Przemysł spożywczy

Kraftowe browary stawiają na puby

123RF
Otwarcie pubu coraz częściej jest sposobem rzemieślniczych browarów na ucieczkę do przodu. W ostatnich latach piw i samych browarów przybywa lawinowo, klientów – znacznie wolniej.

We Wrocławiu przez długie lata działał jeden browar miejski, mieszczący się w zabytkowej, poniemieckiej piwnicy na rynku. Był tak widocznym wyjątkiem wśród wrocławskiej oferty gastronomicznej, że wrocławianie przyprowadzali do niego gości w formie atrakcji turystycznej. Wszystko zmieniła piwna rewolucja. Dziś Spiż nie jest już samotną wyspą. Miejsc prowadzonych przez małe lokalne browary przybywa w całej Polsce.

Czytaj także: Płynie rzeka piwa bez alkoholu

Mały browar, duże plany

Na mariensztackim rynku w Warszawie działa Craft Beer & Food browar pod nazwą, a jakże, Maryensztadt. Inne Beczki na razie warzą jeszcze piwo kontraktowo, ale mają już swój pub przy ul. Oleandrów w Warszawie. Od kilku lat w Krakowie prowadzi swój lokal żywiecka Pinta, która teraz zaczęła tworzyć sieć franczyzowych pubów – pierwszy lokal otworzy się niebawem we Wrocławiu, plany są jednak bardziej ambitne i celują we wszystkie duże miasta.

W tym samym czasie powstaje nowy browar Pinty w Wieprzu pod Żywcem, z wzorcowym taproomem, do którego mają nawiązywać wystrojem następne miejsca. Właściciele przemyśleli nawet wygląd lokali, mają być industrialne, kontuary budowane z fragmentów kontenerów morskich, a tablice z piwami stylizowane na lotniskową tablicę przylotów i odlotów. Jednym ze sposobów na przyciągnięcie klientów jest podanie czegoś więcej niż piwa – Pinta chce serwować proste dania oraz co najmniej 12 kranów z polskimi kraftami, także od konkurencji.

Inaczej rozpoczął biznes wrocławski browar Stu Mostów, który produkcję piwa i pub otworzył jednocześnie w jednym miejscu.

– To właśnie otwarty pub sprawia, że jedząc i rozmawiając, można obserwować cały proces warzenia – mówi Arletta Ziemian, współtwórca browaru. W tym wypadku właściciele także zatrudnili projektanta, celem było „rzucenie wyzwania bezmyślnej akceptacji częściowej satysfakcji i tekturowego szczęścia spod znaku biegania z kubkiem kawy", jak może nieco górnolotnie piszą właściciele. Ale pomysł się sprawdził.

– Od otwarcia w listopadzie 2014 r. odwiedziło nas już ponad 55 tys. ludzi. Browar z otwartym pubem stał się atrakcją turystyczną. Adaptacja industrialnych wnętrz jest trendem, powstają browary, puby i multitapy, ale nikt nie połączył tego w jedną całość i nie zrobił tego z takim rozmachem – chwali się Arletta Ziemian. Jej zdaniem Sto Mostów awansowało już do grona wizytówek Wrocławia. Na pewno pomogło wyróżnienie przyznane w lutym 2017 r., kiedy ich piwo Oatmeal Hoptart otrzymało tytuł „najlepszego piwa na świecie", przyznane przez prestiżowy portal RateBeer. Połączenie dwóch funkcji miejsca ułatwia udzielanie się w branży – organizację warsztatów czy degustacji; browar zdążył już zaprosić do siebie piwowarów ze wszystkich kontynentów.

Na pytanie, czy to popularny kierunek rozwoju, Ziemian odpowiada, że na pub z jedzeniem, wbrew pozorom, decyduje się niewiele browarów. – Za granicą często widać przy browarach puby, ale tylko serwujące piwa i też nie zawsze otwarte codziennie – mówi. A oni do baru i restauracji dołożyli jeszcze sklep i minipiekarnię, gdzie pieką precle do piwa i pieczywo na zakwasie.

Skrócić drogę do kufla

Puby sprawdzają się w dużych miastach, tam konsumentów kraftowych piw jest więcej, nowo powstałe puby są atrakcją. Przy dobrej lokalizacji i rozpoznawalności marki zapewniają sobie łatwy zbyt, odchodzi część logistyki związanej ze sprzedażą bezpośrednią do hurtowni czy innych pubów. Wreszcie, piwa lekkie, jak IPA czy piwa kwaśne, im są świeższe, tym lepsze, łatwiej to zapewnić, gdy po leżakowaniu trafiają bezpośrednio do multitapów.

Oprócz doskonałego narzędzia do autopromocji pub otwarty przy browarze, a przynajmniej przez własny browar, daje punkt zbytu swojego piwa. Mateusz Puślecki, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, tłumaczy, że browarów i inicjatyw rzemieślniczych powstaje kilka w miesiącu.

– To niespotykana wcześniej w Polsce dynamika. Jednak ostatnio liczba klientów kraftów nie rośnie wprost proporcjonalnie do liczby samych browarów. Dlatego browary szukają różnych kanałów dystrybucji – mówi Puślecki.

Inne wyjście to współpraca z sieciami handlowymi, ale krafty ceną przebijają dwukrotnie lagery koncernowe. Dla małych browarów trudne są też stałe dostawy, których wymagają hurtowi odbiorcy. Inne browary sprzedają swoje piwa do hoteli, restauracji i sklepów „wokół komina".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL