fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Drogówka nie zatrzyma prawa jazdy piratowi, gdy ten powie, że go zapomniał

Fotorzepa, Dorota Awiorko-Klimek
Kierowcy, którzy twierdzą, że nie mają przy sobie prawa jazdy, unikają kary za prędkość.

Od 18 maja 2015 r. drogówka może zabrać kierowcy prawo jazdy za zbyt dużą prędkość. Wystarczy, że ktoś jedzie w terenie zabudowanym o 50 km/h szybciej, niż jest to dozwolone, a traci dokument od ręki.

Na tej podstawie w ciągu 11 miesięcy policja zabrała kierowcom ponad 32 tys. praw jazdy. Mogło być dużo gorzej.

Coraz więcej kierowców (szczególnie z dużych miast) korzysta z luki w przepisach drogowych. Podczas zatrzymania za szybką jazdę nie okazują prawa jazdy, przekonując, że zostało w domu albo w innej torebce. Policjant nie może więc fizycznie zatrzymać dokumentu, a starosta – wydać decyzji administracyjnej o zatrzymaniu uprawnień na trzy miesiące. Bo taka powinna być kara dla kierowcy.

Jedyną sankcją w takiej sytuacji jest 50 zł mandatu za brak dokumentu plus maksymalnie 500 zł za zbyt szybką jazdę, a także do dziesięciu punktów karnych. Ale dokumentu się nie traci.

Policja przyznaje, że ma z tym spory kłopot.

– Stary przepis wymagający fizycznego zatrzymania dokumentu na drodze miał obowiązywać tylko do 3 stycznia 2016 r. Jednak nowelizacja z grudnia 2015 r., która odłożyła w czasie rozbudowę Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, przedłużyła jego działanie do 31 grudnia 2016 r. W efekcie jeszcze przez pół roku zatrzymywanie praw jazdy na trasie może się okazać nieskuteczne – przyznaje Komenda Główna Policji.

Policjanci niechętnie mówią o tym, że kierowcy często korzystają z tego sposobu unikania mandatu.

– Nawet jeśli funkcjonariusz bez odebrania dokumentu wyśle do starostwa wniosek o zatrzymanie prawa jazdy, to kierowca może bezkarnie nie oddać dokumentu – dodaje dr Janusz Libicki, specjalista ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. Tłumaczy, że wystarczyłoby przygotować szybką nowelizację i uchylić przeszkadzający w karaniu kierowców przepis. Mimo apeli z KGP projektu jak nie było, tak nie ma.

– Nie dziwię się, że jeśli nadarza się możliwość, kierowcy kombinują – mówi „Rzeczpospolitej" Andrzej Łukasik, prezes Polskiego Towarzystwa Kierowców. Przypomina, że jeszcze zanim nowela weszła w życie, kierowcy apelowali, by o odbieraniu praw jazdy decydował sąd, a nie policjant na drodze.

– Są sytuacje sporne. Mamy prawo nie dowierzać pomiarom urządzenia, które zarejestrowało nasze wykroczenie. Często słyszymy, że działają one wadliwie, a ich pomiary są grubo zawyżone – twierdzi Łukasik.

– Posiadanie prawa jazdy często oznacza posiadanie pracy. Dla wielu to być albo nie być – dodaje Radosław Skwieciński z dolnośląskiego stowarzyszenia kierowców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA