fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Strzelectwo dla każdego

Fotorzepa/Tomasz Jodłowski
Mówimy o budowaniu boisk, żeby młodzież miała gdzie grać w piłkę, a dlaczego nie możemy mówić o budowie strzelnic, żeby ludzie mogli sobie postrzelać – pisze prawnik.

Do niedawna temat dostępu do broni palnej mógł najwyżej wywołać u czytelnika wzruszenie ramion – ot, jacyś ludzie chcą się bawić bronią, a przepisy im to utrudniają i pewnie słusznie, bo taka zabawa jest niebezpieczna. Tymczasem sprawa jest bardzo poważna. Po zlikwidowaniu poboru i przejściu na armię zawodową z roku na rok mamy mniej osób, które umieją posługiwać się bronią palną. W przypadku jakiegokolwiek konfliktu jesteśmy zdani na obronę przez bardzo mały korpus, który bardziej nadaje się do pojedynczych misji niż do obrony kraju przed istotnym zagrożeniem. Tymczasem sytuacja na Ukrainie pokazała, że konflikty zbrojne w naszej części świata to nie jest zamierzchła historia. Może warto się zastanowić, co zrobilibyśmy, gdybyśmy stali się obiektem „niekonwencjonalnego" ataku, z jakim borykają się władze Ukrainy.

Litewska samoobrona

W czasie niedawnej wizyty w Wilnie z pewnym zdumieniem dowiedziałem się, że mój litewski kolega, szef jednej z największych kancelarii prawnych na Litwie, planował spędzić weekend na szkoleniu wojskowym w lesie niedaleko miasta. Okazało się, że po wydarzeniach na Ukrainie bardzo u nich wzrosła popularność organizacji strzeleckich – zorganizowanych na wzór wojskowy, ze scentralizowaną strukturą, szkolących członków nie tylko w posługiwaniu się bronią palną, ale również w wielu innych aspektach służby wojskowej. Co ciekawe, uczestnikami tych szkoleń są nie tylko młodzi macho, którzy chcą sobie postrzelać, ale osoby zaliczające się do elity kraju, w tym także młodzi profesjonaliści. Ich motywacja jest czysto patriotyczna – zdają sobie sprawę, że w przypadku konfliktu zbrojnego z wielkim sąsiadem mała litewska armia nie ma żadnych szans. Jedyną nadzieję widzą w powszechnej samoobronie, do której chcą się przygotować. Wysiłki te wspiera armia, która dostarcza umundurowanie, sprzęt i pozwala trenować na poligonach wojskowych. Członkowie organizacji strzeleckich mają ułatwiony dostęp do broni bojowej do celów szkoleniowych.

Sytuacja Polski i Litwy nie jest aż tak różna – oba kraje stoją przed tymi samymi zagrożeniami. Argument, iż Polska jest dużo większa i silniejsza od Litwy, nie jest zbyt przekonujący. Dlatego może i my powinniśmy zastanowić się nad nowym podejściem do kwestii szkoleń wojskowych, a przynajmniej strzeleckich, i związanego z tym dostępu do broni palnej. Obowiązująca dziś polityka maksymalnego ograniczania i utrudniania dostępu do broni nie jest chyba najlepszą polityką na czasy, w których musimy poważnie zacząć myśleć o powszechnej samoobronie.

Zgodnie z dzisiejszymi przepisami prawo do posiadania broni, poza stosownymi służbami państwowymi, mają osoby mogące wykazać, że grozi im niebezpieczeństwo i broń palna potrzebna im jest do obrony osobistej, myśliwi oraz sportowcy trenujący strzelectwo sportowe. Wydaje się, że tak właśnie powinno być, a zainteresowani szkoleniami paramilitarnymi trenują strzelectwo, więc nie powinni mieć problemu z dostępem do broni.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Wbrew pozorom uzyskanie pozwolenia na broń sportową (nawet na zwykły karabinek kbks, który dawniej był uważany za broń dla młodzieży, która stawiała pierwsze kroki w myślistwie albo chciała nauczyć się posługiwania bronią palną) jest niezwykle trudne, wręcz niemożliwe dla osoby, która po prostu interesuje się strzelectwem i chciałaby strzelać rekreacyjnie lub brać udział w szkoleniach paramilitarnych.

Jest tak dlatego, że zgodnie z obowiązującymi przepisami, żeby ubiegać się o pozwolenie na broń sportową, trzeba być nie tylko członkiem sekcji strzeleckiej klubu sportowego, ale również wykazać się udziałem w zawodach strzeleckich. Czasami wymaga się również wykazania, że na zawodach osiągało się odpowiednie wyniki. W tym podejściu nie ma miejsca dla normalnego obywatela, który chciałby kupić sobie broń palną i używać jej na strzelnicy, a którego nie interesuje udział w klubie sportowym ani tym bardziej w zawodach.

Powstaje pytanie, dlaczego tak jest. Częściowo to zapewne wynik myślenia rodem z czasów minionych, w których za sportowca był uważany tylko ten, kto aktywnie trenował w jakimś klubie. Takiego miana odmawiano zaś tym, którzy ćwiczyli we własnym zakresie.

Drugi powód to zapewne obawa przed dostaniem się broni palnej w ręce osób nieodpowiedzialnych. Ale dlaczego rozwój strzelectwa jako formy rekreacji miałby mieć taki skutek? O pozwolenie na broń myśliwską może ubiegać się każdy, kto przejdzie szkolenie myśliwskie, zda egzamin łowiecki i test psychologiczny, ma dobrą opinię w środowisku, nie był karany itp. Osoba, która sprosta tym wymogom, otrzymuje pozwolenie i może sobie kupić broń myśliwską (w kategorii tej mieszczą się nie tylko dubeltówki, ale także broń kulowa z silnymi lunetami). Może wprawdzie trzymać ją w domu, ale sposób jej przechowywania, przewożenia, a tym bardziej używania jest szczegółowo uregulowany.

Te same zasady można przecież zastosować do broni posiadanej do celów rekreacyjnych! Można nawet zorganizować obowiązkowe kursy dla osób zainteresowanych kupnem takiej broni (tak jak w przypadku myśliwych), aby mieć pewność, że nabędzie ją osoba umiejąca się nią posługiwać. Jedyna różnica między myśliwym, który chce kupić sztucer, a kimś, kto chce kupić taki sam sztucer do rekreacji, jest taka, że myśliwy może używać swojego sztucera zarówno na strzelnicy, jak i na polowaniu, a ktoś, kto nie jest myśliwym, może to robić tylko na strzelnicy.

Ile sztuk broni?

Nie chciałbym, aby mój głos został zrozumiany jako poparcie dla idei powszechnego dostępu do broni palnej. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem tej idei w naszych warunkach. Dostęp do broni powinien być ograniczony i kontrolowany tak, aby miały go tylko osoby gwarantujące, iż będą jej używały w sposób bezpieczny i zgodny z przepisami. Nie widzę jednak powodu, aby nie rozszerzyć kręgu osób uprawnionych do posiadania broni o osoby, które chcą jej używać do celów rekreacyjnych (na strzelnicach).

Nie widzę też powodu, dlaczego dzisiaj ogranicza się liczbę jednostek broni, które może posiadać osoba uprawniona do jej posiadania. Na jakiej właściwie podstawie organ wydający pozwolenia na broń decyduje, że danemu obywatelowi „wystarczą" cztery jednostki, a innemu zezwala się na posiadanie sześciu? Dlaczego ktoś, kto ma pozwolenie na broń śrutową, nie może sobie kupić kilkunastu sztuk takiej broni, jeżeli ma na to ochotę i środki finansowe? Dlaczego musi się starać o pozwolenie na zakup kolejnej jednostki, zamiast ją po prostu kupić i zarejestrować? Przecież jeżeli dostałem pozwolenie na posiadanie choćby jednej sztuki takiej broni, to znaczy, że kompetentny organ uznał mnie za osobę na tyle godną zaufania, iż mogę posiadać taką broń. Zawsze jest ryzyko, że z jakichkolwiek powodów zacznę strzelać z tej broni do ludzi na ulicy. Ale ryzyko to nie jest w żaden sposób związane z ilością posiadanych jednostek takiej broni!

Droga przez mękę

Musimy pamiętać, że chcąc poważnie mówić o narodowych siłach samoobrony (w jakiejkolwiek formie), naszym celem strategicznym powinno być nauczenie jak największej liczby obywateli sprawnego posługiwania się bronią palną. Najlepszym na to sposobem jest upowszechnienie strzelectwa. I to nie poprzez zwiększanie liczby trenujących zawodników – to przyjdzie samo, trochę później. Chodzi raczej o upowszechnienie strzelectwa jako sposobu rekreacji – czegoś, co można robić całą rodziną w czasie weekendu. Mówimy o budowaniu boisk, żeby młodzież miała gdzie grać w piłkę, a dlaczego nie możemy mówić o budowie strzelnic, żeby ludzie mogli sobie postrzelać – niekoniecznie z broni własnej, może być broń klubowa. Przecież strzelectwo to sport olimpijski!

Kwestia strzelnic to kolejna, po dostępie do broni palnej, sprawa wymagająca nowego podejścia. Dzisiejsze przepisy są niezwykle restrykcyjne. Wybudowanie strzelnicy to biurokratyczna droga przez mękę i ogromny wydatek. Skutek jest taki, że strzelnic mamy w Polsce bardzo mało. Wiele ze starych strzelnic, zwłaszcza myśliwskich, wybudowanych przez koła łowieckie z własnych funduszy, zostało zamkniętych, bo nie mogły sprostać nowym niezwykle surowym wymogom. Skutek jest taki, że nawet odpowiednie służby wyposażone w broń palną i mające obowiązek systematycznego szkolenia się w jej używaniu często mają problem ze znalezieniem strzelnic, na których mogłyby doskonalić swoje umiejętności.

Może nadszedł właściwy moment, żeby przejrzeć obowiązujące przepisy i zastanowić się, czy naprawdę muszą być aż tak wymagające i czy nie można by ich trochę poluzować. Dla porównania można rzucić okiem, jak ta kwestia wygląda u naszych sąsiadów zza Odry. Byłem ostatnio w okolicach Hamburga. Małe wioski, a w każdej strzelnica, na domach wiszą wielkie tarcze symbolizujące sukcesy strzeleckie mieszkańców w lokalnych zawodach! Nawet osiedla mieszkaniowe mają swoje strzelnice osiedlowe. Okazuje się, że strzelectwo rekreacyjne jest tam bardzo popularne – sport dla każdego. Nie ma żadnego powodu, aby tak samo nie było u nas. Ale żeby tak się stało, konieczne są nie tylko zmiany w przepisach, lecz – co pewnie jeszcze trudniejsze – zmiana w podejściu stosownych organów do kwestii posiadania broni. Wydaje się, że teraz jest właściwy moment na zajęcie się tą sprawą.

Autor jest radcą prawnym, wspólnikiem zarządzającym w kancelarii DJBW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA