fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Kaczyński stawia na jastrzębie

Jeszcze podczas wieczoru wyborczego Beata Szydło i Jarosław Kaczyński demonstrowali zgodną współpracę. Teraz ich relacje są napięte
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Antoni Macierewicz czy Zbigniew Ziobro w rządzie PiS to wyzwanie dla Beaty Szydło.

Mówiąc w poniedziałek, że rząd będzie gabinetem PiS, a nie Beaty Szydło, Mariusz Błaszczak wyraził to, o czym wszyscy spekulowali, lecz czego nikt z tzw. twardego jądra PiS nie stwierdził wprost.

Szydło skutecznie poprowadziła kampanię wyborczą Andrzeja Dudy. Dzięki przekierowaniu przekazu PiS podczas kampanii parlamentarnej w stronę centrum udało się jej oraz jej otoczeniu zdobyć dla PiS nowych, bardziej umiarkowanych wyborców. To oni zdecydowali o tym, że prawica wygrała w prawie wszystkich grupach elektoratu.

Wygląda na to, że wiceszefowa PiS stoi przed diabelską alternatywą: zostać premierem w gabinecie, na który nie tylko będzie miała umiarkowany wpływ, ale który w dodatku zyska zupełnie inny wizerunek niż budowany przez nią w kampanii, czy też zrezygnować.

Z jednej strony jest więc wejście do historii i objęcie urzędu dającego największą władzę w 36-milionowym kraju. Z drugiej zaś konsekwencje kierowania rządem, w którym mogą się znaleźć Antoni Macierewicz czy Zbigniew Ziobro.

Choć ostateczny kształt gabinetu wciąż nie jest skompletowany i do ostatniej chwili może się zmienić, wiele wskazuje, że Jarosław Kaczyński postanowił postawić w kilku sprawach na jastrzębie. W Ministerstwie Obrony ma się znaleźć Antoni Macierewicz. To może być dla Szydło najtrudniejsze, gdyż sama w kampanii wyborczej, gdy PiS zaczął być atakowany za jego wypowiedzi, ogłosiła, że najpoważniejszym kandydatem na to stanowisko jest Jarosław Gowin. Ten jednak jest typowany na któryś z tzw. miękkich resortów – kultura, edukacja czy nauka. Nagrodą pocieszenia może być funkcja wicepremiera.

– Macierewicz musi wejść do rządu. To PiS i Kaczyński wygrali wybory, a nie Beata Szydło – mówi nam polityk prawicy. – PiS jest coś winne swoim wyborcom.

Wiele wskazuje na to, że do rządu wejdzie Zbigniew Ziobro. Na prawicy spekuluje się nawet, że obejmie ten sam resort co dziesięć lat temu – sprawiedliwości. – Nie będę komentował negocjacji personalnych, to byłoby nielojalne – ucina sam Ziobro. Wiadomo jednak, że Kaczyński rozważa zrównoważenie wpływów Gowina i Ziobry. Ten ostatni osiągnął świetny wynik w okręgu kieleckim – startując z ostatniego miejsca na liście, dostał najwięcej głosów (więcej również od Grzegorza Schetyny z PO). – Gowinowi z ostatniego miejsca list PiS w Krakowie to się nie udało – zaznacza jeden z naszych rozmówców.

W MSZ PiS postawiło na Witolda Waszczykowskiego, który uchodzi za większego jastrzębia niż wymieniany wcześniej w tym kontekście Kazimierz Michał Ujazdowski. Energetyką ma się zająć Piotr Naimski. W kontekście sprawiedliwości pojawia się obok Ziobry europoseł Janusz Wojciechowski.

Łagodniejszymi twarzami w PiS mieliby być prof. Piotr Gliński (nauka, kultura lub edukacja), Konrad Szymański (sprawy europejskie) oraz największa nadzieja prawicy w nowym rządzie: prezes banku BZ WBK Mateusz Morawiecki, którego, jak wynika z naszych informacji, PiS namawia do objęcia resortu gospodarki. Sam Morawiecki w zeszłym tygodniu nie chciał rozmawiać z „Rzeczpospolitą" na temat propozycji, jakie miałby otrzymać.

Wizerunek rządu to nie tylko kwestia komfortu Beaty Szydło. W PiS ścierają się dwie koncepcje. Pierwsza, że trzeba po wyborach postępować w umiarkowany sposób, by nie stracić centrowych wyborców. Zwolennicy tego rozwiązania przypominają, jak trudno było rządzić w latach 2005–007, mając przeciw sobie dużą część opinii publicznej. Zwracają również uwagę na międzynarodowe konsekwencje nominacji dla Macierewicza, przypominając jego wypowiedzi, że śmierć polskiej elity w Smoleńsku była „wypowiedzeniem wojny" ze strony Rosji. – Gdyby nie wypowiedzi Kaczyńskiego i Macierewicza pod koniec kampanii, mielibyśmy nie 37 proc. w wyborach, lecz ponad 40 – zżyma się polityk prawicy.

Ale w PiS popularny jest też drugi pogląd. – Tworząc rząd, PiS nie może się kierować wyłącznie chęcią zyskania sympatii liberalnych mediów. To droga donikąd – słyszymy.

O tym, w którą stronę pójdzie partia, zdecyduje Jarosław Kaczyński. Coraz głośniej mówi się w PiS, że traktuje on rząd Szydło jak zderzak, który za kilka miesięcy będzie można wymienić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA