fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Dlaczego badania okresowe trwają dłużej

AdobeStock
Nie ma powodu, by okresowe badanie techniczne auta trwało minimum 30 minut. To wymysł stacji diagnostycznych. Cierpią przez to kierowcy.

Mimo że przegląd techniczny auta trwa średnio ok. 10 minut, a motocykla jeszcze krócej, diagnosta kończy badanie dopiero po półgodzinie. Powód? Winne nie są przepisy prawa, w tym ustawa o kierujących pojazdami – ustaliła „Rzeczpospolita". Powodem wydłużenia czasu badań jest strach przed ich zbyt szybkim zakończeniem. Badania są bowiem teraz odnotowywane w Centralnej Ewidencji Pojazdów. Inny powód to zmiany, jakie będziemy musieli wprowadzić za sprawą unijnej dyrektywy.

Ostrożni specjaliści

Od kilku miesięcy pod stacjami kontroli pojazdów w całym kraju są kolejki. Ich powodem nie jest jednak rosnąca liczba aut, lecz zachowanie diagnostów. Kończą oni wprawdzie badanie po kilku czy kilkunastu minutach, ale potem czekają np. kwadrans, by dokonać wpisu do CEP.

– To zachowanie nie wynika ze zmiany przepisów – wyjaśnia Marcin Barankiewicz, dyrektor biura Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów. I tłumaczy, że wśród diagnostów przyjęło się, że dokładne badanie techniczne pojazdu nie powinno trwać krócej niż 20–30 minut. Większość się do tego stosuje.

– Część obawia się, że w wyniku dokonywania wpisu do CEP online łatwo można obliczyć czas faktycznego badania. A czas liczy się od pobierania danych o pojeździe do momentu wpisu o zaliczeniu badania lub wskazaniu usterek, z powodu których nie kończy się ono pomyślnie.

– Diagności obawiają się, że w związku z unijną dyrektywą i planowanymi zmianami w prawie o ruchu drogowym nadzór nad diagnostami przejmie Transportowy Dozór Techniczny. A jego kontrolerzy są nad wyraz skrupulatni – wyjaśnia dyrektor Barankiewicz.

Z kolei Waldemar Witek, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Diagnostów Samochodowych, mówi, że nie słyszał o tym, by diagności sztucznie wydłużali czas badania do 30 minut.

– Takie badanie może trwać nawet godzinę, jeśli taka jest potrzeba. Jeśli dłuższy czas wynika ze szczegółowego badania, to tylko mnie to cieszy – mówi. I dodaje, że jeśli jest to niepotrzebne, to nie widzi najmniejszego sensu zatrzymywania klienta. Zastrzega jednak, że do badania powinno się podejść profesjonalnie i odpowiedzialnie, a nie wymuszać na diagnoście szybki koniec, bo np. spieszymy się do pracy.

Nikt nie liczy czasu

Problem dotarł już do Polskiego Towarzystwa Kierowców. Jego prezes Andrzej Łukasik przyznaje, że o nim słyszał.

– Dotarła do mnie informacja, że program, z którego korzystają diagności, jest tak napisany, iż wyklucza możliwość wcześniejszego zakończenia badania – mówi.

– To absurd - kwituje dyrektor Marcin Barankiewicz. I przekonuje, że nie ma w tym ani trochę prawdy.

Od 13 listopada ub.r. rzeczywiście zmieniły się przepisy dotyczące badań technicznych pojazdów. Za przegląd techniczny płacimy (od tej daty) przed jego wykonaniem.

99 zł musi zapłacić kierowca auta osobowego za badanie techniczne pojazdu

5 tys. stacji diagnostycznych działa dziś na polskim rynku

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA