fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Szułdrzyński odpowiada Ordo Iuris: A jednak katotaliban

Fotorzepa, Maciej Zieniewicz
Nie tylko lewicowi wrogowie, ale też wielu katolików uważa prawników z Ordo Iuris za niebezpiecznych fundamentalistów - pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Są takie teksty polemiczne, których autorzy, próbując roznieść w pył argumenty przeciwnika, niechcący niemal w całości potwierdzają ich prawdziwość. Tak właśnie było z polemiką dr. Tymoteusza Zycha z Ordo Iuris z moim felietonem z „Plusa Minusa”.

Dwa tygodnie temu napisałem, że dyskusja o walce z hejtem po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza pokazała intelektualną słabość prawicy. Gdy liberałowie zabrali się do walki z mową nienawiści, konserwatyści z Ordo Iuris zaczęli bić na alarm, że to propaganda LGBT. Wrażenie było takie, że katolikom nienawiść nie przeszkadza. Napisałem też, że OI kojarzy mi się z popieraniem ustawy, która przewidywała karę więzienia dla kobiet decydujących się na aborcję, a także z kibicowaniem zmianom w prawie, które jednorazowego pobicia żony nie traktowały jako przemocy w rodzinie.

Ubolewałem, że katolicy zyskują wizerunek fundamentalistów domagających się wprowadzenia katolickiej wersji szariatu. I konkludowałem, że prawica nie ma dziś pomysłu na walkę z hejtem, bo zbyt długo cieszyła się z tego, że ten hejt wymierzony był w politycznych przeciwników. W efekcie jest bezradna wobec zła, które rozlewa się z różnych zakątków w sieci.

Ordo Iuris nie było głównym bohaterem mojego tekstu, jedynie egzemplifikacją pewnego zjawiska. Mimo to liderzy tej organizacji zapałali świętym oburzeniem. Początkowo na Twitterze zagrozili „krokami prawnymi”, później jednak przyjęli zaproszenie „Rzeczpospolitej” do napisania polemiki.

Niestety, koncertowo zmarnowali szansę. Przedstawili się jako grupa niestrudzonych wojowników, którzy walczą z marksizmem kulturowym. Wrogiem Ordo Iuris ma być „potężna machina socjotechniki uruchamiana przy okazji każdego istotnego sporu etycznego”, by odebrać im prawo głosu. W ten sposób zapisany zostałem do grona lewaków, sympatyków marksizmu uprawiających antykatolicką socjotechnikę, którzy cenzurują prasę i wyrzucają katolickich mówców z uniwersytetu.

Dalej było tylko gorzej. Tymoteusz Zych oskarżył mnie o to, że przytoczyłem „nieprawdziwe i nieścisłe informacje na temat instytutu”. Kłopot w tym, że ja napisałem felieton wyrażający moje wrażenia, nie zaś obiektywne fakty. Jeśli członek zarządu uważa, że moje wrażenia są nietrafione, powinien próbować mnie przekonać, że miał inne intencje. On wolał pójść na wojnę.

Przypomniał, że debatę publiczną o ustawie antyaborcyjnej z 2016 r. „Duża część mediów podawała, że zakazane mają być badania prenatalne, ograniczona możliwość leczenia matek w ciąży, a poronienia mogą być karane więzieniem. Te fake newsy stały się głównym tematem debaty parlamentarnej i motorem lewicowych protestów. Ci, którzy zweryfikowali te fakty, byli w szoku – jak Maja Bohosiewicz, która po przeczytaniu projektu dowiedziała się, że żaden z głównych zarzutów wobec ustawy nie jest prawdziwy, i zadeklarowała, że »wypisuje się z czarnego protestu«”.

Zarzekający się, że chce merytorycznej dyskusji, pan Zych nie odniósł się do mego zarzutu dotyczącego przewidzianego w przepisach karania więzieniem matek za aborcję. Wolał polemizować z tezami, których wcale nie postawiłem. Czyżby wiedział, że wizerunkowo pomysł sadzania do paki zdesperowanych kobiet jest nie do obrony?

Największym błędem przedstawiciela Ordo Iuris jest to, że woli ze wszystkich sił walczyć, zamiast czasem poszukać sojuszników. Znacznie łatwiej nazwać kogoś, kto uważa, że Ordo Iuris ma fatalny wizerunek, wykonawcą niecnych planów George’a Sorosa, niż próbować go przekonać do swoich racji.

I właśnie dlatego uważam, że polemika pana Zycha jedynie potwierdza to, co napisałem. Nie tylko lewicowi wrogowie, nie tylko opłacani rzekomo przez Sorosa demoralizatorzy katolickich społeczeństw, ale też wielu katolików uważa prawników z Ordo Iuris za niebezpiecznych fundamentalistów dorabiających gębę wartościom, które są im bliskie – piszę to z pełną odpowiedzialnością, bo dostałem po mym felietonie sporo sygnałów od ludzi bliskich Kościołowi, że myślą tak jak ja.

Zamiast zastanowić się nad tym, dlaczego swoją działalnością odrzuca nawet praktykujących katolików, Ordo Iuris woli ich zaliczyć w poczet wrogów religii. Tym właśnie różni się fundamentalizm od rzeczywistego wyznawania chrześcijaństwa, które jest religią miłosierdzia. Psychologicznie to zrozumiałe: prowadzenie krucjaty daje fundamentalistom poczucie moralnej wyższości.

Pan Zych zapewnia, że Ordo Iuris chce jedynie egzekwowania konstytucji. Tylko czy konstytucyjna ochrona życia rzeczywiście musi oznaczać wysyłanie za kratki kobiet dokonujących aborcji?

Jezus nie przyszedł debatować z bogobojnymi faryzeuszami, lecz nieść nadzieję celnikom, cudzołożnikom czy trędowatym. Pewnie gdyby przyszedł dzisiaj, zostałby nazwany przez prawników z OI lewakiem, marksistą, a w najlepszym wypadku naiwniakiem. Zupełnie tak, jak dziś środowiska tradycjonalistyczne nazywają papieża Franciszka. Przypadek? Nie sądzę.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA