fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Polska Grupa Zbrojeniowa przejmie kolejną stocznię

Patrolowiec ORP „Ślązak”, d. korweta Gawron, nazywany już przez marynarzy ORP „Nigdy”, z kilkunasto-letnim opóźnieniem powinien trafić do służby w 2018 r.
Wikipedia
Polska Grupa Zbrojeniowa sięga po upadłą Stocznię Marynarki Wojennej, by stać się okrętowym gigantem. Tyle że jego przetrwanie i sukces zależą od odkładanych przez MON zamówień.

Jest niemal pewne, że sukcesem zakończy się sprzedaż przez syndyka gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej, niegdysiejszej perły państwowego potencjału okrętowego, a dziś spółki w upadłości likwidacyjnej. Cały projekt wspiera rząd, który z myślą o przejęciu stoczni dokapitalizował państwowy holding zbrojeniowy kwotą 300 mln zł. To fundusze na restrukturyzację, niemające charakteru pomocy publicznej.

W oficjalnym komunikacie PGZ się chwali, że za pośrednictwem swojej spółki celowej Stoczni Wojennej złożył ofertę i wpłacił wadium w przetargu otwartym na zakup przedsiębiorstwa Stocznia Marynarki Wojennej SA w upadłości likwidacyjnej. 2 lutego oferta została przyjęta.

Państwo idzie z pomocą

Prezes PGZ Arkadiusz Siwko nie ukrywa, że zamiar przyłączenia gdyńskiej SMW do zbrojeniowej grupy to element szerszego planu konsolidacji polskiego państwowego przemysłu stoczniowego związanego ze zbrojeniówką. Cel jest oczywisty i wynika z konieczności „zabezpieczenia przez PGZ podstawowych interesów bezpieczeństwa państwa, w tym potrzeb Marynarki Wojennej RP".

W tym roku PGZ rzeczywiście zdecydowanie umocni swoją pozycję jednego z największych graczy na rynku stoczniowym na południowym Bałtyku. W styczniu Agencja Rozwoju Przemysłu działająca w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju dokapitalizowała zbrojeniowy holding, obejmując akcje o wartości 101,5 mln złotych. Środki te MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty (MARS FIZ) – podmiot, który w strukturze PGZ konsoliduje spółki stoczniowe oraz nieruchomościowe – przeznaczył na zakup 100 proc. udziałów Szczecińskiego Parku Przemysłowego. Inwestycja ma na celu odtworzenie działalności stoczniowej w Zachodniopomorskiem.

Inwestycja pozwoli również na pozyskanie aktywów i kompetencji, niezbędnych do budowy polskich promów pasażerskich w odbudowywanej Stoczni Szczecińskiej. – To przedsięwzięcie istotne także z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, stąd obecność PGZ w tym projekcie – stwierdza Arkadiusz Siwko.

Holding, który ma już w portfelu gdyńską stocznię NAUTA, Stocznię Remontową Gryfia, a także udziały w stoczniowej spółce Crist, dysponuje ogromnym, stoczniowym potencjałem.

Droga do sukcesu

Czy zostanie on wykorzystany? Analitycy rynku militarnego, z którymi rozmawialiśmy, nie kryli wątpliwości, czy PGZ poradzi sobie ze znalezieniem klientów na nowe okręty, zwłaszcza na trudnym, międzynarodowym rynku.

– Grunt pod zagraniczne zamówienia stocznie budują latami, korzystając przy tym z politycznego wsparcia swych rządów czy twardo wykorzystując prawo offsetowe – argumentowano. Jerzy Czuczman, prezes Forum Okrętowego, organizacji skupiającej znaczną część polskich stoczni, jest zdania, że konsolidacyjnych ambicji i działań PGZ, a także wsparcia rządowego dla porządkowania państwowych zasobów stoczniowych, nie należy pochopnie dezawuować. Proces naprawczy dopiero się zaczyna. Zdaniem szefa FO plan daje szansę na uruchomienie potencjału produkcyjnego i rozwojowego w spółkach, które marniały, bo nie mały dotąd gospodarza.

– Teraz sytuacja się zmienia. Racjonalne strategie, potencjalne efekty synergii, lepsze, miejmy nadzieję, zarządzanie państwowymi firmami na pewno w końcu przekona i przyciągnie zleceniodawców – mówi Czuczman.

Oczekiwanie na kontrakty

Prezes FO zwraca uwagę, że trzeba czasu, aby przebić się na najbardziej lukratywne rynki, np. takim jest obecnie budowa wycieczkowców. A złą wiadomością jest to, że niestety, słabnie rynek offshore, związany z instalacjami naftowymi i morskim górnictwem gazu, na którym polskie spółki odnosiły spektakularne sukcesy w ostatnich latach.

– Atutem i motorem napędzającym rozwój stoczni PGZ powinny być, co oczywiste, zamówienia płynące z polskiej marynarki wojennej – uważa Jerzy Czuczman. – Konieczne są jednak błyskawiczne decyzje w sprawie najpilniejszych zamówień, a tych na razie na próżno wypatrujemy – narzeka ekspert.

Wciąż bowiem nie ma rozstrzygnięć w sprawie przyszłości kluczowych planów związanych z pozyskaniem okrętów podwodnych (program „Orka"), nowych nawodnych jednostek obrony wybrzeża Miecznik oraz okrętów patrolowych z funkcją zwalczania min Czapla. Dowodem symbolicznej zmiany w korporacji stoczniowej PGZ będzie dopiero dokończenie budowy okrętu patrolowego ORP „Ślązak" (wcześniej znanego jako korweta Gawron), którego budowę zapoczątkował jeszcze premier Leszek Miller, a kolejne rządy podpisywały jedynie aneksy do kontraktu, akceptujące wieloletnie opóźnienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA