fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Sprawa handlu organami w Kosowie ponownie przed sądem

123RF
W ostatni czwartek przed sądem w Prisztinie, w wyniku decyzji Sądu Najwyższego, ponownie rozpoczął się proces trzech mężczyzn, skazanych poprzednio za udział w nielegalnym procederze handlu narządami.

Unijna misja EULEX, która dość mocno skrytykowała decyzję kosowskiego SN, współpracowała w tej sprawie z władzami mi.n. Kanady, Niemiec, Kazachstanu, Turcji, Rosji i USA. Wśród oskarżonych pojawił się także turecki chirurg Yusuf Ercin Sonmez.

Obecnie przed sądem w Prisztinie stanął ponownie chirurg dr Lutfi Dervishi. Dervishi i Sonmez wykonywali operacje w prywatnych klinikach zarządzanych przez syna tego pierwszego, Arbana Dervishi, który również został oskarżony. Harel zajmował się tzw. rekrutacją, identyfikacją i transportem ofiar, a także księgowością całego "interesu".

W 2008 roku śledczy zamknęli wszystkie uwikłane w proceder prywatne kliniki, zatrzymując 9 lekarzy różnych narodowości. Policja zamykając jedną z placówek w listopadzie 2008 roku przechwyciła dokumentację medyczną dotyczącą części nielegalnych przeszczepów, a obrazującą gigantyczną skale tego procederu. Międzynarodowe śledztwo wykazało, że Dervishi był związany z kosowskim terrorystami i brał udział w porwaniach cywilów serbskich oraz zabijaniu ich dla organów.

Warto przypomnieć, że proceder odbywał się w ramach legalnie działającej sieci klinik Medicus. SN w grudniu uchylił wyrok skazujący wobec wspomnianego właściciela jednej z klinik, jego syna i szefa anestezjologów całej sieci, który również obecnie stanął przed sądem.

Ceny w zależności od narządu wahały się od 15 tys. do nawet 70 tys. euro.

Problem handlu organami w Kosowie ma charakter międzynarodowy i wielowątkowy, sięga wielu lat wstecz. Na początku 2016 roku serbska prokuratura zwróciła się z prośbą do władz Nigerii o umożliwienie przesłuchania lekarza Philipa Njemanze.

Njemanze twierdzi bowiem, iż ówczesny wicepremier i szef kosowskiej dyplomacji Hashim Thaci oraz nigeryjski polityk Rochas Okorocha byli uwikłani w proceder handlu ludzkimi organami. "Obaj mieli uczestniczyć w handlu organami Serbów, którzy zaginęli w trakcie i po wojnie w Kosowie" - brzmiało oświadczenie biura serbskiej prokuratury ds. zbrodni wojennych.

W marcu 2014 roku premier Serbii Ivica Dacić poinformował, że dostał zapewnienie od unijnych prokuratorów, iż śledztwo ws. handlu organami zakończy się do końca roku. Łącznie w badanie zbrodniczego procederu zaangażowanych zostało 17 państw. Międzynarodowe śledztwo wykazało udział członków Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK) w porwaniach serbskich cywilów oraz zabijaniu ich dla organów. Po wojnie mówiono nawet, że kosowscy Albańczycy utworzyli w pobliżu granicy z Albanią specjalne obozy, w których „hodowano" ludzi dla narządów.

Z kolei była prokurator ONZ, Carla del Ponte, twierdzi w swojej książce, że aż 300 Serbów zostało zamordowanych dla ich narządów w miejscowości Burrel. Po ujawnieniu przez Unię Europejską planów dotyczących powstania specjalnego sądu dla Kosowa, który miałby się zająć badaniem i osądzeniem zbrodni opisanych przez Dicka Marty'ego, rząd Kosowa zaproponował, by powierzyć to zadanie lokalnemu, a nie unijnemu sądownictwu. Ostatecznie sąd powstał na terenie Holandii. Procedowanie ma rozpocząć właśnie w 2017 roku.

Reporterka śledcza Tobore Ovuorie, przeprowadziła w 2013 roku wielomiesięczne śledztwo dotyczące handlu kobietami i organami w Nigerii. Raport z dziennikarskiego śledztwa trafił do kilku organizacji zajmujących się m.in prawami kobiet, a także został opublikowany w magazynie Zam. Co ciekawe, w raporcie znajdują się również odniesienia do Kosowa i tamtejszej sieci handlarzy ludzkimi organami.

SN Kosowa jako powód skierowania sprawy do ponownego rozpatrzenia podał względy proceduralne.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA