fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prokuratorzy

Paweł Opitek - Bitcoin: Czy rzeczywiście nie ma się czego bać?

Bitcoin stanowi na gruncie kodeksu cywilnego prawo majątkowe, a w ujęciu potocznym (funkcjonalnym) jednostka waluty cyfrowej jest pieniądzem.
shutterstock
Przepisy polskiego prawa nie zabraniają obrotu walutami cyfrowymi

Z każdym miesiącem przybywa różnego rodzaju publikacji i wystąpień dotyczących walut cyfrowych, w tym przede wszystkim bitcoina. Dowodzi to coraz większego znaczenia cyfrowych praw majątkowych nie tylko w dyskusjach akademickich, ale i różnych sferach życia. Stąd niniejszy tekst, nawiązujący do artykułu prof. Konrada Zacharzewskiego opublikowanego w „Rzeczpospolitej" (14 lipca 2017 r.), „Nie taki bitcoin straszny". Mam zamiar odnieść się do kilku tez zawartych we wspomnianym artykule. Z tym większą estymą, że prof. K. Zacharzewski – jako niekwestionowany autorytet w kwestii prawnego statusu kryptowalut – był jedną z osób, która wprowadziła mnie w świat bitcoina.

Waluty cyfrowe w Polsce

Na chwilę obecną powstało wiele opracowań dotyczących aspektów technicznych, ekonomicznych i prawnych funkcjonowania walut cyfrowych. Te ostatnie odnosiły się w przeważającej mierze do statusu bitcoina w szeroko rozumianym prawie cywilnym. Brak było natomiast ustaleń: jaką rolę kryptowaluty odgrywają w prawie karnym oraz jak kształtuje się przestępczość z ich wykorzystaniem? Przyjmując pod koniec 2017 r. zaproszenie do pracy w „Strumieniu Blockchain/DLT i waluty cyfrowe"" działającego pod auspicjami Ministerstwa Cyfryzacji w ramach programu „Od papierowej do cyfrowej Polski", podjąłem próbę odpowiedzi na tak postawione pytania. Zanim przejdę do opisu wyników badań, dodam, że obecnie waluty cyfrowe pozostają w sferze żywego zainteresowania organów ścigania.

W Prokuraturze Krajowej została powołana grupa robocza działająca w programie przeciwdziałania i zwalczania przestępczości gospodarczej, której zadaniem jest wypracowanie optymalnej metodyki pracy z kryptowalutami na każdym etapie procesu. Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury prowadzi z kolei cykl szkoleń dla sędziów i prokuratorów z cyberprzestępczości,. Jednym z wiodących ich tematów są kryptowaluty. Mam przyjemność brać udział w tych inicjatywach, tym większą, że skutkują one kompetentnym przygotowaniem sędziów i prokuratorów w wykorzystaniu walut cyfrowym na potrzeby postępowania karnego.

Czy tylko margines?

Przepisy polskiego prawa nie zabraniają obrotu walutami cyfrowymi. Stwierdza to m.in. komunikat Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego z 7 lipca 2017 r. Prawdą jest, jak pisze prof. K. Zacharzewski, że bitcoin stanowi na gruncie kodeksu cywilnego prawo majątkowe, a w ujęciu potocznym (funkcjonalnym) jednostka waluty cyfrowej jest pieniądzem, skoro za jej pomocą można umorzyć zobowiązanie. Dlatego podzielam pogląd, że kryptowalut nie należy się bać, a nawet ubolewam, że w Polsce nie ma zaawansowanych projektów (prywatnych lub publicznych) wdrożenia nowoczesnych rozwiązań bazujących na blockchain.

Mam jednak wrażenie, że autor artykułu prześlizgnął się tylko po kwestiach dotyczących przestępczości z wykorzystaniem walut cyfrowych i zbagatelizował wynikające z tego zagrożenia. Użyte przez niego sformułowania: „udziałem tylko jednej z polskich giełd bitcoinowych stał się incydent fraudacyjny" oraz że tylko „w praktyce śladowych" przypadkach formy inwestowania w waluty cyfrowe mogą mieć charakter tzw. piramidy finansowej – wydają się umniejszać problem. Profesor Zacharzewski pisze ponadto, iż „Pranie pieniędzy za pomocą walut cyfrowych to w chwili obecnej nagłaśniany ze względu na atrakcyjność medialną zjawiskowy margines".

Wypadałoby zapytać, czym poparte jest takie stanowisko i czy sformułowanie to bazuje na konkretnych danych? Śmiem twierdzić, że tak nie jest. Statystyki i codzienna praktyka prokuratorska mówią bowiem co innego. Z przeprowadzonych przeze mnie badań wynika, że od 2009 r. liczba przestępstw popełnianych z wykorzystaniem walut cyfrowych systematycznie się zwiększała, a przez cztery ostatnie lata był to wzrost lawinowy.

Podobny trend jako prokurator obserwuję w codziennej pracy dochodzeniowo-śledczej. Od pewnego czasu notuję na przykład, że złotowe płatności za niedostarczone towary na platformach aukcyjnych przelewane są automatycznie na giełdy kryptowalutowe, zamieniane na BTC i wyprowadzane do anonimowych portfeli. W tym miesiącu po raz pierwszy spotkałem się w swoim referacie ze sprawą, kiedy to przestępca przejął dane komputerów placówki zdrowia i zażądał zapłaty w BTC za ich odszyfrowanie.

O niebezpieczeństwie prania pieniędzy z wykorzystaniem kryptowalut informują służby ochrony prawa i organizacje międzynarodowe; w internecie bez trudu można odnaleźć komunikaty o intensywnych działaniach Europolu przeciwko takim praktykom. Ponadto sieć oferuje szereg mechanizmów ułatwiających zatarcie śladu pochodzenia bitcoinów („miksery", anonimizacja ruchu transakcji, kreowanie fikcyjnych użytkowników portfeli sieciowych i inne). Warto sprowokować pytanie: czy przydatność kryptowalut w działaniach niezgodnych z prawem nie jest przyczyną systematycznych i wysokich zwyżek ich kursów?

Przestępcy przepadają za nimi

Przybierają one różnorodną postać: od drobnych oszustw aż po poważne incydenty oparte na działaniach hakerskich i socjotechnice. Coraz powszechniejsze stają się wspomniane już oszustwa z wykorzystaniem kryptowalut. Owoce przestępstwa (elektroniczny pieniądz przelany przez pokrzywdzonego na konto oszusta) zostają sprawnie zamienione na bitcoiny i przesłane z internetowej giełdy do anonimowego portfela. Co prawda próbuje się śledzić przepływy takich wartości cyfrowych, ale jest to bardzo trudne i przeważnie nieefektywne.

Kryptowaluty wykorzystywane są do zakupów nielegalnych towarów i usług, m.in. narkotyków, broni palnej, treści pedofilskich czy podrobionych dokumentów. Po uiszczeniu ceny marihuanę dostarcza się do wynajętej przez kupującego skrzynki pocztowej. Wszystko odbywa się w „ukrytym internecie", z wykorzystaniem sieci TOR i różnych mechanizmów szyfrowania komunikacji.

Ponadto administratorzy i indywidualni posiadacze jednostek kryptowaluty narażeni są na ataki hakerskie. Służy temu różnego rodzaju złośliwe oprogramowanie typu wirusy, robaki i konie trojańskie, czasem połączone z socjotechniką. Ataki mają na celu manipulowanie danymi informatycznymi, przejęcie kontroli nad cudzymi bitcoinami i ich „kradzież". Ponadto, historia zna wiele ataków na giełdy i kantory funkcjonujące na rynku kryptowalutowym.

W Polsce najpoważniejsze włamanie dotyczyło łódzkiej giełdy Bitcurex w październiku 2016 r. i „kradzieży" w ciągu kilku sekund bitmonet wartości 5,5 mln zł (przyjmując dzisiejszy kurs BTC, byłaby to kwota o wiele wyższa) wraz z danymi osobowymi użytkowników parkietu. Straty Bitcureksa i tak były stosunkowo niewielkie w porównaniu z najbardziej spektakularnym jak dotąd cyberwłamaniem na światową giełdę Bitfinex w sierpniu 2016 r. i zaborem 120 tys. BTC o cenie rynkowej 80 mln dolarów.

Bitcoin to także preferowana forma okupu za odstąpienie od niegodziwych działań. W jednej z krakowskich spraw przestępca domagał się zapłaty kryptowalutą za porzucenie pomysłu zakażenia żywności w hipermarkecie; w innej był to warunek nieujawnienia tajemnicy przedsiębiorstwa. Zapłaty w BTC domagali się hakerzy za odszyfrowanie danych zainfekowanych komputerów w największych cyberatakach typu ransomware: WannaCrypt i Petya (maj 2017 r.). Oprócz utraty informacji, ataki stwarzały poważne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób: zakłócały np. funkcjonowanie szpitalnej aparatury oraz systemów zarządzania ruchem.

To, że kryptowaluty stanowią wygodne narzędzie do wyprania pieniędzy, potwierdza procedowany właśnie przez rząd projekt ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (jej głównym celem jest implementacja do krajowego porządku prawnego tzw. IV dyrektywa AML). Planuje się w nim zdefiniowanie walut cyfrowych, rejestrowanie rachunków służących do ich obsługi oraz nadzór nad bitcoinowymi transakcjami. A wszystko po to, aby ukrócić proceder ich wykorzystywania do legalizacji dochodów pochodzących z podejrzanych źródeł.

Ostatnimi czasy pojawiają się nowe zagrożenia związane z piramidami finansowymi opartymi na (rzekomym) niezaprzeczalnym łańcuchu bloków. Chodzi o międzynarodowe organizacje oferujące łatwy zakup bitmonet i szybkie wzbogacenie się. Cały „produkt" jest bardzo profesjonalnie opakowany (przyciągające wzrok strony internetowe, oparty na inżynierii społecznej przekaz informacji), jednak pod względem technologicznym inicjatywy takie mają zupełnie inne zasady działania aniżeli bitcoin. Mają scentralizowany charakter, zamknięty kod źródłowy i nie można zweryfikować obiektywnie poziomu ich bezpieczeństwa.

W konsekwencji funkcjonowanie takiej pseudokryptowalutowej piramidy jest całkowicie zależne od jej administratora, który w każdej chwili może „zamknąć interes" i pozbawić setki osób zainwestowanych przez nie środków: w pewnym momencie okazuje się, że zakupione „monety" są bezużyteczne.

Mogą być bardzo pożyteczne

Rola kryptowalut w postępowaniu karnym jest różna i nie zawsze bezpośrednio powiązana z popełnieniem przestępstwa. Jednostki binarne mogą stanowić przedmiot zabezpieczenia majątkowego i poręczenia majątkowego. Szczególnie pierwsza z wymienionych instytucji ma duże znaczenie dla zapewnienia wykonalności wyroku sądowego w zakresie kar i środków o charakterze majątkowym, roszczeń finansowych oraz przepadku wartości uzyskanych w wyniku przestępstwa. Mówiąc wprost: jeśli podejrzany posiada bitcoiny, to należy je przejąć. Dzięki temu po zakończeniu procesu będzie można spieniężyć kryptowalutę i oddać pokrzywdzonej osobie równowartość utraconego majątku (w wyniku kradzieży czy oszustwa).

W przypadku walut cyfrowych dokonanie zabezpieczenia wiąże się z pewnymi trudnościami wynikającymi z ich specyficznej „budowy" (konieczności posiadania wiedzy o funkcjonowaniu bitcoinów i dysponowania zapleczem logistycznym do „składowania" BTC).

Poręczenie majątkowe z kolei służy zagwarantowaniu prawidłowego biegu śledztwa lub dochodzenia: osoba oddająca bitmonety pod nadzór prokuratury musi liczyć się z ich utratą, gdyby w sposób bezprawny utrudniała bieg postępowania karnego. Ponadto zawsze należy brać pod uwagę, że transfery wartości binarnych statuujących bitcoina w systemie informatycznym mają charakter śladu. Zabezpieczenie kryminalistyczne i procesowe artefaktów spowoduje, że mogą stać się ważnym dowodem w sprawie.

Co nas czeka?

„Nie taki bitcoin straszny" – takim stwierdzeniem kończy swój artykuł prof. K. Zacharzewski. Należy się z nim zgodzić. Jak to zazwyczaj bywa z wytworami ludzkiego geniuszu, nowe technologie mogą być wykorzystane z korzyścią dla człowieka, ale też szkodzić jego dobru.

Nie inaczej jest z kryptowalutami. Sama ich eksploatacja do popełniania przestępstw nie znaczy, że bitcoin i podobne wartości majątkowe należy postrzegać tylko w czarnych barwach. Nikt dzisiaj nie wyobraża sobie przecież funkcjonowania gospodarki rynkowej bez pieniądza elektronicznego, transferów bezgotówkowych i kart płatniczych, a przecież bankowość elektroniczna stanowi największe pole nadużyć związanych z czynami karalnymi o charakterze majątkowym. Nie oznacza to bynajmniej, że przestępczość z wykorzystaniem walut cyfrowych można bagatelizować. Przeciwnie: należy walczyć z patologiami cyfrowego świata. Zapewnić to może tylko dobra znajomość funkcjonowania kryptowalut. Jeśli chodzi o organy ścigania, to prokuratura, policja i inne służby od pewnego już czasu analizują ich naturę techniczną i prawną w celu przeciwdziałania omawianej przestępczości i skutecznego ścigania jej sprawców.

Autor jest doktorem nauk prawnych prokuratorem Prokuratury Rejonowej Kraków- -Podgórze i wykładowcą KSSiP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA