...) milcząco założenie, że można ignorować wszystkie przepisy prawa chroniące dziecko poczęte przed instrumentalnym traktowaniem. To założenie w sposób oczywisty prawo lekceważy. W Polsce nie potrzeba ustanawiać szczególnych praw dla ochrony życia w pierwszej fazie pozaustrojowego poczęcia. Trzeba po prostu przestrzegać obowiązującego prawa. Ta ustawa o tym przypomina".

Przypomina ona także i porządkuje istniejące już zapisy chroniące życie i dobro dziecka poczętego – także poczętego pozaustrojowo. O potrzebie zmian w obszarze ochrony życia mówił przed dwoma już laty prof. Andrzej Zoll, były przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. Rozwiązanie prawne w tym przypadku jest dobre, jeśli „uwzględnia jedynie najnowsze osiągnięcia medycyny, biologii oraz nauk bioetycznych. Prawo musi reagować na rzeczywistość. Jeśli dostrzegamy, że są obszary, w których ochrona kodeksowa nie jest pełna, i to w stosunku do osób tak bezbronnych, to proponujemy zmiany. I nie jest to reakcja na jedno czy drugie tragiczne wydarzenie, bo tak kodeksu karnego zmieniać nie można, tylko na całokształt sytuacji, do których dochodzi od lat".

Co jest tu jednak najistotniejsze – zarówno Prawica Rzeczypospolitej, jak i prof. Zoll zauważają konieczność opierania się na dotychczasowym prawie zamiast politycznego „dekretowania" zakazu in vitro bez wskazywania na obecne już w polskim prawie umocowania ochrony życia.

Warto zatem zauważyć, że projekt ustawy przede wszystkim przypomina, że praktyka zapłodnienia in vitro musi się odbywać w granicach już obowiązującego prawa. Istniejąca ustawa o zapłodnieniu pozaustrojowym wyraźnie zaś nie jest dostosowana do wcześniejszych przepisów prawnych, i to takich, które tworzą dla niej właściwe ramy – chodzi o ustawę o ochronie życia, ustawę o rzeczniku praw dziecka, kodeks karny czy wreszcie konstytucję. Mówiąc w skrócie, ustawa o poczęciu pozaustrojowym zaniedbuje dobro dziecka gwarantowane już dziś w licznych zapisach polskiego prawa. Zatem projekt Prawicy Rzeczypospolitej, opierając się na dorobku prawnym państwa polskiego, upomina się o sprawę oczywistą, lecz zlekceważoną przez ustawodawcę w chwili uchwalania ustawy faktycznie dopuszczającej in vitro. Chodzi o prostą zasadę, według której „żadne z działań podejmowanych w ramach praktyki in vitro nie może naruszyć praw i dobra dziecka poczętego, w szczególności prawa do życia i zdrowia".

Warto się zastanowić nad sensem tak skonstruowanego projektu – organizacje pro life proponują przecież raczej jednoznaczny sprzeciw i pracują nad projektem ustawy zawierającej także expressis verbis zakaz praktyki in vitro. Przypomina to swoiste polityczne „dekretowanie" sprzeciwu. Trzeba zapytać, czy faktycznie nie o to właśnie chodzi.

Pokusa politycznej przewagi

Po pierwsze, trudno się spodziewać, by takie projekty zyskały szerokie poparcie polityczne i społeczne. Jedynym, na co można liczyć, jest to, że staną się one sposobnością do kolejnych starć medialnych, być może też pomogą zbić jakiś, niezbyt trwały, kapitał społeczny, w mniejszym stopniu zaś polityczny. Nie doprowadzą jednak do rzeczywistego załatwienia sprawy i ukrócenia niegodziwej praktyki, jaką jest in vitro.

Po drugie, takie projekty będą miały równie słabe osadzenie w prawie jak obecnie funkcjonująca ustawa o in vitro, która pozostaje w sprzeczności z wyrażonym w wielu zapisach sprzeciwie polskiego prawodawcy wobec jakichkolwiek form występowania przeciw dobru dziecka. Zakaz osiągnięty jedynie siłą politycznej przewagi już zawsze byłby odbierany jako narzucony i prawdopodobnie okazałby się nietrwały. Spójność aksjologiczną obecną w polskim systemie prawnym w kwestii ochrony życia należy podkreślać i ujawniać. Poza tym należy waloryzować aspekty pozytywne projektów, czyli ochronę dziecka, a nie zakaz. Warto przypomnieć działaczom pro life, w jakim momencie rozpoczął się sukces ich ruchu – stało się to wtedy, gdy właśnie porzucono pierwotne hasło „anty-abortion" na rzecz „pro life". Nawet ruch proaborcyjny porzucił negatywny wydźwięk słowa „aborcja" dla pozytywnego „pro choice".

Pojawiły się też głosy, że skoro Prawica Rzeczypospolitej nie chce formułować swojej opinii według logiki zakazu, to dowodzi to tym samym tego, że popiera ona in vitro. W tym przypadku tok rozumowania trzeba odwrócić i postawić następujące pytania: czy środowiska pro life są za rozwodami? Czy są może też za związkami homoseksualnymi? Nie słychać bowiem, by formułowały jakieś projekty ustaw zakazujące rozwodów czy też relacji homoseksualnych. Taki rodzaj retoryki jest niczym bowiem więcej niż manipulowaniem ludźmi o przekonaniach pro life i wykopywaniem kolejnego politycznego rowu oddzielającego ich nie tylko od tej części społeczeństwa, która ma inne spojrzenie na tę sprawę, ale i od osób ceniących społeczny konformizm i niezdecydowanych. One zaś być może zaakceptowałyby rozwiązanie łagodniejsze w brzmieniu, ale osiągające swój cel. Trzeba bowiem zapytać, czy chodzi o podgrzanie społecznych emocji czy o załatwienie fundamentalnej sprawy z zakresu prawa naturalnego.

Pozyskać opozycję

Na koniec należy wskazać jeszcze jeden, wspomniany częściowo, strategiczny efekt możliwy do uzyskania przez projekt ustawy Prawicy Rzeczypospolitej. W praktyce da ona taki sam rezultat jak projekty zawierające „radykalny" zakaz in vitro. Tych zaś nie da się przeforsować w Sejmie w sytuacji, gdy potrzebne jest szerokie poparcie polityczne ponad partyjnymi podziałami. A warto zyskać głosy także konserwatywnych liberałów, którzy są licznie reprezentowani zarówno w partii rządzącej, jak i ugrupowaniach opozycyjnych.

Zdecydowany zakaz in vitro będzie traktowany ideologicznie i zostanie z definicji odrzucony przez centrale partyjne. Ale nad ochroną dobra dziecka każde ugrupowanie już się zastanowi. Trzeba też pamiętać, że dziś ponad połowa Polaków popiera procedurę in vitro. Trzeba zatem pokazać, że zapłodnienie pozaustrojowe jest działaniem przeciw dobru dziecka.

Autor jest publicystą, historykiem idei, socjologiem, redaktorem prowadzącym portalu Christianitas.org. Niedawno wydał zbiór esejów „Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA