fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Zatrzymywać trzeba umieć - sprawę Kajetana P. komentuje Wojciech Tumidalski

Kajetan P po przewiezieniu przez policję z Malty do Polski
materiały policji
Szczególne środki zatrzymania i niejawny proces mają sens, gdy się je uzasadnia czymś więcej niż tylko brutalnością zbrodni.

Sprawa brutalnego zabójstwa tłumaczki, o które oskarżony jest Kajetan P., była głośna w całym kraju. Szczególne emocje budziły ciosy nożem, poćwiartowanie zwłok i wiezienie ich w torbie do innego mieszkania. Bulwersowały słowa samego Kajetana P., że chciał zabić człowieka, by sprawdzić, czym się to różni od uśmiercenia zwierzęcia. Miał też snuć rozważania, jak smakuje ludzkie mięso.

Dla sędziów i prokuratorów taka sprawa zapewne jest ciekawa, stanowi zawodowe wyzwanie, ale prawo wymaga, by traktować ją jak każdą inną. Dowodów na zamiar, winę, poczytalność, okoliczności łagodzących czy zaostrzających odpowiedzialność nie znamy, bo proces dobiega końca za zamkniętymi drzwiami Sądu Okręgowego w Warszawie, w specjalnie chronionej sali rozpraw w dzielnicy na obrzeżach miasta. Podsądny zawsze jest wożony w specjalnym konwoju, złożonym z wielu pojazdów i licznej obstawy uzbrojonych po zęby antyterrorystów.

Mam nadzieję, że takie obostrzenia mają poważne uzasadnienie, że nie tylko drastyczne okoliczności zbrodni są tego powodem. Gdy zatrzymywano podejrzanego o zabójstwo dziewczynki z Mrowin, policja uzasadniała stosowanie specjalnych środków okrucieństwem zbrodni. To błąd. Tu jest inaczej: wyłączenie jawności procesu, w którym pojawiają się informacje godzące w interes prywatny ofiary przestępstwa, to słuszna decyzja. Informacje, że Kajetan P., pozujący na filmowego Hannibala Lectera atakował mundurowych i że była obawa, iż coś zrobi samemu sobie, też uzasadnia, że jest aresztantem specjalnej troski.

Sąd zapewne wie, że te wszystkie specjalne środki wiele kosztują wszystkich nas, podatników. Owszem, sąd nie jest od oszczędzania na bezpieczeństwie, ale dobra organizacja procesu to już jego wyłączna kompetencja.

Dlatego powinno się unikać „pustych terminów", na które trzeba dowieźć oskarżonego i zorganizować salę. Nawet gdy proces jest niejawny i w ostatnim dniu narady nad wyrokiem okaże się, że trzeba wznowić przewód sądowy, oskarżony, prokurator i obrońca muszą się zjawić w sądzie i nie ma na to rady. Czy naprawdę jednak nie można było dać im znać wcześniej, że wyroku nie będzie? Za taką informację wdzięczni byliby też wszyscy dziennikarze czekający na ogłoszenie orzeczenia – które przecież zawsze jest jawne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA