fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Męczennicy pracy tracą zdrowie i efektywność

Adobe Stock
Najbardziej produktywni i zadowoleni są pracownicy w krajach, które nie biją rekordów długiego czasu pracy.

Tygodniowy limit dla większości z nas to 49 godzin pracy. I to nie na stałe, bo długie godziny w firmie wiążą się często ze spadkiem efektywności. Potwierdziły to analizy naukowców w USA, gdzie nie brakuje branż, na czele z prawniczą i finansową (głównie z bankowością inwestycyjną), które kusząc wysoką pensją i premią, promują „męczenników pracy" wyrabiających setki bezpłatnych nadgodzin rocznie i poświęcających na pracę noce, weekendy i wakacje.

Tyle że opublikowany przed dwoma laty raport Johna Pencavela, badacza z Uniwersytetu Stanforda, dowodzi, że efektywność pracownika wyraźnie spada przy 50-godzinnym tygodniu pracy, a po przekroczeniu 55 godzin efekt dodatkowego wysiłku jest niemal żaden. W rezultacie przy 70 godzinach tygodniowo wyniki nie są lepsze niż przy 55. A z czasem się pogarszają, bo przemęczenie obniża wydajność. Pracownicy wpadają więc w pętlę – bo muszą pracować więcej, by utrzymać wyniki. Badacze z Perelman School of Medicine na University of Pennsylvania dowiedli, że osoby śpiące nie więcej niż sześć godzin na dobę pracują średnio o 1,5 godziny dłużej niż pozostali.

Wprawdzie krótkie okresy intensywnej pracy, także po godzinach, nie zrujnują nam zdrowia, jednak na dłuższą metę przynoszą więcej szkody niż pożytku. Także dla firm. Przemęczeni pracownicy są zestresowani, są bardziej narażeni na choroby krążenia, otyłość i wypalenie zawodowe.

Jak długo powinniśmy więc pracować? Znany angielski ekonomista John Keynes prognozował w 1930 r., że jego wnuki będą miały 15-godzinny tydzień pracy. Na razie nie widać szans na realizację tej prognozy, choć część ekspertów od zarządzania i pracodawców (głównie technologiczne startupy) twierdzi, że wystarczy pracować sześć godzin dziennie. Tym bardziej że i tak nie da się dłużej działać na pełnych obrotach.

Zwolennicy skrócenia dnia pracy przypominają wyniki badań naukowców analizujących efektywność pracowników umysłowych. Według nich przy ośmiogodzinnym dniu pracy czas w pełni produktywny to co najwyżej cztery godziny – jeśli uwzględnimy nie tylko przerwę na lunch, ale i wyjścia na papierosa, rozmowy przy kawie, zajrzenie na FB, niepotrzebne zebrania, a także mejle i telefony, które często nas rozpraszają (ponowna koncentracja zabiera 10–15 minut).

Alex Soojung-Kim Pang, amerykański badacz i futurysta z Doliny Krzemowej, twierdzi, że większość z nas jest w stanie pracować w pełni produktywnie tylko przez cztery–pięć godzin dziennie, co daje 20–25 godzin w tygodniu.

Czasem mniej znaczy więcej – zaznacza Laura Vanderkam, ekspertka ds. zarządzania, która od lat bada kwestie produktywności. W swojej najnowszej książce „Off the clock" (Po godzinach), w której przedstawiła wyniki analizy trybu pracy 900 osób, zwraca uwagę na ryzyko wpadnięcia w spiralę wiecznej gonitwy i poczucia bycia bardzo zajętym. Największy komfort i poczucie panowania nad czasem mają ludzie pracujący ok. 7,6 godziny dziennie, co daje 38-godzinny dzień pracy. Mniej więcej tyle (38,8 godziny) spędzają w pracy Duńczycy, którzy wraz z Finami (39,1 godziny) są w czołówce rankingów szczęścia.

Zdaniem Laury Vanderkam przeciążenie pracą często jest winą nas samych – wielu osobom brakuje samodyscypliny, by wyznaczyć odpowiednie granice między pracą i domem, a niektórym praca po godzinach czy w weekendy daje też poczucie własnej ważności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA