fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Postępowanie podatkowe

Tarcza antykryzysowa: niektórzy podatnicy VAT nie mogą skorzystać ze wsparcia

Adobe Stock
Podatnicy VAT rozliczający się kwartalnie oraz płacący sobie zaliczki mogą nie skorzystać ze wsparcia antykryzysowego.

Ujawniają się kolejne luki w mechanizmie wsparcia przedsiębiorców w czasie kryzysu wywołanego koronawirusem. Prawdopodobnie wskutek niedopatrzenia urzędników projektujących przepisy tarcz antykryzysowych nie pomyślał o przedsiębiorcach rozliczających się między sobą i z fiskusem inaczej niż w najprostszy sposób.

Jak zauważa Business Centre Club i Krajowa Izba Doradców Podatkowych w liście do wicepremier Jadwigi Emilewicz, pomoc może ominąć podatników VAT rozliczających się kwartalnie oraz przedsiębiorców, którzy płacą sobie zaliczki przed dostawą towaru czy usługi.

Kwartalne wykluczenie

Ustawa gwarantująca subwencje z Polskiego Funduszu Rozwoju (tzw. tarcza 2.0, opublikowana w DzU z 2020 r., poz. 6950) przewiduje, że mogą je otrzymać firmy, których m.in. obroty spadły w związku z epidemią po 1 lutego 2020 r. o co najmniej 25 proc. w dowolnym miesiącu. Do porównania używa się tu wyników z poprzedniego miesiąca lub analogicznego okresu roku ubiegłego. Dla podatników VAT wyniki te mają być mierzone – według informacji na stronie internetowej Ministerstwa Finansów – według deklaracji VAT, pozytywnie zweryfikowanej przez fiskusa.

Takie kryteria nie byłyby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie to, że część przedsiębiorców stosuje kwartalne rozliczenia tego podatku. Składają deklaracje raz na trzy miesiące – według kwartałów roku kalendarzowego. Dlatego kryzys, który ujawnił się w marcu (a zatem i spadek obrotów), może jeszcze nie być widoczny. Ujawni się dopiero w deklaracji za drugi kwartał tego roku, składanej do 25 lipca. Business Centre Club ostrzega w swoim komunikacie, że do tego czasu wiele firm może upaść bez rządowej pomocy.

Zaliczkowe mogą mylić

Kłopot ze wsparciem z PFR mogą mieć też firmy, które od swoich kontrahentów pobierają zaliczki na poczet dostaw towarów czy wykonania usług, często z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Przyjęcie takiej zaliczki powoduje obowiązek wystawienia faktury zaliczkowej i odprowadzenia VAT. W rejestrze tego podatku zaliczka pojawia się zatem w innym momencie niż rzeczywista sprzedaż. Tymczasem datą sprzedaży towarów i usług jest data dostarczenia towaru lub wykonania usługi i według tych dat liczony jest rzeczywisty obrót w przedsiębiorstwie.

W praktyce, jeśli dana firma przyjęła np. w grudniu i styczniu spore zaliczki na poczet usług wykonywanych w marcu i kwietniu, porównanie wyników firmy z deklaracji VAT może dać błędne wrażenie, że spadek obrotów w kryzysie był niewielki.

Krajowa Izba Doradców Podatkowych w piśmie do wicepremier Emilewicz posługuje się liczbowym przykładem. Oto firma, która w lutym miała obrót 700 tys. zł netto, a w marcu 2020 r. tylko 300 tys. zł netto, odnotowuje aż 57-proc. spadek sprzedaży. To upoważniałoby ją do sporej subwencji. Jednak gdy na poczet kontraktów realizowanych w lutym firma przyjęła 200 tys. zł zaliczki netto w grudniu oraz 123 tys. zł zaliczki netto w styczniu, kreuje to duży VAT-owski obrót na przełomie lat 2019 i 2020, kosztem wyniku lutowego. Doradcy podatkowi wyliczyli, że w ten sposób wynik lutowy wynosi zaledwie 450 tys. zł, co oznacza spadek tylko o 33 proc. W takiej sytuacji firma może liczyć na znacznie mniejsze wsparcie niż przy realnym spadku 57 proc.

BCC i samorząd doradców podatkowych apelują do resortu rozwoju, by przepisy poprawić przez zmianę kryteriów wyliczania spadku obrotów. „Opieranie się jedynie na rejestrach VAT może doprowadzić do nieuzasadnionej odmowy przyznania subwencji podmiotowi oraz przyznania temu, który postanowił wykorzystać lukę w tarczy fInansowej" – czytamy w apelu do wicepremier Emilewicz.

Choć resort rozwoju ogólnie zapowiada, że będzie udoskonalał tarcze antykryzysowe, na apel BCC i KIDP na razie nie udzielił odpowiedzi.

prof. Adam Mariański przewodniczący Krajowej Rady Doradców Podatkowych

Pominięcie aspektu rozliczeń kwartalnych VAT i praktyki zaliczkowej w obrocie biznesowym świadczy o złej jakości przepisów tarczy antykryzysowej, mimo dobrych chęci jej twórców. Najwyraźniej zabrakło im wiedzy o niuansach działalności sporej części przedsiębiorców. Może to prowadzić do dyskryminacji wielu firm, które w rezultacie nie będą w stanie spełnić kryteriów pomocy lub stracą prawo do jej części. A przecież w kryzysowych realiach jest ona bardzo szybko potrzebna. Co gorsza, w razie niezadowolenia ze stosownych decyzji Polskiego Funduszu Rozwoju nie będą mogły liczyć na ich sądową kontrolę. Przepisy proceduralne skonstruowano bowiem tak, że odwołania od decyzji PFR może rozpatrywać tylko sam PFR.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA