fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Promocja turystyczna

Kos wolny od uchodźców

Kos jest wyspą, na kórej urodził się Hipokrates. Goście z Polski mogli obserwować odtworzenie dawnej uroczystości przyjmowania przysięgi od kandydata na lekarza.
Filip Frydrykiewicz
- Na wyspie nie ma już ani jednego uchodźcy. Nawet jeśli jeszcze jacyś do nas przypłyną, nie będą widoczni ani uciążliwi dla turystów – zapewnia burmistrz wyspy Kos. W sobotę przylecą tu pierwsze w tym sezonie samoloty z turystami z Polski

Władze regionu południowych wysp greckich (Region of South Aegean), obejmującego wyspy Dodekanezu, w skład których wchodzi Kos, zaprosiły na tę wyspę grupę około 160 polskich agentów turystycznych i kilkoro dziennikarzy, by przedstawić im sytuację w przeddzień sezonu turystycznego. Wyjazd pomogło zorganizować biuro podróży Grecos Holiday. W czwartek w mieście Kos, stolicy wyspy, przedstawiciele miejscowych władz i biznesu odpowiadali na pytania polskich mediów.

Przez wyspę Kos przewinęło się w zeszłym roku 62 tysiące uchodźców, którzy przypłynęli tu z Turcji. Ze wschodniego krańca wyspy widać wyraźnie turecki brzeg, wydaje się, że jest na wyciągnięcie ręki. Ale do pokonania jest kilka kilometrów, najkrótszy dystans to trzy mile morskie.

Był szczyt sezonu turystycznego, kiedy media pokazywały koczujących w namiotach na ulicach, skwerach i plażach ludzi. - Rozmiar tego zjawiska nas zaskoczył. Nie zareagowaliśmy na nie odpowiednio i nie stworzyliśmy szybko obozu, w którym można by ich pomieścić – przyznaje dzisiaj burmistrz Kos Chalkidios George. Dodaje jednak, że ówczesne relacje mediów z wyspy były przesadzone i krzywdzące dla wyspiarzy. Spowodowały, że zagraniczni turyści rezygnowali z wakacji na wyspie, bo obawiali się, że zetknięcie się z uchodźcami zakłóci im beztroskie wakacje.

Polacy i Holendrzy najbardziej wystraszeni

Zeszłoroczny sezon udało się jeszcze uratować. Gorzej z tegorocznym. - W 2014 roku mieliśmy wyjątkowo udany sezon turystyczny – wyjaśnia Konstantina Svynou, prezes lokalnego stowarzyszenia hotelarzy. - W zeszłym roku, według danych z lotniska, przyjechało o 2,5 procent turystów mniej.

Problem jest dopiero z tegorocznymi rezerwacjami w hotelach. Rocznie na Kos przyjeżdża wypoczywać około milion turystów. Są to głównie Niemcy (225 tys. w 2015 r., wg danych z lotniska), Anglicy (198 tys.), Holendrzy (87 tys.), Polacy (73 tys.) i Włosi (67 tys.). A dalej Belgowie, Czesi, Skandynawowie i Rosjanie. Jeszcze około 500 tysięcy ludzi przybywa na jednodniowe wycieczki statkami i promami (głównie z Turcji). Co ciekawe, Polaków w zeszłym roku było o 6,5 procent więcej niż w roku 2014. Rocznie Kos zarabia na turystyce 600 mln euro, to 90 procent przychodów wyspy.

Jak oceniają przedsiębiorcy, zainteresowanie przyjazdami na Kos spadło w tym roku o 20 procent. Najbardziej u Holendrów, Skandynawów i Polaków. - Wygląda na to, że Niemców przyjedzie tyle samo, Brytyjczyków może nawet trochę więcej – wyjaśnia wicewojewoda Marietta Papavasileiou. - Mniej będzie Holendrów, Belgów i Francuzów, ale to pewnie wynik sytuacji wewnętrznej w tych krajach. Z drugiej strony o 20 – 25 procent więcej przybędzie Rosjan, którzy z kolei mają kłopoty z wyjazdami do Turcji – dodaje.

- Dobrą opinię tworzy się latami, ale traci szybko – zauważa Svynou. Dlatego władze regionu starają się odwrócić niedobrą tendencję. Grupa polskich agentów i dziennikarzy jest pierwszą jaka odwiedziła Kos na ich zaproszenie. Kolejną będą tworzyć Austriacy i Rosjanie. Zaproszenia skierowano też do Holendrów i Skandynawów. Trwają jeszcze uzgodnienia w sprawie przyjazdu Niemców, Czechów i Słowaków.

- Sytuacja jest już opanowana. Na wyspie nie ma ani jednego uchodźcy. A jeśli jeszcze jacyś do nas przypłyną, nie będą widoczni ani uciążliwi dla turystów  – zapewnia burmistrz wyspy Kos.

Odkąd Unia Europejska zawarła porozumienie z Turcją w sprawie postępowania z uchodźcami i wszyscy nielegalnie przybywający do Grecji są odsyłani do obozów w Turcji, ruch pontonami przez morze niemal ustał (od marca przypłynęło około 20 osób). Późno, bo późno – jak przyznaje burmistrz – ale powstał wreszcie obóz dla uchodźców. Dziennikarze mogli zobaczyć go z zewnątrz. Jest ulokowany w głębi lądu, w pagórkowatym terenie, daleko od miast, morza, a szczególnie od hoteli. Tyle, że stoi teraz pusty. Nie ma w nim ani jednego lokatora.

Nie ma też imigrantów na ulicach Kos. Wszystkich przybyłych przed umową z Turcją wywieziono do obozów na stałym lądzie. Uprzątnięto ślady ich bytności. Na wyspie toczy się normalne życie, w oczekiwaniu na turystów. Sezon dopiero się rozpoczyna. Słońce świeci, a temperatura dochodzi do 25 stopni Celsjusza. W stojakach przy drodze karnie czekają rzędy rowerów do wynajęcia (to jedyna wyspa grecka, na której rowery się przyjęły jako środek transportu, ze względu na to, że większość jej powierzchni jest płaska), na parkingach wypożyczalni stoją samochody, tawerny w porcie i sklepiki z pamiątkami, ubraniami i plażowymi akcesoriami otwierają podwoje. Na plażach właściciele rozstawiają leżaki i parasole.

Jak jedni wrócą, inni też będą chcieli

W sobotę na Kosie wylądują pierwsze samoloty Grecos Holiday – z Warszawy, Katowic i Poznania. - Najbliższe wyloty są nieźle wyprzedane, jesteśmy zadowoleni – mówi wiceprezes tego biura podróży Janusz Śmigielski.

Jak dodaje, jego firma zaangażowała się w akcję władz Kosu, bo agenci sprzedający wakacyjne oferty sami nie wiedzą, co sądzić o tym kierunku. _ Wobec medialnych doniesień o problemie z uchodźcami i obaw klientów nie wiedzą, co im odpowiadać. Jeśli więc zobaczą na własne oczy jak to wygląda, będzie im łatwiej. Na razie jest tak, że do Kos przylgnęła opinia, że to wyspa, na której można się zetknąć z imigrantami. Tymczasem to nieprawda.

Grecy się wystraszyli danymi o sprzedaży miejsc w hotelach i opuścili nieco ceny. - W porównaniu z zeszłym rokiem ceny wakacji na tej wyspie są na pewno atrakcyjne – zapewnia Śmigielski. - Jest jeszcze szansa, żeby z tego skorzystać. Ale prawdopodobnie nie potrwa to długo, bo kończą się oferty wyjazdów na wyspy, które nie są obciążone negatywnymi konotacjami i turyści wreszcie sięgną po Kos.

W Grecosie Kos to jeden z pięciu najważniejszych kierunków, po Krecie, Zakintosie, Rodos i Korfu. Biuro podróży ma tam zakontraktowaną dużą pulę miejsc w hotelach. - O ile musieliśmy, jak i inni touroperatorzy, zrezygnować z utrzymania w tym sezonie lotów na Lesbos, bo nie było na nie chętnych, o tyle jesteśmy absolutnie przekonani, że sprzedamy wakacje na Kosie, bo to bardzo atrakcyjna wyspa z dużym potencjałem, szczególnie dla rodzin z dziećmi. Na pewno polscy turyści przypomną sobie o niej, kiedy wrócą z niej pierwsi tegoroczni goście i opowiedzą, jakie świetne wakacje spędzili w świetnym miejscu.

Na wyspie działa 270 hoteli, a 65 procent z nich to obiekty cztero- i pięciogwiazdkowe. Stosunkowo nowe, oferujących więc wysoki poziom usług. Mają w sumie 48 tysięcy pokojów. - W lipcu i sierpniu obłożenie jest 99-procentowe, w czerwcu i wrześniu 85-procentowe, a w maju i październiku – 60-procentowe – wyjaśnia Svynou.

Filip Frydrykiewicz z Kos

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA