Prawo dla samorządów

Samorządowy hol na parking pod lupą prokuratury

Opłaty za odholowanie i przechowywanie np. niewłaściwie zaparkowanego pojazdu nie mogą być sposobem na dodatkowe wpływy do samorządowych budżetów.
AdobeStock
Każdy, kto choć raz w życiu zapłacił kilkaset złotych za odholowane auto i odbył długą drogę, by je odebrać, zapewne się ucieszy. Powód? Opłaty za holowanie mają szansę być niższe. W niektórych miastach już są.

Opłaty nie mogą być wyższe od rzeczywistych kosztów usuwania aut i ich przechowywania na parkingach – uznała Prokuratura Krajowa. Najpierw jednak sprawdziła, czym kierują się rady powiatu, ustalając opłatę za odholowanie samochodu. Wyszło, że głównie potrzebami własnego budżetu. Wkrótce ma być inaczej, przyjaźniej dla kierowców. W sprawę włączyli się bowiem prokuratorzy. Co na to samorządy? Odpierają zarzuty i przekonują, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Ile w praktyce musi zapłacić kierowca? Zaczyna się od mandatu za np. nieprawidłowe parkowanie – od 100 zł. Do tego dochodzi opłata za holowanie – średnio ok. 500 zł oraz opłaty za parking (w przypadku aut osobowych od 40 zł za dobę). – Robi się naprawdę spora kwota – mówi „Rzeczpospolitej" Andrzej Łukasik, prezes Polskiego Towarzystwa Kierowców. Zbyt spora.

Skok na kieszeń

Analiza Prokuratury Krajowej obnaża prawdę o wysokości opłat i ich ustalaniu. Chodzi głównie, jej zdaniem, o zapewnienie dochodów jednostce samorządu terytorialnego albo chęć zdyscyplinowania kierowców. W badaniu wyszło także, że niektóre samorządy uznają, że już przyjęcie zgłoszenia dyspozycji usunięcia pojazdu przez firmę świadczącą usługi holownicze generuje koszty dla właściciela auta. I to często w takiej samej wysokości jak za dokonany hol.

– Tak dalej być nie może – zdecydowała PK. W jej ocenie takie zapisy są sprzeczne z upoważnieniem z ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Robert Hernand, zastępca prokuratora generalnego, postanowił pomóc kierowcom. Zwrócił się więc do wszystkich prokuratorów regionalnych, by ci przeanalizowali u siebie uchwały w sprawie opłat. Kiedy wyszło na jaw, że są nieprawidłowości, tzn. wysokość opłat nie odzwierciedla kosztów holowania, śledczy pisali do sądów administracyjnych skargi z żądaniem stwierdzenia nieważności podjętych uchwał.

Takich spraw przybywa. Dowód? Najnowsze skargi na uchwały rad miejskich Gdańska czy Wrocławia. Obie dotyczyły usuwania pojazdów m.in. z dróg publicznych, stref zamieszkania i stref ruchu. Prokuratorzy wnieśli do sądu o ich unieważnienie.

Jak to działa? Sprawdziliśmy u źródła. Ile kosztuje odholowanie auta w Gdańsku? – Nie przekraczamy stawek maksymalnych – mówi „Rzeczpospolitej" Jędrzej Sieliwończyk z Urzędu Miasta w Gdańsku. Na dowód przytacza kwoty: 476 zł za odholowanie (maksymalna kwota wynosi 486 zł) samochodu osobowego i 39 zł za każdy dzień jego przechowywania (maksymalna stawka wynosi 40 zł).

Czy może być taniej? – Ustalone stawki wynikają z pewnej kalkulacji – usłyszeliśmy. Następnie pojawia się tłumaczenie: stawki zbilansowane są tak, aby zadanie nie przynosiło dochodu, ale też nie stanowiło źródła znacznych obciążeń dla budżetu miasta. Przy ustalaniu stawki na kolejny rok dokonuje się analizy. W uproszczeniu polega ona na określeniu ilości świadczonych usług usunięcia i przechowywania pojazdów (w poprzednim roku, wraz z badaniem trendów w stosunku do lat poprzednich) oraz wydatków budżetowych, jakie zostały poniesione na ten cel, w tym kosztów utrzymania urzędników obsługujących zadanie, obsługi prawnej, kosztów korespondencji i opłat sądowych, zwanych kosztami administracyjnymi.

A jak w Gdańsku rozwiązano sprawę „pustego przebiegu" holownika, kiedy nie dochodzi do zabrania auta, gdy np. pojawił się przy nim kierowca? Wtedy opłata jest niższa i wynosi 240 zł.

Drugie z miast, w przypadku którego interweniowała ostatnio prokuratura, to Wrocław. Jeszcze przez kilka dni obowiązywać będą najwyższe stawki.

– Jednak w wyniku skargi prokuratora Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, Rada Miejska Wrocławia zdecydowała się obniżyć stawki do wysokości kosztów wynikających z nowej umowy zawartej z wykonawcą tych usług – informuje Małgorzata Szafran z Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

Nowe, niższe opłaty za hol zaczną obowiązywać od 12 września 2018 r. i wyniosą 300 zł za auto osobowe.

Stolica też ma problem

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie też musiał się zmierzyć z kwestią holowania. W 2017 roku uznał, że Warszawa zawyżyła opłaty za usuwanie i przechowywanie odholowanych aut. WSA podzielił stanowisko rzecznika praw obywatelskich, który kwestionował wysokość stawek, uznając je za ustalone niezgodnie z przepisami. Sąd zakwestionował uchwałę z 17 listopada 2016 r., która ustalała te obowiązujące w 2017. W wyroku czytamy, że rada miasta podjęła uchwałę z naruszeniem obowiązujących przepisów.

RPO zarzucił Radzie Warszawy, że czerpała zyski z holowania, co jest nielegalne. Dowodem pogrążającym Warszawę jest treść uzasadnienia do uchwały i protokół obrad, podczas których ją uchwalono. Nie wspomina się w nich o tym, że opłaty zastały ustalone z uwzględnieniem rzeczywistych kosztów usuwania i przechowywania pojazdów na terenie miasta. Za to można znaleźć informację na temat utrzymania dochodów do budżetu miasta na poziomie z 2016 roku, czyli ok. 8–8,5 mln zł.

Nie tylko złe parkowanie

Na policyjne parkingi na holownikach także wraki. Kwestię usuwania wraków reguluje Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym. Zgodnie z art. 50a pojazd pozostawiony bez tablic rejestracyjnych, którego stan wskazuje na to, że nie jest używany, może zostać usunięty z drogi przez straż gminną lub policję na koszt właściciela lub posiadacza.

Usuwaniem porzuconych aut zajmuje się straż miejska, a tam, gdzie jej nie ma, policja. Dotyczy to jednak tylko pojazdów zostawionych przy drogach publicznych i w strefach zamieszkania. W przypadku dróg zarządzanych przez spółdzielnie oraz wspólnoty mieszkaniowe, funkcjonariusze niewiele mogą zrobić. Problemem musi zająć się zarządca terenu na swój koszt. Później może oczywiście dochodzić na drodze sądowej zwrotu poniesionych wydatków.

Właściciel pojazdu dostaje zazwyczaj od 3 do 14 dni na zajęcie się problemem. Jeśli w tym czasie nie wywiąże się z obowiązku, strażnicy mogą zlecić odwiezienie wraku na parking depozytowy. Odbywa się to na koszt właściciela, dodatkowo należy liczyć się z mandatem. Zastosowanie ma w tym przypadku art. 145 Kodeksu wykroczeń: Kto zanieczyszcza lub zaśmieca miejsca dostępne dla publiczności, a w szczególności drogę, ulicę, plac, ogród, trawnik lub zieleniec, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany. W szczególnych przypadkach, gdy pojazd utrudnia ruch drogowy lub stwarza zagrożenie, grzywna (na podstawie art. 91 Kodeksu wykroczeń) może wynieść nawet 1,5 tys. zł. Autem takim odpowiednie służby muszą zająć się natychmiast.

Na specjalnym parkingu depozytowym wrak stoi przez co najmniej pół roku. Potem, na mocy Prawa o ruchu drogowym, może przejść na własność gminy. I wtedy na nią spada też obowiązek zutylizowania pojazdu.

Nie można przesadzać

Zgodnie z art. 130a ust. 6 – Prawa o ruchu drogowym rada powiatu ustala corocznie (w uchwale) tabelę opłat, które mają odzwierciedlać faktyczne koszty odholowania i przetrzymywania auta na parkingu. Nie mogą być wyższe niż kwota maksymalna, którą corocznie ogłasza minister finansów.

– Mimo jasnych przepisów zdarza się, że rady powiatu, podejmując akty prawa miejscowego, nie kierują się rzeczywistymi kosztami. Zawierają też umowy z przedsiębiorcami, którzy usuwają pojazdy dużo taniej, niż zostało to zapisane w uchwale – podaje Hernand.

Stanowisko prokuratury potwierdza utrwalone orzecznictwo sądów. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy w wyroku z 23 stycznia 2018 r. wskazał, że przesłankami, którymi powinien kierować się organ samorządu, są: konieczność sprawnego usuwania pojazdów z dróg i ich przechowywania na parkingach strzeżonych oraz koszty obowiązujące na obszarze danego powiatu. Uchwała będzie zgodna z prawem wtedy, gdy jej treść będzie zdeterminowana wyłącznie wymienionymi warunkami.

Z kolei WSA w Szczecinie w lutym wskazał, że ustawodawca, ustalając jedynie dwa kryteria, które należy brać pod uwagę, wykluczył możliwość kierowania się przy podejmowaniu uchwał innymi względami. Kolejny przykład: WSA w Warszawie w marcu br. na wniosek rzecznika praw obywatelskich stwierdził nieważność uchwały Rady Warszawy w sprawie opłat. W ustnym uzasadnieniu podkreślił, że w uchwale zastosowano maksymalne stawki opłat bez właściwego ich uzasadnienia.

Na wniosek jednego z łódzkich kierowców w styczniu 2017 r. kwoty za odholowywanie źle zaparkowanych aut wziął pod lupę RPO. Wystąpił ze skargą do NSA. Ten stwierdził, że odczytanie art. 130a ust. 6a kodeksu drogowego w ten sposób, że obejmuje on również przesłankę zapewnienia wpływu dochodu do budżetu, jest jego wadliwą wykładnią.

Grzegorz Kubalski zastępca dyrektora Biura Związku Powiatów Polskich

Nie zdarza się, żeby na odholowaniu pojazdów i ich przetrzymywaniu na parkingach samorządom udało się zarobić. Raczej do tego dokładają. Nie obawiam się interwencji prokuratury, ale się zastanawiam, gdzie ta była, kiedy urzędy skarbowe masowo pozbywały się zatrzymanych pojazdów na rzecz samorządów. W mojej opinii art. 130a kodeksu drogowego jest nagminnie nadużywany, np. przez policję, która wydaje dyspozycje odholowania aut, także tych pozostawionych poza drogami publicznymi. W tych sprawach niestety prokuratura milczy.

Andrzej Porawski dyrektor Biura Związku Miast Polskich

Generalnie prokurator nie powinien interweniować w sprawach samorządowych. Oczywiście jest kilka wyjątków, np. kiedy samorząd łamie prawo, a śledczy to dostrzeże. Jeśli więc w ustawie o drogach publicznych mówi się jedynie o maksymalnej stawce opłaty za odholowanie pojazdów, to gmina ma prawo przyjąć najwyższą stawkę. Kiedy jednak ustawodawca karze opłatę obliczyć i uzasadnić, to taka kalkulacja musi się pojawić.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL