fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

ONZ: Chiny gotowe przewodzić

Odrzucamy ideologię globalizmu – mówił Donald Trump we wtorek na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ
AFP
USA zawsze były numerem jeden, ale za Trumpa nie chcą. Jest kandydat na następcę, już dziś najaktywniejszy uczestnik misji pokojowych.

Korespondencja z Brukseli

Przemówienia Donalda Trumpa było najbardziej wyczekiwanym momentem dorocznego Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. – Ameryka jest rządzona przez Amerykanów. Odrzucamy ideologię globalizmu i przyjmujemy patriotyzm. USA nie powiedzą wam jak żyć, pracować czy się modlić. W zamian oczekujemy tylko poszanowania naszej suwerenności – powiedział amerykański prezydent.

Zaatakował ONZ-owską Radę Praw Człowieka za krytykę Stanów Zjednoczonych, zapowiedział, że jego kraj nie będzie już uczestniczył w pakcie ONZ na rzecz imigracji. Stwierdził też, że USA wycofają się z programów pomocowych dla tych, którzy nie są ich „przyjaciółmi".

Donald Trump jest wielkim przeciwnikiem wielostronnej współpracy międzynarodowej, w której każdy z uczestników oddaje jakąś część swojej suwerenności dla większego dobra. Wycofał się z paryskiego porozumienia klimatycznego, z ONZ-owskiej Rady Praw Człowieka, z UNESCO, zerwał podpisaną już umowę o partnerstwie transpacyficznym, nie ustaje w krytyce Światowej Organizacji Handlu i ONZ. Amerykański prezydent jest przekonany, że znacznie lepszą metodą osiągania celów w polityce jest zawieranie doraźnych dwustronnych umów, w których USA – jako strona silniejsza – zawsze będzie wygranym.

Unia Europejska nie wypełni tej pustki

– Historycznie relacje USA z ONZ były trudne, ale zawsze Stany Zjednoczone były numerem jeden tej organizacji. Teraz może się to zmienić. Im bardziej Donald Trump podważa rolę ONZ, tym większa staje się próżnia do wypełnienia – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Richard Gowan, uznany amerykański ekspert ds. ONZ. W Europie niektórzy politycy mają ambicję, żeby tę próżnię wypełniła UE.

– Multilateralizm nie jest martwy, musi być utrzymany. To jedyna szansa kształtowania przyszłości naszej planety w sposób akceptowalny dla wszystkich zainteresowanych – mówił w Nowym Jorku Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej. I obiecał Antonio Guterresowi, sekretarzowi generalnemu ONZ, że UE wykaże pełne poparcie dla tej organizacji. Ale czy może wypełnić pustkę po USA? – Wydaje się naturalnym zmiennikiem z powodu swojego znaczenia politycznego i gospodarczego. Ale będzie to trudne z kilku powodów – mówi Gowan. Po pierwsze, system międzynarodowy wchodzi w fazę bardzo utrudnionych relacji między UE i USA. Europa była natomiast zawsze przyzwyczajona do współpracy z USA. I krajom najbardziej aktywnym w tej organizacji, jak Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, trudno będzie się przyzwyczaić do nowej sytuacji, w której USA są raczej przeciwnikiem niż przyjacielem.

Po drugie, najbardziej aktywnym państwem europejskim w ONZ, najbardziej wpływowym zwolennikiem multilateralizmu jest Wielka Brytania. Nawet po referendum w sprawie brexitu bardzo aktywnie pracowała, w imieniu UE, nad reformą ONZ. Ale wkrótce opuści Unię. W czasie tegorocznego Zgromadzenia Ogólnego ONZ Unia po raz ostatni będzie miała w Radzie Bezpieczeństwa dwóch stałych przedstawicieli: Wielką Brytanię i Francję.

Wreszcie po trzecie, w samej UE są poważne wewnętrzne podziały w kluczowych sprawach, które znajdują się teraz na agendzie ONZ, jak prawa człowieka, imigracja czy konflikt na Bliskim Wschodzie. – Szczególnie w sprawie imigracji widać, jak Węgry od kilku lat osłabiają pozycję UE na forum ONZ – mówi Gowan.

Według niego do zastąpienia USA szykują się Chiny. – Oczywiście ich pomoc humanitarna, skala możliwego finansowania znacząco odstają od tego, co robi UE. Ale Chiny mają ambicje i mówią: za 30 lat to my będziemy naturalnym liderem i powinniście się już do tego przygotowywać – mówi amerykański ekspert.

W 2013 roku finansowały tylko 3 proc. budżetu misji pokojowych, teraz już ponad 10 proc. I zapowiadają, że w ciągu najbliższych pięciu lat przeznaczą na ten cel miliard dolarów. Wyszkoliły 8 tysięcy swoich żołnierzy do udziału w misjach pokojowych. Od 2012 roku wysłały na misje więcej żołnierzy niż pozostałych czterech stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ: USA, Rosja, Wielka Brytania i Francja.

Pekin kusi

Chiny mówią do UE: chodźcie, razem będziemy przewodzić. – Oczywiście UE nie jest głupia, wie, że jest wielka przepaść, jeśli chodzi o prawa człowieka, system międzynarodowej sprawiedliwości. Ale konsultacje między tymi dwoma partnerami są bardzo ożywione, na skalę niespotykaną w przeszłości – mówi Gowan. Jego zdaniem natomiast niechęć USA do ONZ i multilateralizmu nie doprowadzi do demontażu porządku międzynarodowego opartego na takich wielostronnych organizacjach.

– Widać to choćby po paryskim porozumieniu klimatycznym. Wycofanie się z niego USA wcale nie osłabiło ambicji innych. Wręcz przeciwnie, kolejne kraje je ratyfikują. Podobnie, jeśli chodzi o pomoc rozwojową czy imigrację. USA powoli się wycofują, ale inne kraje nie zaprzestają współpracy – twierdzi ekspert. W nowej sytuacji – rosnących napięć w trójkącie USA, Rosja i Chiny – kluczowego znaczenia może też nabrać Rada Bezpieczeństwa ONZ. To jest miejsce, gdzie te mocarstwa razem się zbierają i dyskutują o najważniejszych konfliktach na świecie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA