fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Trzy krótkie spotkania i Kreml podzielił Amerykę

AFP
Trump przez siedem dni podróży po Azji trzymał język za zębami. Stracił nad sobą kontrolę, gdy zobaczył w Wietnamie Putina.

– On naprawdę sprawia wrażenie obrażonego takimi oskarżeniami, za każdym razem mówi mi, że tego nie zrobił. Prezydent Putin bardzo zdecydowanie, konsekwentnie powtarza, że nie ma z tym nic wspólnego – te słowa amerykańskiego przywódcy wywołały burzę w Ameryce.

Poszło rzecz jasna o udział Kremla w kampanii wyborczej w USA w 2016 r. i skompromitowanie kandydatury Hillary Clinton. Prowadzone przez specjalnego prokuratora Roberta Mullera śledztwo w tej sprawie coraz mocniej zacieśnia się wokół Donalda Trumpa. Poważne oskarżenia ciążą już na byłym szefie sztabu jego kampanii wyborczej Paulu Manaforcie i byłym doradcy ds. bezpieczeństwa Michaelu Flynnie. Niezależnie od tego wyszło na jaw, że nielegalny biznes z siostrzeńcem Władimira Putina prowadzi sekretarz handlu Wilbur Ross.

Ale mimo to prezydent uznał, że „Rosja podlega bardzo ciężkim sankcjom" i „czas na zabliźnienie ran świata". Oskarżył także o niekompetencję i stronniczość byłych szefów CIA Johna Brennana i Jamesa Comeya, co nie mieści się w kanonach zachowania prezydentów USA. Trudno, aby wiara Trumpa w słowa Putina nie wywołała ostrych reakcji w USA. W niedzielę obecny szef CIA Mike Pompeo ostrzegł, że jego agencja „będzie trzymać się dotychczasowych ustaleń w sprawie zaangażowania Rosji w Ameryce", a John McCain, jeden z najbardziej wpływowych republikańskich senatorów, uznał, iż „zawierzenie pułkownikowi KGB Putinowi" nie służy „wielkości Ameryki".

W niedzielę Trump się wycofał, ale tylko do pewnego stopnia. Przyznał co prawda, że w tej sprawie „jest z naszymi agencjami (wywiadu – red.)", ale jednocześnie przekonywał, że „zmyślona przez demokratów" afera prowadzi do „wielu milionów" ofiar, bo oddala współpracę miedzy Rosją i USA w Syrii czy na Ukrainie.

Narastającym kryzysem, który paraliżuje politykę Ameryki, znakomicie zdaje się bawić Putin. Na szczycie APEC w Wietnamie przekonywał dziennikarzy, że o całej sprawie dowiedział się „dzień wcześniej od Pieskowa" (rzecznik prasowy Kremla) i „z tymi fantazjami nie ma nic wspólnego". Być może aby uniknąć takich sarkastycznych komentarzy, jeszcze w miniony piątek sekretarz stanu Rex Tillerson odradzał spotkania obu przywódców. Ostatecznie prezydenci trzykrotnie krótko rozmawiali bez uprzednich uzgodnień.

Trump zimną krew stracił też wobec Kim Dzong Una, który nazwał go „starym lunatykiem". „Dlaczego Kim Dzong Un obraził mnie, nazywając »starym«, podczas gdy ja NIGDY bym nie nazwał go »małym i grubym«? Przecież tak bardzo starałem się być jego przyjacielem – i może kiedyś to nastąpi" – napisał na Twitterze, w chwili gdy po raz pierwszy od 2007 r. jednocześnie trzy amerykańskie lotniskowce płynęły niedaleko wybrzeży Korei Północnej.

Jednak nawet dla konserwatywnych amerykańskich mediów coraz ostrzejsza retoryka Trumpa i pokaz amerykańskiej siły nie zdołają ukryć braku konsekwentnej strategii powstrzymania rosnącej potęgi Chin w Azji.

W Wietnamie amerykański prezydent zaoferował „mediację" między Chinami a Wietnamem, Brunei, Malezją, Filipinami i Tajwanem w sprawie kontroli nad Morzem Południowochińskim, akwenem, przez który co roku przechodzą towary warte ponad 3 bln dolarów. Jednak spośród tych pięciu krajów to Wietnam urasta teraz do najważniejszego, a być może jedynego sojusznika Ameryki, który chce w tej sprawie stanowczo sprzeciwić się Pekinowi. Trump zaoferował więc Hanoi „najnowocześniejsze" systemy rakietowe. Oczywiście za wysoką cenę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA