fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Polska zarabia na aferze z jajami

Fotolia
Dla producentów znad Wisły skandal ze skażoną żywnością to okazja do wzrostu eksportu. Ceny idą w górę.

Rozwijająca się awantura o zbyt późne wykrycie groźnych pestycydów w jajkach z kilku unijnych krajów Polsce raczej nie zagraża. Ta trudna dla europejskiej branży sytuacja może okazać się korzystna dla naszych producentów jaj. Ogromny wzrost zapotrzebowania już spowodował skok cen o 20 proc.

Tysiące na tirze

– Mamy już głosy od producentów i firm handlujących, że ten wzrost cen bierze się z wywozu jaj za granicę – mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Szymyślik, dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. – Jest duże zapotrzebowanie ze strony partnerów zagranicznych – dodaje. Jak wyjaśnia, jajka klasy M kosztowały u producentów przed wybuchem afery średnio 19 gr, a dziś ceny skoczyły do 25 gr. To świetna informacja dla firm. – Dla producentów, którzy sprzedają jaja na tiry, wzrost o 2 grosze na sztuce to ponad 20 tys. zł zysku na jednym tirze. Wzrost o 6 gr przekłada się na bardzo konkretne pieniądze – podkreśla Szymyślik.

Około 250 ferm zostało zamkniętych w Holandii i Belgii, sieć Aldi wycofała wszystkie importowane jaja z całych Niemiec i Szwajcarii, wciąż nazywając to „środkami ostrożności". Supermarkety musiały zdjąć miliony opakowań z półek w Niemczech, Holandii, Belgii, Szwecji i Szwajcarii. Nikt jeszcze nie podliczył strat, ale szacowane są na miliony euro.

Niemcy, mimo że są największym producentem jaj w Unii, chętnie kupują je w Polsce, często na dalszy eksport, a w obecnej sytuacji pokryją nimi własne potrzeby. – Dopóki tamtejsza sytuacja się nie ustabilizuje, sądzimy, że eksport może się znacząco podnieść – mówi Szymyślik.

Zdaniem Andrzeja Zadrużyńskiego, dyrektora generalnego w Fermach Drobiu Tomasz Mizgier, z tej szansy nie jest tak łatwo skorzystać. – To jest okazja do wzrostu sprzedaży na eksport – przyznaje. Ale każdy duży producent ma podpisane kontrakty i nie zwiększy tak łatwo produkcji – wyjaśnia Zadrużyński. Widzi wyższe zapotrzebowanie i wzrost cen, ale ostrzega: – Jeśli ktoś sprzedaje jajka tylko na rynku krajowym i nagle przestawi się na eksport, wystawia się na duże ryzyko, nie wiadomo, jak długo ten zwiększony popyt potrwa – mówi.

Kury do likwidacji

Belgijskie służby, które powiadomiły UE o przestępstwie, w listach dystrybucji nie wskazały Polski jako importera jaj. – Sprawa jak dotąd szczęśliwie nie dotyczy Polski – mówi „Rzeczpospolitej" Jacek Kucharski, zastępca głównego lekarza weterynarii. – Nasza inspekcja sanitarna bada, czy nie dotarła do nas sfałszowana substancja, do której nielegalnie dodano fipronil – dodaje. Jacek Kucharski wyjaśnia, że pestycyd w jajach wziął się ze środka używanego do zwalczania pasożytów na fermach drobiowych. – Ptaszyniec kurzy to pajęczak szkodliwy dla ptaków, atakuje skórę i pióra – mówi ekspert i wyjaśnia, że producent preparatu owadobójczego dodał nielegalnie fipronil, którego nie wolno stosować na zwierzętach hodowlanych, ponieważ jest toksyczny dla ludzi.

Wskazuje na karygodne opóźnienie Belgów, o które pretensje miał zresztą również niemiecki minister rolnictwa. – Belgowie wiedzieli o tym skażeniu już w czerwcu, a Komisję Europejską powiadomili po miesiącu – podkreśla.

Skażone jaja trafiły już do Luksemburga, Szwajcarii i Niemiec. W dotkniętych skażeniem fermach zlikwidowane zostaną wszystkie stada. Co więcej, holenderski urząd bezpieczeństwa żywności NVWA rozszerzył we wtorek testy. – Obecnie sprawdzamy na farmach, czy mięso również zostało skażone – powiedziała cytowana przez AFP Tjitte Mastenbroek, rzeczniczka NVWA.

Opinia

Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej

Na pewno to szansa dla polskich producentów. Z tej afery można wnioskować, że organy kontroli coś przespały, u nas takie rzeczy się nie zdarzają. Drób jest poddawany kontroli także przed samym ubojem, badania obejmują szeroki zakres środków.

Mamy dość dużą sprzedaż za granicę, ponad 30 proc. produkcji jest eksportowane i nie było uwag krytycznych. Niemcy są największym odbiorcą. Jeśli fipronil znalazł się w mięsie drobiowym, to na pewno zwiększy się popyt na nasz drób. Nasz eksport nieco zwolnił przez wycofanie się kilkunastu rynków z powodu grypy ptaków. Jednak dynamika 5–7 proc. oznacza, że ekspansja polskiego drobiu się rozszerza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA