fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Promocja turystyczna

Turystyka w rytmie fika

fot. Helena Wahlman/imagebank.sweden.se
materiały prasowe
Gorące sauny na morzu, wszechobecne ścieżki rowerowe, owocowe espresso z tonikiem, cynamonowe ciasteczka i zdrowe, ekologiczne jedzenie na każdym kroku. Szwedzka Skania to raj dla smakoszy oraz dla ludzi szukających relaksu i ukojenia

Oresund Bridge, mierzący niemal 8 km most nad Sundem łączący Danię ze Szwecją. Najdłuższy taki obiekt spajający dwa państwa na świecie. Jego imponującą konstrukcję i powoli sunące po morzu olbrzymie statki oglądam w temperaturze 100 stopni Celsjusza, siedząc nago wraz z mieszkańcami Malmö w opalanej drewnem saunie. Nietypowe położenie kompleksu saun Kallbadhuset, znajdującego się kilkadziesiąt metrów w głąb morza od piaszczystej plaży Ribersborg, daje jednak nie tylko możliwość podziwiania spektakularnych widoków. Jest również idealne dla osób, które zawsze chciały wykąpać się nago w morzu, ale bały się do tego przyznać. W przypadku tego kompleksu, bezpośrednio po kąpieli w saunie, można zanurzyć się w odmętach tradycyjnie zimnego Bałtyku. Pierwsze próby zanurzenia nie są może najłatwiejsze, ale rozbawiony wzrok Szwedów, obserwujących próbę odnalezienia resztki silnej woli, pomaga. Dla bardziej śmiałych Szwedzi zbudowali też specjalną platformę, do której można podpłynąć, by w gorącej, koedukacyjnej atmosferze cieszyć się słońcem nawet w chłodne jesienne czy zimowe dni. Sauna jest bowiem czynna przez cały rok. Tuż przed molo znajduje się wielki parking na rowery. W Malmö zewsząd pędzą bowiem rowerzyści i rowerzystki. I zapewne to dzięki ograniczonemu ruchowi samochodów w centrum, trzecie największe miasto Szwecji, urzeka spokojem.

Coraz więcej Polaków

Rodzinne miasto Zlatana Ibrahimovicia przyciąga coraz więcej turystów. – Polski rynek wykazuje rosnące zainteresowanie Skanią, która dzięki połączeniom lotniczym i promowym pozostaje najlepiej skomunikowaną z Polską częścią Skandynawii – mówi „Rz" Elwira Sabatowska, przedstawicielka VisitSweden, rządowej organizacji ds. turystyki. Wprawdzie liczba turystów z Polski wzrasta nieustannie od sześciu lat, ale największe wrażenie robią tegoroczne dane: od stycznia do sierpnia uroki Szwecji doceniło o niemal 80 procent więcej Polaków niż w tym samym czasie sześć lat temu. Według jeszcze nowszych danych największy procentowo wzrost odnotowało właśnie Malmö (od stycznia do końca września miasto to odwiedziło o 19,7 procent Polaków więcej niż w tym samym czasie rok wcześniej).

– Turyści z Polski są trzecią grupą narodowościową pod względem przyrostu liczby przyjeżdżających, tuż za turystami z Chin (wzrost o 105 procent) i z Wielkiej Brytanii (wzrost o 37 procent) – dodaje Elwira Sabatowska. – Jednym z powodów, dla których wybierają Szwecję, jest bezpieczeństwo, bliskość rodzinnego kraju, a także stosunkowo niskie ceny. Z naszych badań wynika, że Szwecja jest najtańszym celem podróży ze wszystkich krajów skandynawskich – mówi „Rz" Viveca Burkhardt z organizacji VisitSweden.

Badania prowadzone w zeszłym roku przez VisitSweden pokazały, że polskich turystów najbardziej interesują wycieczki objazdowe, a także możliwości aktywnego spędzania czasu. Polacy chętnie oglądają też szwedzką architekturę i przykłady wzornictwa skandynawskiego. Zwiedzając serce Skanii – oczywiście najłatwiej i najprzyjemniej jest to zrobić to na rowerze – warto też zwrócić uwagę na piękną przystań i niezwykła architekturę budynków zbudowanych na Housing Expo w 2001 roku (uwaga: lokalne przewodniczki mają kondycję lepszą niż większość turystów, którym wydaje się, że są wysportowani). Szwedom udało się bowiem przekształcić zdewastowane tereny poprzemysłowe dawnej stoczni w urzekającą dzielnicę przyszłości, pełną proekologicznych rozwiązań, ławek, zieleni i romantycznych wodnych szlaków. Wizytówką miasta jest wieżowiec Turning Torso. Budynek w kształcie skręconego męskiego torsu ma 54 piętra i 190 metrów wysokości.

Z badań VisitSweden wynika również, że polskich turystów interesują miejsca znane z literatury (np. szwedzkich kryminałów), znanych produkcji telewizyjnych, (np. wspomniany „Most nad Sundem"), a także smaki lokalnej kuchni. I rzeczywiście, zarówno w Malmö jak i w mniejszych miastach Skanii turyści-smakosze będą w swoim żywiole. Szwedzi mają bzika na punkcie ekologii jedzenia, a Skania nie bez powodu nazywana jest spichlerzem Szwecji. Od śniadania w hotelu po kolację w restauracji turysta może więc jadać lokalnie wytworzone, ekologiczne produkty, popijając np. surowe krewetki, makrelę czy jagnięcą pierś ekologicznymi winami. Po takich posiłkach spokojnie można wyjechać na szwedzką prowincję, chociażby po to, by pooglądać ptaki lub – co bywa co najmniej tak samo intrygujące – podglądać samych ptasiarzy.

Turyści, którzy wolą jednak zostać miastach, docenią smaczną kawę i cynamonowe bułeczki, czyli elementy tradycyjnej szwedzkiej przerwy kawowej, nazywanej „fika" (nazwa wzięła się z założenia zabawnego przedstawienia sylab w słowie kaffi, oznaczającym po prostu kawę). Fika to jednak coś więcej niż zwykła przerwa kawowa. To obowiązkowy element socjalizacji ze Szwedami, którzy podczas przerwy kawowej sprawiają wrażenie, jakby absolutnie nigdzie im się nie spieszyło. A najfajniejsze w tej tradycji jest to, że nie ma określonej, stałej godziny. Przerwą na Fikę można zrobić rano, w południe lub wieczorem. W pracy lub poza nią. Nic więc dziwnego, że Szwedzi należą do narodów spożywających najwięcej kawy i słodyczy na całym świecie. A aby kawa się nie znudziła, to np. w położonym niedaleko Malmö uniwersyteckim mieście Lund, niedaleko niezwykłej gotyckiej katedry, odnajdziemy kawiarnię Love Coffee Roasters, w której serwowane jest m.in. owocowe espresso z tonikiem.

– Wśród turystów z Polski podróżujących w zorganizowanych grupach dominują osoby od 50 do 75. roku życia. Indywidualnie Lund odwiedzają też młodsze pary, a zwłaszcza rodziny z dzie mi – mówi „Rz" Karina Bodych, menedżerka ds. marketingu miasta Lund. – Obserwujemy, że wiele osób początkowo planuje spędzić w Lund tylko kilka godzin, ale są tak zachwyceni tym miastem, że decydują się tu zostać co najmniej na jedną noc – dodaje.

Jak zarobić na turyście?

Szwedzcy specjaliści z branży turystycznej dobrze opracowali też stosunkowo nowe sposoby zarabiania na zagranicznych gościach.

Dla przykładu Hakan Hansson, dawny konsultant finansowy, a obecnie właściciel winnicy Hallakra Vingard, nie tylko robi i sprzedaje za duże pieniądze wino w klimacie, który nie kojarzy się powszechnie z winami najwyższej jakości, ale zarabia także na zbieraniu winogron. A dokładniej: do winnicy pana Hanssona przyjeżdżają turyści gotowi mu zapłacić za możliwość udziału w winobraniu. – Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale zainteresowanie jest ogromne. Przyjeżdżają do nas miłośnicy win z dużych szwedzkich czy brytyjskich miast, a także z różnych innych państw. To ludzie, którzy chcą po prostu odpocząć, oderwać się od codziennych trosk i zmartwień, a pracy przy zbieraniu winogron to im właśnie umożliwia. Poza tym, taki wyjazd sprawia, że po powrocie można pochwalić się znajomym, że spędziło się urlop w niebanalny sposób. Oczywiście współpracujemy też z touroperatorami. Jest również wiele osób, które przyjeżdżają po prostu zwiedzić naszą winiarnię. Większe grupy możemy przywieźć z wybranego lotniska lub z portu starym brytyjskim „piętrusem" – opowiada „Rz" Hakan Hansson.

– Gdy turyści są już na miejscu, witamy ich kieliszkiem wina, a następnie oprowadzam ich po winiarni, opowiadając o tym, jak wygląda specyfika produkcji wina w takim kraju jak Szwecja. Możemy też zorganizować degustację win, np. połączoną z degustacją lokalnych, ekologicznych produktów – dodaje Hakan Hansson, który chwali się, że zainteresowanie jego winiarnią wśród zagranicznych turystów wzrosło w porównaniu z zeszłym rokiem o mniej więcej jedną trzecią. Dla przykładu jeden dzień zbierania winogron (wraz z zakwaterowaniem) kosztuje około 150 euro.

Osoby, które chcą odpocząć od życia naszpikowanego elektroniką, mogą też w wakacje zamieszkać w Rezerwacie Wikingów Foteviken. Nie wolno tam nie tylko używać smartfonów, lecz nawet palić papierosów. Można za to zostać niewolnikiem albo poćwiczyć walkę wręcz.

– To praktycznie kwestia stylu życia. Oczywiście, aby odwiedzić wioskę, nie trzeba wcielać się w wikinga. Można za to poznać ówczesne zwyczaje, spróbować sił w walce czy w wyrabianiu tradycyjnych narzędzi i naczyń. Jedną z zalet naszej wioski jest to, że przyciągamy grupy, które normalnie niechętnie jeżdżą do muzeów – opowiada „Rz" dyrektor muzeum wikingów Björn M Jakobsen.

Na farmie Ängavallen – słynącej z najlepszej ekologicznej restauracji w Szwecji – można z kolei nie tylko zobaczyć, jak dobrze traktowane są tutaj zwierzęta, ale również wziąć na ręce małą świnkę, własnoręcznie wydoić krowę albo samemu przyrządzić kiełbasę (koszt tej ostatniej atrakcji to ok. 60 euro za osobę, w cieplejszych miesiącach istnieje jednak logistyczny problem z dostarczeniem takiej kiełbasy). – Przyjeżdżają do nas goście z różnych stron świata, ponieważ tylko my jesteśmy zagwarantować, że cała nasza produkcja jest w stu procentach organiczna, a co za tym idzie, również smaczniejsza – mówi „Rz" założyciel farmy Rolf Axel Nordström.

O tym, jak bardzo zwykli Szwedzi cenią ekologiczne jedzenie, świadczyć może fakt, że w kraju tym działa już co najmniej kilka hoteli dla chlebowych zakwasów, których właściciele pamiętają o doglądaniu i karmieniu podstawy domowego chleba. Eksperci od promocji Skanii proponują więc turystom, którzy mają dość jedzenia w profesjonalnych restauracjach, możliwość poznania Szwecji dzięki posiłkom u zwykłych, szwedzkich rodzin.

W ramach projektu „A Slice of Swedish Hospitality" można zyskać zaproszenie na kawę lub obiad do lokalnych gospodarzy, którzy serwując np. tradycyjne raki, mogą wiele opowiedzieć o kraju i jego mieszkańcach.

– Uwielbiamy poznawać nowych ludzi, a moja żona uwielbia gotować, więc to dla nas idealny projekt. Z kolei osoby, które gościliśmy, opowiadały, że zdecydowały się na wizytę u nas, bo były ciekawe prawdziwych szwedzkich zwyczajów i tradycyjnych smaków, chciały zobaczyć, jak mieszkamy i jak naprawdę żyjemy. Odwiedzając nas, jest to łatwiejsze. Restauracja w Malmö może bowiem wyglądać tak samo jak w Warszawie czy w Nowym Jorku – mówi „Rz" Anders Klinge, jeden z gospodarzy biorących udział w programie „szwedzkiej gościnności". Ceny takiego wieczoru są ustalane z góry przez organizatorów projektu i zaczynają się od 150 koron (równowartość około 70 złotych).

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA