fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polskie Orły

Uśmiech Kamila, spokój Dawida

Kamil Stoch i Dawid Kubacki, czyli pierwszy raz tej zimy dwóch Polaków na podium
PAP/Grzegorz Momot
Zwycięstwo Kamila Stocha i trzecie miejsce Dawida Kubackiego w niedzielnym konkursie indywidualnym pozwoliły zapomnieć o sobotnim dopiero piątym miejscu drużyny.

Kamil Stoch pięknie wygrał drugi konkurs tej zimy, piąty w Zakopanem, 35. w Pucharze Świata. Dawid Kubacki zajął trzecie miejsce, przedłużając niezwykłą serię obecności na podium do dziewięciu konkursów. Piotr Żyła był ósmy i też dał z siebie więcej, niż przypuszczano po skokach drużynowych.

Dodatek Specjalny Pucharu Świata w Zakopanem - PDF

Dwóch Polaków na podium Pucharu Świata (przedzielił ich Stefan Kraft) – to nie zdarzało się często. Nieczęsto też bywało, żeby niemal cała dramaturgia konkursu zależała od Stocha i Kubackiego.

Pogoda sprzyjała, więc wydarzenia toczyły się dynamicznie – po pierwszej serii prowadzenie objął Kubacki, w pięknym stylu jako jedyny dotarł do granicy 140 m, lądowanie było z telemarkiem, więc sędziowie nie mieli powodów do obniżenia ocen.

Polski lider wyprzedzał o 4,2 pkt Stephana Leyhe, który od kilku dni mocno wspiera lidera PŚ Karla Geigera w budowaniu osiągnięć drużyny niemieckiej. Trzeci był Kamil Stoch, który, pozbawiony obciążeń związanych z przewodzeniem polskim skokom, odzyskał dawną radość rywalizacji, co przełożyło się na dobry wynik. Jeśli dodać niezły skok Piotra Żyły, w sam raz na siódme miejsce, to oczekiwanie kibiców na drugą serię musiało być radosne.

Nie da się ukryć, o słabszych skokach pozostałej dwójki – Aleksandra Zniszczoła i Macieja Kota, którzy nie awansowali do finałowej serii – w takich okolicznościach nie pamiętał nikt. Uwagę widzów na pewno skupiał Geiger – dopiero dziesiąty po pierwszej serii, także Stefan Kraft i Ryoyu Kobayashi, przyczajeni tuż za Stochem.

Skoki, które zadecydowały o końcowym kształcie konkursu, rozpoczęła doskonała druga próba Lindvika. Młody Norweg skoczył 137,5 m i zapewnił sobie awans o pięć miejsc. Chwilę później obudził w sobie lwa Geiger, 136 m oznaczało miejsce tuż przed Lindvikiem. Ryoyu Kobayashi nie porwał publiczności, Żyła trzymał poziom, ale do walki o podium się nie włączył.

Wtedy zaatakował Kraft – Austriak narzekał ostatnio na ból pleców, stąd nieco słabsze wyniki, lecz Zakopane poniosło i jego.

Drugi skok Kamila Stocha wejdzie do kronik – 140 m lotu, w którym do znanej estetyki mistrz dołożył niemal bezbłędne lądowanie i jeszcze uśmiech od ucha do ucha.

Tego uśmiechu nie zgasił Leyhe. Niemiec, choć wciąż solidny, spadł za Stocha i Krafta. Pozostało czekać na Kubackiego. Odbił się potężnie, mały kłopot przyszedł w końcowej fazie lotu, zetknięcie z ziemią przyszło nieco za wcześnie, 133 m dla większości to byłoby dużo, ale dla Polaka oznaczało trzecie miejsce.

– Potrafię się zdenerwować, ale przed drugim skokiem nie byłem spięty. To wbrew pozorom nie był zły skok. Może w trakcie lotu nie byłem odpowiednio nakręcony i warunki miałem gorsze, ale mogłem doświadczyć podium i Mazurka, niczego więcej nie chciałem – mówił Kubacki.

Ta zmiana miejsc może była odrobinę zaskakująca, ale jaka to różnica: Zakopane i tak eksplodowało, Mazurek Dąbrowskiego a capella to było jedno z tych przeżyć, które budują już 40-letnią magię konkursów pod Tatrami. Warto było w tej chwili być na Wielkiej Krokwi.

Puchar Świata w Zakopanem to jest bowiem marka sama w sobie. Chcą i lubią tu przyjeżdżać wszyscy skoczkowie. Są fetowani, pozdrawiani, proszeni o autografy. Zabawa zaczyna się już w piątek, przed kwalifikacjami, kiedy słychać pierwsze dźwięki trąb, jeszcze trochę nieśmiałe, ale stopniowo coraz głośniejsze.

Jeśli ktoś myślał, że rekord Kubackiego (143,5 metra) z zeszłorocznego konkursu drużynowego przetrwa długo, to musiał być zaskoczony. Nowy rekord skoczni w rywalizacji drużynowej ustanowił Japończyk Yukiya Sato, który poszybował aż 147 m i wylądował z telemarkiem. Ten rewelacyjny wynik nie pomógł jednak Japończykom wdrapać się na podium. Słoweńcy może nie byli tak spektakularni, ale skakali bardziej równo.

Najbardziej systematyczni byli Niemcy, którzy z każdym kolejnym skokiem powiększali swoją przewagę. Praca Stefana Horngachera, który w zeszłym sezonie prowadził reprezentację Polski, przynosi efekty.

U Polaków, którzy ostatecznie skończyli rywalizację na piątej pozycji, problem zespołowy widać. Trener Michal Doleżal ma trzech świetnych zawodników, ale brakuje czwartego, który prezentowałby równą formę. Sam przyznawał, że zaryzykował, bo Jakub Wolny w piątek nie przebrnął kwalifikacji.

W sobotę była nie tylko zabawa, ale też wzruszające momenty. Symbolicznie władzę oddał dyrektor FIS ds. skoków Walter Hofer. Na scenie zdjął czerwoną opaskę i nałożył ją następcy, Włochowi Sandro Pertilemu.

Głośny przystanek Zakopane za nami, lecz Puchar Świata nie zwalnia i już za pięć dni każe skoczkom stawić się w Sapporo na kolejne dwa konkursy indywidualne. Czas na Okurayamę, czas na ciąg dalszy, ze spokojem Dawida Kubackiego i uśmiechem Kamila Stocha.

— współpraca Krzysztof Rawa

Powiedzieli

Kamil Stoch - zwycięzca niedzielnego konkursu


To sezon, w którym cały czas czegoś szukam, ale nagrodę dostałem w najlepszym miejscu i czasie. Było coś, czego mi ostatnio brakowało, czyli radość zaraz po wylądowaniu, poczucie przyjemności i świadomość tego, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Od tak dawna się nie cieszyłem. Od pewnego czasu już skaczę równo i dobrze, ale brakowało pieczęci, takiej informacji zwrotnej, w postaci dobrych miejsc. Drużyna? Nie zawsze jest tak, jak by się chciało. Nie chcę nikogo chwalić ani ganić. Dzisiaj każdy z nas zrobił wszystko, co mógł, nikt nie robi na złość kolegom. Drużynę w składzie, który walczył w sobotę – a przecież mamy jeszcze mocnych rezerwowych – stać na więcej. Przyszłość może być dla nas bardzo fajna. Do końca sezonu zostało jeszcze sporo konkursów. Teraz chciałbym skakać z takim nastawieniem i radością, jakie miałem w sobotę i niedzielę.


Michal Doleżal - trener polskiej kadry


To jest najtrudniejszy moment, od kiedy pracuję w Polskim Związku Narciarskim. Trójka skacze dobrze, ale czujemy niedosyt, bo resztę stać na to, żeby punktować. Ta drużyna ma przyszłość. Maciek Kot i Stefan Hula są bardzo dobrze przygotowani. Do tego dochodzą: Klimek Murańka, Olek Zniszczoł, Andrzej Stękała z kadry B. Oni wszyscy umieją skakać, ale tutaj dochodzi kwestia psychiki. Trzeba znaleźć rozwiązanie. Muszę się zastanowić, czy był popełniony jakiś błąd. Z drugiej strony: Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotrek Żyła skaczą dobrze. Nie mamy w tym momencie stabilnego czwartego skoczka. Zaryzykowaliśmy, bo Kuba Wolny w drużynie zawsze lepiej skakał, a u niego błąd do poprawy był najmniejszy. Na pewno dojdzie do zmian w składzie drużyny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA