Prezydent USA

Kto kompromituje Donalda Trumpa

AFP
Kolejny były szef amerykańskiej służby specjalnej twierdzi, że prezydent jest szantażowany przez Kreml.

– To możliwe, nie wiem. Nie mówię, że to mało prawdopodobne ani że w pełni możliwe. Mówię, że to możliwe – powiedział b. szef FBI James Comey o tym, czy Rosjanie posiadają materiały kompromitujące Trumpa.

Sensacyjne oświadczenie Comey złożył w wywiadzie dla telewizji ABC. „Oślizgły James Comey. Człowiek, który zawsze źle kończy i bez walki" – natychmiast mu odpowiedział Donald Trump na Twitterze.

– Ale dlaczego Trump nie krytykuje Putina? – dopytywał się dziennikarz. – Nie wiem, co się za tym kryje – odpowiedział Comey.

W maju 2017 roku prezydent zwolnił go nagle ze stanowiska szefa FBI, zarzucając „niekompetencję i niezdolność do sprawowania efektywnego przywództwa". Teraz napisał na Twitterze: „(Był to) najgorszy szef FBI w historii". Dziennikarze policzyli, że amerykański prezydent stracił godzinę na pisanie tweetów na temat byłego szefa FBI.

Trzy tygodnie przed Comeyem wystąpił w jednej z telewizji były szef CIA John Brennan (również zwolniony przez Trumpa). – Myślę, że Rosjanie mają na niego coś z życia osobistego, co mogą w każdej chwili wykorzystać i skomplikować mu życie. Myślę, że on się boi prezydenta Rosji – powiedział Brennan w MSNBC.

Dotychczas rosyjscy komentatorzy i publicyści brali Trumpa w obronę. – Myślę, że Comey jest człowiekiem bardzo obrażonym. Teraz zaś wydaje książkę i chce wrócić do polityki – tłumaczył obecnie rosyjski amerykanista Dmitrij Jewstafiew. Rzeczywiście, wkrótce ukażą się wspomnienia byłego szefa FBI pod tytułem „Higher loyality".

Tuż przed zeszłoroczną inauguracją prezydenta amerykańskie wydanie BuzzFeed opublikowało 35-stronicowy (wtedy anonimowy) raport na temat powiązań Trumpa z Moskwą. Wśród nich znalazł się opis wizyty multimiliardera w Moskwie, w listopadzie 2013 roku z okazji finału „Miss Universe". Według autora raportu w swoim apartamencie w luksusowym hotelu Ritz-Carlton w centrum Moskwy Trump zabawiał się z prostytutkami, każąc im obsikiwać „prezydenckie łóżko". Ktoś miał mu powiedzieć, że w tym właśnie apartamencie spali Barack i Michelle Obamowie, których podobno serdecznie nie znosi.

– Udział w orgiach z pełnoletnimi kobietami nie jest karalny i nie podlega impeachmentowi. A w wulgarności Trump i tak już dawno wyprzedził zarówno Putina, jak i Berlusconiego – stwierdził wtedy jeden z moskiewskich publicystów, tłumacząc, dlaczego tego rodzaju kompromitujący materiał nie wpłynie na zwolenników amerykańskiego prezydenta. Gdy poinformowano, że autorem raportu jest były pracownik brytyjskiego wywiadu Christopher Steele, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow nazwał go „jakimś cwaniaczkiem zbiegłym z MI-6". A rzecznik Kremla nazwał „absolutnym wymysłem" nagrywanie w hotelu Ritz-Carlton.

– Uważam, że historia z hotelem jest realna, a te dane oczywiście uwieczniły nasze służby – sądził z kolei kontrowersyjny politolog Stanisław Biełkowskij. „Niejedno nagranie", „audio i wideo", „o zawartości seksualnej", „z różnych dni i różnych miejsc", „Carlton, ale i Petersburg" – takie lakoniczne informacje uzyskała z kolei BBC od anonimowego pracownika amerykańskich służb na temat tego, co Rosjanie mają na temat Trumpa. Moskiewscy eksperci już wtedy uważali, że „dossier Steele'a wbije klin między prezydenta USA i amerykańskie służby specjalne". Rzeczywiście w ciągu roku Trump dwukrotnie już zmieniał szefa FBI i tyle samo razy szefa CIA.

„W trakcie naszej rozmowy stało się jasne, że ma Pan wybuchowe informacje o ścisłych związkach Donalda Trumpa i jego ekipy z rosyjskimi władzami. Społeczeństwo ma prawo je znać" – napisał rok temu do ówczesnego szefa FBI ówczesny szef demokratów w amerykańskim Senacie Harry Reid. Do tej pory jednak Comey niczego nie ujawnił.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL