fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Jeśli musisz, to pracuj zdalnie i nie przynoś grypy do biura

Adobe Stock
Gdy łapie nas przeziębienie, najlepiej byłoby zostać w domu i ewentualnie pracować zdalnie. Niestety, nie każda firma jest na to gotowa – na czym często sama traci.

Gdy jesteśmy obłożnie chorzy, mamy wysoką gorączkę i boli nas całe ciało, nikt nie ma wątpliwości, co robić. Trzeba iść do lekarza i kurować się w łóżku. Sprawa się komplikuje, gdy jesteśmy „tylko" przeziębieni – czujemy się trochę niewyraźnie i mamy np. katar, ale w zasadzie możemy sprawnie funkcjonować.

Praca z łóżka

W takich przypadkach często stajemy przed trudnym wyborem: iść do pracy czy nie. Z jednej strony w biurze czeka na nas niedokończony projekt, zadania, których nikt za nas nie zrobi, a szef czasami krzywo patrzy, że chorobą chcemy się wymigać się od obowiązków. Z drugiej strony – obecność w miejscu pracy niesie ryzyko, że zarazimy innych, a i nasz powrót do zdrowia jeszcze się wydłuży.

Jakie rozwiązanie w takich przypadkach jest najlepsze? – Oczywiście prostych recept nie ma, ale moim zdaniem najlepsza byłaby praca zdalna – mówi Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy. – Rozumiem, że zdarzają się sytuacje, gdy jesteśmy w danej chwili niezastąpieni w pracy i musimy wykonywać obowiązki nawet podczas niedyspozycji. Jednak nasza obecność w biurze może wtedy przynieść firmie więcej strat niż korzyści, gdyż od jednej osoby zarazi się kilku kolegów – wyjaśnia Kubisiak. – Praca zdalna daje nam komfortowe, dobre dla wszystkich wyjście z tej sytuacji – dodaje.

Podobnie uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. – W pracy powinniśmy postępować tak jak w życiu osobistym. Jeśli nie idziemy na spotkanie rodzinne, bo boimy, że nasze przeziębienie przeniesie się na innych, to dlaczego mamy mieć inne podejście do współpracowników, czy nawet współpasażerów komunikacji miejskiej? – pyta retorycznie Mordasewicz.

Wymuszona obecność

Oczywiście nie we wszystkich przypadkach praca zdalna jest możliwa (np. w firmach produkcyjnych, sklepach itp.). Zresztą do takiego rozwiązania podchodzą niekiedy z rezerwą nawet te firmy, które mogłyby je stosować bez większych przeszkód. – Pewną barierą są regulacje prawne – wyjaśnia Kubisiak. Zgodnie z przepisami pracodawca odpowiada za bezpieczeństwo pracownika w czasie jego pracy. Jeśli więc wykonuje on swoje obowiązki w domu, należałoby zadbać, by panowały tam kodeksowe warunki pracy. W praktyce jest to jednak dosyć trudne w realizacji.

Eksperci zgodnie zauważają też, że różne firmy mają różne podejście do niedyspozycji zgłaszanych przez pracowników. Część po prostu wysyła chorych do lekarza, część godzi się na pracę poza biurem, ale zdarzają się też przypadki wymuszania obecności w miejscu zatrudnienia. Wielu z nas zapewne mogło usłyszeć od szefa polecenie typu: „weź aspirynę i nie wygłupiaj się, jesteś potrzebny", albo „znowu jesteś chory, znowu zawalisz robotę".

Postawić na profilaktykę

– Chyba w każdej sytuacji najlepszą radą jest zachowanie zdrowego rozsądku – zauważa Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert Pracodawców RP. – Po drugie zaś, warto trzymać się zasady, że lepiej zapobiegać, niż leczyć – dodaje. Dlatego jej zdaniem pracodawcy coraz chętniej inwestują w opiekę zdrowotną dla swoich pracowników. W większych firmach tego typu świadczenia stają się już standardem, docierają też powoli także do małych i średnich przedsiębiorstw. – Prawidłowa opieka medyczna pozwala na zminimalizowanie skutków absencji dzięki szybszym powrotom pracowników do zdrowia – podkreśla.

– Pracodawcy, chcąc zmniejszyć koszty związane z absencją chorobową, coraz częściej oferują pracownikom benefity, takie jak bezpłatna opieka medyczna, karnety do klubów sportowych czy innych programów promujących zdrowy styl życia i aktywnego spędzania wolnego czasu – dodaje Krzysztof Inglot, prezes agencji pracy Personnel Service. Część firm współfinansuje zaś szczepienia pracowników przeciw grypie, jak przypomina Jeremi Mordasewicz.

– Nie da się zadekretować, by Polacy byli bardziej zdrowi, ale wszyscy możemy zadbać, byśmy mniej chorowali – dodaje ekspert Konfederacji Lewiatan.

>Duże koszty dla firm

W pierwszym półroczu tego roku lekarze wydali w sumie 10,5 mln tzw. L4, obejmujących w sumie 125 mln dni. To ogromne liczby i – co gorsza – w ostatnich latach systematycznie rosną (z małymi wyjątkami). Przyczyniać się do tego może paradoksalnie bardzo dobra koniunktura na rynku pracy (mamy mniejsze obawy, że zwolnienie chorobowe spowoduje wyrzucenie nas z pracy). Dodatkowym czynnikiem jest pogorszenie kondycji zdrowotnej wskutek np. zanieczyszczenia powietrza. Dla pracodawców absencja chorobowa to ogromne koszty. To on płaci pracownikowi przez pierwszych 30 dni jego nieobecności – ZUS wyliczył, że w 2017 r. przedsiębiorstwa kosztowało to 6,2 mld zł. Do tego dochodzą koszty pośrednie, wynikające z opóźnionej lub niewykonanej pracy albo zastępstwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA