fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Promocja turystyczna

Lato 2017 – wakacje od Białorusi do Dominikany

Filip Frydrykiewicz
Plaże Dominikany, równiny Mazowsza, podziemia Śląska, radioaktywne pustkowia Czernobyla, węgierskie uzdrowiska, a na dodatek niewykorzystana turystycznie Wisła - targi Lato 2017 oferują wiele pomysłów na turystyczne wyprawy

Niewielkie stoiska z jednym standem, podnajęte lady i miejsca użyczone przez większe organizacje i stowarzyszenia, okazałe stanowiska regionów, a nawet całą żaglówkę z takielunkiem można zobaczyć na warszawskich targach turystyki i wypoczynku Lato 2017. W hali obok trwają równolegle targi Regionalia, na których królują wytwórcy produktów regionalnych: wędlin, serów, miodów, przypraw, ziół, konfitur, nalewek, piw, win, a nawet samogonów.

Regionalia pachną, a Lato szumi – rozmowami, dyskusjami, powitaniami, pożegnaniami, negocjacjami, sondowaniem gruntu „uda się zdobyć zniżkę, czy nawet nie warto próbować?" a także branżowymi nowinkami i ploteczkami, zachwalaniem własnego interesu, narzekaniem na koniunkturę, przepisy itp. Słowem, to miejsce, w którym każdy może się szybko wiele dowiedzieć nie tylko o krajowej turystyce.

Na Zalewie i nad Wisłą

Spośród 267 wystawców, o których przybyciu informują organizatorzy imprezy, w oczy już od wejścia rzuca się stoisko Grupy Sztorm, organizatora rejsów, półkolonii i warsztatów żeglarskich. Działająca nad Zalewem Zegrzyńskim i na Mazurach firma obsługuje rocznie ponad 1,5 tysiąca klientów, w większości dzieci, korzystających z podwarszawskich półkolonii. - Dotychczas bywaliśmy w tej hali tylko na targach Wiatr i Woda. Teraz jesteśmy i tu, żeby zobaczyć, czy to impreza dla nas – mówi Marek Waszczuk, właściciel Grupy Sztorm. Jak opisuje, czuć różnicę, bo Lato nie skupia tylko ludzi zainteresowanych spędzaniem wolnego czasu na wodzie. - Rodzice często mają wątpliwości, czy to, co robimy jest bezpieczne. Dlatego tłumaczymy im, że dzieci przez cały czas noszą kapoki, a nasza firma jest też organizatorem akcji „Bezpieczna woda" - uczymy w szkołach, jak zachowywać się podczas wypoczynku nad wodą – tłumaczy.

Opisuje, że na targach chce przede wszystkim porozmawiać z potencjalnymi klientami, rozdać trochę ulotek. – Jeśli nawiążemy choć ze sto owocnych kontaktów, to wyjdziemy na swoje – kalkuluje.

Region partnerski targów, Mazowsze, otworzyło tą imprezą turystyczny sezon letni. - Promujemy tu naszą nową aplikację mobilną PlayMazovia, mamy też dwa nowe przewodniki, jeden o Wiśle, bo trwa rok poświęcony tej rzece, a drugi to „24 godziny na Mazowszu" - opisuje Izabela Stelmańska zastępca dyrektora departamentu kultury, promocji i turystyki mazowieckiego urzędu marszałkowskiego. Dodaje, że w przygotowaniu są też kompendia wiedzy na temat turystyki wiślanej. Ich autorem będzie profesor Magdalena Kachniewska z SGH.

Poza nowymi publikacjami, szatą graficzną i kształtem spójnymi ze znaną już serią mazowieckich przewodników, region przygotował też liczne atrakcje dla zwiedzających: pokazy rowerowych akrobacji, wspólne gotowanie regionalnych potraw, zajęcia plastyczne dla dzieci i konkursy dla zwiedzających.

Z lisami w strefie skażonej

Z ofertą do turystów indywidualnych przyjechała ukraińska firma Chornobyl Tour, organizująca wypraw do strefy skażenia w byłej elektrowni atomowej w Czarnobylu. Jak mówi Dmytro Antoniuk, współpracujący z biurem podróżnik i dziennikarz, tylko w zeszłym roku firma obsłużyła ponad 60 tysięcy ludzi. Z tego jedna czwarta to Polacy. Chętnych na wyjazd nie brakuje. Jednodniowa wycieczka kosztuje 80 euro. Większe grupy mogą negocjować rabat, sięgający - w zależności od wybranego pakietu - nawet 15 procent.

W strefie można przebywać zarówno parę godzin, jak i kilka dni – jest tam hotel oferujący noclegi po 310 euro. Ci, którzy decydują się przyjechać na dłużej, często chcą poczuć opuszczonego przed laty przez mieszkańców miejsca – zrobić trochę zdjęć, nakręcić film, poobserwować dzikie zwierzęta. A tych – jak tłumaczy Antoniuk - jest w Czarnobylu zaskakująco dużo. Skolonizowały one miasteczko Prypeć, podczas wyprawy można więc spotkać i niedźwiedzia, i sławnego dzięki Internetowi lisa, który potrafi zrobić sobie kanapkę z jedzenia zostawionego przez turystów.

- Wycieczka nie jest groźna dla zdrowia. Całodzienne przebywanie w strefie ma na organizm taki wpływ jak godzinny lot samolotem – przekonuje. - Zresztą, przewodnicy mają ze sobą liczniki Geigera i mapy, na których oznaczono wciąż napromieniowane strefy – dodaje.

- Po targach spodziewamy się nowych klientów indywidualnych. Wczoraj mieliśmy też klika interesujących spotkań biznesowych – opisuje Antoniuk.

W kolejce na granicy

Po klientów indywidualnych, ale też po kontakty z partnerami branżowymi na targi przyjechali wystawcy z Białorusi – Siergiej Piskun i Siergiej Gieorgiewicz. - Z oferty naszych sanatoriów korzystają, prócz samych Białorusinów, Rosjanie, Litwini, Estończycy, Izraelczycy i Azerbejdżanie – tłumaczy Gieorgiewicz z działu marketingu w sanatorium Priozerny. - Polaków nie ma wielu, co – jak myślę – może być związane z rozwiniętą polską ofertą sanatoryjną – dodaje Pieskun, szef departamentu turystyki w Centrekurorcie, państwowej instytucji odpowiedzialnej za prowadzenie ośmiu dużych sanatoriów - czterech na samej Białorusi i czterech poza jej granicami (m.in. w Druskiennikach i w Topse koło Soczi). Jego zdaniem leczenie na Białorusi jest tańsze niż w Polsce: doba w sanatorium kosztuje 40 euro, a w cenie są, prócz noclegu, także wyżywienie i cztery, pięć zabiegów. O tym, jakie konkretnie one będą, decyduje każdorazowo lekarz już po przyjeździe pacjenta do ośrodka.

- Myślę, że Polaków zniechęcają też procedury wizowe – dodaje Pieskun. Jak opisuje, choć formalności nie są skomplikowane, Polacy odzwyczaili się od wypełniania formularzy i stania w kolejce na granicy. - Wielu z tych, z którymi tu rozmawiamy, przyznaje, że nie ma nawet paszportu.

Zdaniem Pieskuna do spopularyzowania Białorusi w Polsce już teraz przyczynia się możliwość wyjazdów bezwizowych do Grodna i do Mińska (tylko samolotem). - Od początku działania programu, czyli od niecałych 6 miesięcy, Grodno odwiedziło 10 tysięcy Polaków. Dla porównania w tym samym czasie rok wcześniej były to trzy, maksymalnie cztery, tysiące – wylicza. Jak opisuje, choć prace nad nowymi przepisami trwały długo, władze obu krajów zdają się dostrzegać płynące z nich korzyści, więc niewykluczone, że w przyszłości pojawią się kolejne ułatwienia. - Chcielibyśmy, by także wizyty w sanatoriach nie wymagały wyrabiania wizy – mówi Pieskun. - Teraz to niemożliwe, bo przepisy umożliwiają jedynie wjazd bezwizowy na pięć dni, a pobyt w sanatorium to zazwyczaj minimum 10, a najczęściej 14 dni – opisuje.

- Chętnie zawiózłbym Polaków do białoruskich sanatoriów – zapewnia Białorusinów Wojciech Leszek, właściciel łódzkiego biura podróży Wilejka, specjalizującego się w organizowaniu wyjazdów na wschód Europy. - Tu na targach umówiłem też pięć noclegów dla moich grup na Ukrainie – dodaje. Jak opisuje, to właśnie z myślą o promowaniu ukraińskiej oferty przyjechał do Warszawy. - Ludzie pytają mnie przede wszystkim, czy tam jest bezpiecznie. Więc odpowiadam im, że właśnie wróciłem i przecież przed nimi stoję. Ukraina z cztery lata temu zupełnie zawaliła się jako kierunek, ale teraz powoli wracam tam z turystami - opisuje.

Ale, choć wystawcy z Europy Środkowej i Wschodniej są w tym roku bardziej widoczni niż zwykle (stoiska mają m.in. Narodowa Organizacja Turystyczna Ukrainy, węgierskie uzdrowisko Hajdúszoboszlói gyógyfürdő i centrum informacji turystycznej w Druskiennikach), nie da się ukryć, że promują produkty niszowe. W centrum zainteresowania odwiedzających tradycyjnie pozostały więc kierunki egzotyczne i polskie stoiska regionalne.

Dominikana lubi targi

- Przyjechaliśmy przypominać, że Republika Dominikany ma do zaoferowania nie tylko plaże, lecz także zabytki i turystykę aktywną, na przykład nurkowanie – opisuje Ivania Perez-Lachowicz z Narodowej Organizacji Turystycznej Republiki Dominikany. Najliczniejszą grupą turystów pozostają w tym kraju Niemcy i Brytyjczycy. I choć liczba gości z Polski rośnie, wciąż jest relatywnie niewielka. - W 2016 roku odwiedziło nas prawie 24 tysiące Polaków. To o 12,3 tysiąca (107 procent) więcej niż rok wcześniej. W tym roku, w pierwszym kwartale, przyjechało ich już 9,7 tysiąca, o 12 procent więcej niż w pierwszym kwartale roku 2016 –wylicza jej koleżanka z biura Klara Halkova.

Dominikana promuje się w tej części Europy głównie poprzez obecność na targach, organizowanie seminariów (także on-line), spotkania z organizatorami kongresów i imprez firmowych i z branżą gastronomiczną, a także kampanie bilboardowe przeprowadzane razem z touroperatorami. - Tylko niewielka część polskich turystów przyjeżdża bowiem indywidualnie. Większość przywożą czartery Itaki, TUI i Rainbowa. Oczywiście wspieramy samodzielnie organizujących sobie wyjazdy turystów, ale przede wszystkim potrzebujemy grup – przyznaje Halkova.

Na koniu i na rowerze

Na większe grupy zorganizowane, umówione właśnie dzięki targom, liczy też mazurska Zagroda Edukacyjna Jabłonka „Patataj", wystawiająca się w ramach wspólnego stoiska Konsorcjum Turystyki Wiejskiej „Odpoczywaj Na Wsi". - Już od jakiegoś czasu chcieliśmy sprawdzić, co można zyskać dzięki obecności na targach – wyjaśnia Tomasz Malecki, właściciel stadniny. Dodaje, że na imprezie nie brakuje nauczycieli, którzy szukają ciekawych miejsc, do których można wyjechać z całą klasą. - Przywieźliśmy broszury informacyjne, bo ceny właściwie trzeba zawsze ustalać indywidualnie. Teoretycznie pakiet dla 40-osobowej grupy kosztuje 1200 złotych, wiele zależy jednak od tego, ile dzieci będzie uczestniczyło w spotkaniu, jaki wybierze się program, jak będzie on długi i tak dalej.

Dodaje, że tak zagroda, jak i stadnina są otwarte dla indywidualnych gości. W zagrodzie można też zanocować, a w lecie prowadzone są zajęcia z hipoterapii dla niepełnosprawnych dzieci. - Jestem dyplomowanym hipoterapeutą – zaznacza Malecki. Konie to zresztą główna atrakcja ośrodka – gospodarze stawiają sobie za cel przypomnienie, jak ważną funkcję pełniły te zwierzęta w polskiej kulturze: od udziału w pracach rolnych, po funkcje militarne.

Bielsko-Biała wystawia się w ramach stoiska Śląskiej Organizacji Turystycznej. - Nie mamy w regionie biur podróży, które zajmują się turystyką przyjazdową – wyjaśnia Irena Czapla z wydziału promocji miasta. - Założyliśmy co prawda klaster turystyczny, teraz przekształcił się on w lokalną organizację turystyczną, ale wszystko to rozwija się z trudem.

W samym Bielsku jest biuro, które zajmuje się organizowaniem wypraw do jaskiń, ale ta oferta jest niszowa, bo jaskinie są wąskie i trudne do przejścia, przez co kuszą głównie grotołazów. Miasto generalnie stawia na turystykę aktywną, zwłaszcza rowerową. Ma dwie góry, więc oferuje szlaki zjazdowe.

- W zeszłym roku badaliśmy wizerunek miasta i okazało się, że najlepiej będzie, jak będziemy promować Bielsko jako „miasto w górach" i miejsce do uprawiania turystyki aktywnej. Największą zachętą, by do nas przyjechać pozostaje natomiast opinia znajomych - opisuje Czapla.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA