fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Superdziała boga wojny bez nowoczesnej amunicji

Armatohaubica Krab z HSW to symbol zmian w polskiej artylerii
Fotorzepa, Michał Walczak
Dalekonośne haubice Krab i samobieżne moździerze Rak wyznaczają dziś kierunek dobrej zmiany w dziedzinie artylerii. Ich użytkownikom muszą jednak wystarczyć stare pociski.

Można mieć satysfakcję, że rodzimym konstruktorom udało się wprowadzić ciężką broń artyleryjską w epokę cyfrową i dołączyć do ścisłej czołówki jej producentów oraz użytkowników w NATO. Ale jest też łyżka dziegciu: do dziś nie udało się uporać z wyposażeniem nowych superarmat w produkowaną samodzielnie w kraju nowoczesną amunicję.

– Prawda jest taka, że kiedy wiele lat temu startowały prace nad nową generacją uzbrojenia artyleryjskiego, decydenci nie pomyśleli o równoległym rozwoju nowej amunicji do broni XXI wieku – tłumaczy Andrzej Kiński, ekspert militarny, szef pisma „Wojsko i Technika", twierdzi, że fakt, iż MON nie zdecydowało się pospiesznie sięgnąć po zagraniczne, wyjątkowo drogie rozwiązania, to nie katastrofa.

– Wkrótce podkarpacki Dezamet będzie gotowy do polonizacji amunicji do haubic, dojrzewa też produkcja pocisków do moździerzy – mówi Kiński. – Ostatnie próby wypadają obiecująco – dodaje. – Na razie jednak, na etapie wdrażania i poznawania nowych systemów przez artylerzystów, musi nam wystarczyć starsza i adaptowana amunicja z dostępnych źródeł – tłumaczy.

Polska artyleria, choć wciąż jeszcze oparta na konstrukcjach wywodzących się z czasów Układu Warszawskiego, zdecydowanie zmienia oblicze. – Dołączamy do grona właścicieli zupełnie przyzwoitych systemów – oceniają znawcy.

Mariusz Cielma, ekspert militarny i szef „Nowej Techniki Wojskowej", dostrzega prawdziwy cud w tym, że wszystkim, także kolejnym ekipom resortowych decydentów, nie zabrakło konsekwencji we wciąganiu armat na cyfrowy brzeg. – To były dobre, produktywne czasy: udawało się łączyć interesy państwowych fabryk i prywatnych rodzimych firm, nawet kupowane za granicą licencje były inspiracją dla własnych innowacyjnych opracowań.

– Prawdziwe działanie smart – wspomina gen. rez. Adam Duda. Były szef Inspektoratu Uzbrojenia MON obserwował, jak współpraca w międzynarodowym układzie, nowy styl zarządzania projektami i budżetowania skomplikowanych przedsięwzięć przeoruje tradycyjną, urzędniczą mentalność w zbrojeniówce.

Ogniste skorupiaki

– Skłamałby ten, kto twierdzi, że nie było trudnych momentów w procesie powstawania kraba czy samobieżnych moździerzy Rak, przeciwlotniczych systemów Poprad i Pilica. Ala ta broń istnieje, i to ona z komputerowymi systemami kierowania ogniem, zaawansowaną automatyką obejmuje dziś służbę – mówi Cielma.

HSW właśnie realizuje największe dziś w zbrojeniówce zamówienie na 96 samobieżnych superdział 155 mm Krab i setek pojazdów towarzyszących za ponad 4 mld zł.

Hitem eksportowym może się wkrótce okazać także Rak, jeden z najnowocześniejszych obecnie w Europie samobieżnych zautomatyzowanych moździerzy 120 mm całkowicie polskiej konstrukcji. 64 jednostki ogniowe raka wojsko zamówiło w HSW za blisko 1 mld zł dwa lata temu.

Podkarpacka zbrojownia wyrosła z tradycji Centralnego Okręgu Przemysłowego i budowanych w imponującym tempie na naznaczonych biedą obrzeżach Puszczy Sandomierskiej Zakładach Południowych. Już w przededniu wojny, po 800 dniach od wbicia na placu budowy pierwszej łopaty, w nowych halach montowano tu i testowano haubice polowe kal. 100 mm. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy HSW w imponującym stylu wraca do swej pierwotnej artyleryjskiej misji.

– Wchodzimy w nową erę – mówi Bernard Cichocki, prezes HSW. Szef huty, z nominacji obecnej władzy, twardą ręką kieruje stalowowolską „artylerią", co nie wszystkim się podoba. Ma jednak sukcesy: wyciągnął firmę z długów i zmobilizował załogę do realizacji artyleryjskich zamówień.

Zabójcy dronów

Armatohaubice Krab to bez wątpienia dzieło inżynierów HSW, choć, jak w przypadku każdej wyjątkowo złożonej konstrukcji, technologie huta pozyskiwała z różnych źródeł. – To brzmi niewiarygodnie, ale podczas testowych strzelań na dystansie 30 km, z uwzględnieniem aktualnych danych meteo, rozrzut trafień wokół wyznaczonego punktu nie przekracza 15 m – mówi Piotr Wojciechowski, prezes prywatnej ożarowskiej grupy WB Electronics, która odpowiadała za cyfrowe systemy kierowania ogniem, środki komunikacji i elektronikę superdziała.

Śladem krabów wkrótce do jednostek trafi też inna nowoczesna broń. W tym roku rusza realizacja kontraktu na zamówione jeszcze w końcu 2016 r. za 750 mln zł baterie przeciwlotniczego systemu rakietowo-artyleryjskiego Pilica. To skonstruowana w Zakładach Mechanicznych Tarnów zautomatyzowana broń integrująca wyrzutnie kierowanych pocisków Grom i szybkostrzelnych działek 23 mm systemu Jodek. Wojsko dwa lata testowało zestawy wyposażone w cyfrowy system walki, polskie radary artyleryjskie Soła i nowoczesne głowice obserwacyjne z warszawskiego Przemysłowego Centrum Optyki. Pilica to oręż do obrony lotnisk, baz i ośrodków dowodzenia m.in. przed uzbrojonymi dronami.

Nową linię zintegrowanych broni przeciwlotniczych nowej generacji uzbrojonych także w rakiety Grom/Piorun reprezentuje też system Poprad, dzieło stołecznej firmy PIT-Radwar. Precyzyjne głowice optoelektroniczne i wyrzutnie mają zwalczać wrogie śmigłowce i samoloty na bardzo bliskim dystansie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA