fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polskie Orły - Mundial w Rosji

Poczet trenerów mundialowych

Paweł Janas
Fotorzepa/Piotr Nowak
Józef Kałuża, Kazimierz Górski, Jacek Gmoch, Antoni Piechniczek, Jerzy Engel i Paweł Janas. Trenerzy, którzy prowadzili biało-czerwonych na mistrzostwach świata.

Józef Kałuża - Kapitan PZPN

Od ubiegłego roku przed stadionem Cracovii stoi pomnik Józefa Kałuży. Rzeźba Czesława Dźwigaja przedstawia postać piłkarza. Tak został zapamiętany. Dwukrotny mistrz Polski z Cracovią, w której grał przez siedem lat. Legenda klubu i Krakowa. W ceremonii odsłonięcia monumentu wziął udział Zbigniew Boniek. Obecność prezesa PZPN nie była czystą kurtuazją, ale też obowiązkiem. Józef Kałuża, i jest to mniej znany rozdział tej kariery, był też odpowiedzialny za reprezentację Polski. To on poprowadził kadrę w jedynym meczu na mistrzostwach świata we Francji 1938 roku.

Ściślej, nie był ani trenerem, ani selekcjonerem reprezentacji, przynajmniej z nazwy. W okresie międzywojennym nie stosowano takiego terminu. Oficjalna funkcja brzmiała kapitan PZPN. Kapitan nominację otrzymywał na związkowym zjeździe, jego głównym obowiązkiem była selekcja piłkarzy do narodowej drużyny. Kałuża pełnił tę rolę ponad siedem lat. Do dziś jest najdłużej pracującym z polską reprezentacją selekcjonerem.

Nadawał się do tej roli ze względu na piłkarską karierę, ale także przygotowanie pedagogiczne. Pracował jako nauczyciel, uczył śpiewu i języka polskiego. Dr Stanisław Mielech, jego kolega z boiska, potem autor książek sportowych, napisał o nim, że to urodzony wódz. Miał charyzmę. Pod jego ręką kadra odniosła największe sukcesy przed erą Górskiego – czwarte miejsce na igrzyskach olimpijskich w Berlinie, awans do mistrzostw świata we Francji w 1938 roku po zwycięstwie w dwumeczu z Jugosławią. Na turnieju Polska stoczyła legendarny mecz w Strasbourgu z Brazylią przegrany po dogrywce 5:6. Francuski dziennik „Le Figaro" pisał, że Polacy urzekli swoją grą. Cztery bramki strzelił Ernest Wilimowski, jedną - pierwszą dla Polski w historii występów na mistrzostwach świata - Fryderyk Scherfke. Kałuża stworzył drużynę, która rok później w ostatnim meczu przed wybuchem wojny pokonała silnych Węgrów 4:2. Pomnik zmarłego w 1944 roku piłkarza i trenera czasami zdobi koszulki Cracovii.

Kazimierz Górski - Sukces prostoty

Trenerem został wybrany 1 grudnia 1970 roku. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że w tym momencie doszło do najbardziej przełomowego wydarzenia w historii polskiej piłki nożnej. Reprezentacja wciąż żyła na uboczu, bez sukcesów, choć całkiem nieźle wiodło się wtedy klubom. W tym roku Górnik Zabrze zagrał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów, Legia odpadła dopiero w półfinale Pucharu Mistrzów. Mieliśmy piłkarzy klasy światowej, ale stworzyć z nich drużynę, która by awansowała do turnieju mistrzowskiego, wydawało się celem nieosiągalnym.

Wśród wielu cech, które pozwoliły pochodzącemu ze Lwowa selekcjonerowi stworzyć zespół, który po 46 latach znów zagrał na mistrzostwach świata, być może najważniejszą była zdolność do kompromisu. Górski potrafił się porozumieć ze wszystkimi – z krnąbrnymi działaczami klubowymi, z ograniczonymi pracownikami związku, z nadąsanymi piłkarzami, z krytycznymi mediami, z mającymi swoje zdanie współpracownikami. Do własnych reguł nakłaniał prostotą, cierpliwością, mądrością. Przekonał kluby o nadrzędnej roli reprezentacji, PZPN do bardziej sprawnego działania, stworzony przez siebie sztab z Jackiem Gmochem i Andrzejem Strejlauem do zaciekłych ale twórczych dyskusji. Kiedy Jan Tomaszewski został zapytany jak zatrzymał Anglię w meczu na Wembley decydującym o awansie na MŚ'74, odpowiedział natychmiast: „To nie ja zatrzymałem Anglię, Anglię zatrzymał Górski".

Intuicja pozwalała mu podejmować właściwe decyzje. Mimo że były to czasy bałaganiarskiego PRL-u potrafił stworzyć reprezentację, w której dbano o każdy detal. Piłkarze mieli tylko grać. Przed mistrzostwami legendarny trener RFN Sepp Herberger polecił hotel w Murrhardt jako idealne miejsce do zamieszkania w czasie turnieju i Górski wybrał tę kameralną rezydencję, w której piłkarze mogli się zregenerować w spokoju.

Już w pierwszym meczu z Argentyną zaskoczył. W obronie wystawił młodego Władysława Żmudę zamiast Mirosława Bulzackiego, Zygmunta Maszczyka w miejsce Lesława Ćmikiewicza, Andrzeja Szarmacha a nie strzelca gola na Wembley Jana Domarskiego. Ta koncepcja ulegająca w trakcie turnieju niewielkim zmianom, sprawdziła się. Polska zajęła trzecie miejsce.

Jacek Gmoch - Nauka w służbie futbolu

Właśnie ukazuje się książka, będąca obszernym wywiadem z następcą Kazimierza Górskiego - Jackiem Gmochem. Tytuł jakże charakterystyczny: „Najlepszy trener na świecie". Gmoch lubił prowokować, zawsze był pewny siebie i nigdy nie czuł się gorszy od poprzednika, ale medalu na mistrzostwach świata nie zdobył.

Z reprezentacją zaczął pracować w 1971 roku. Górski włączył go do sztabu, by rozpracowywał rywali. Gmoch stworzył pierwszy polski bank informacji. Jeździł na mecze przeciwników, robił notatki, nagrywał spostrzeżenia na magnetofon i analizował dosłownie wszystko. Pozwalało mu to nie tylko rozgryźć taktykę rywali, ale też sposób gry poszczególnych piłkarzy. Do piłki nożnej miał podejście naukowe jak na inżyniera z Politechniki Warszawskiej przystało. Wierzył, że wiedza pomoże mu osiągnąć wyniki, może nawet zdobyć mistrzostwo świata. Korzystał z nowinek technicznych, wspierał się teoriami psychologicznymi, analizował taktykę wielkich strategów wojennych i próbował je przełożyć do pracy trenerskiej. W wywiadzie mówił, że trzeba łamać stare przyzwyczajenia. Może to go zgubiło? Bohdan Tomaszewski pisał o „teoretycznej abrakadabrze". A piłka nożna jak mawiał Górski to prosta gra.

W Argentynie zagrała drużyna wyjątkowa. W składzie Polska miała trzech najwybitniejszych piłkarzy w historii – Bońka, Deynę, Lubańskiego. Cztery lata wcześniej było trzecie miejsce, na igrzyskach olimpijskich w Montrealu drugie. Gmoch tuż po nominacji na selekcjonera miał powiedzieć, że reprezentację bierze po to, żeby być mistrzem świata.

Polska wyszła z grupy, ale w drugiej fazie turnieju przegrała z Argentyną i Brazylią, pokonaliśmy Peru. Z medalu nici. Poprowadził kadrę jeszcze w dwóch meczach towarzyskich i został zwolniony. Gmoch nie znalazł wspólnego języka z piłkarzami. Na turnieju kontestowali jego decyzje. Popełniał błędy w selekcji. Miał być piłkarskim Hubertem Wagnerem, pozostał Jackiem Gmochem, świetnym trenerem z własną wizją, który jednak boleśnie starł się z mundialową rzeczywistością.

Antoni Piechniczek - Trener w czasach zarazy

W kadrze zastąpił Ryszarda Kuleszę, którego pogrążyła afera na Okęciu. Złapany na pijaństwie Józef Młynarczyk przed wyjazdem na mecz eliminacji MŚ z Maltą znalazł obrońców w drużynie – Zbigniewa Bońka, Stanisława Terleckiego i Władysława Żmudę. Kulesza uległ piłkarzom, zabrał wszystkich na zgrupowanie, ale tam spotkała ich karząca ręka PZPN. Z Maltą ostatecznie nie zagrali, zostali zdyskwalifikowani, a Kulesza stracił pracę.

Piechniczek miał opinię solidnego trenera ligowego, który dokonywał cudów w Odrze Opole, z którą awansował do europejskich pucharów. Słynął z „żelaznej ręki". Miał wziąć w karby narodową drużynę w eliminacjach do hiszpańskiego mundialu, by podobne sytuacje jak na te na Okęciu już się nie zdarzały. Umiejętność wyegzekwowania dyscypliny i solidny warsztat pozwoliły selekcjonerowi z Chorzowa przetrwać na stanowisku pięć lat. To jedyny z polskich szkoleniowców, który dwa razy awansował z reprezentacją na mistrzostwa świata. W 1982 roku w Hiszpanii powtórzył z nią sukces Kazimierza Górskiego, zajmując trzecie miejsce, cztery lata później w Meksyku odpadł w 1/8 finału z Brazylią. Objął potem jeszcze kadrę w połowie lat 90., ale wtedy jego metody już nie przyniosły efektu.

Kiedy pierwszy raz rozpoczynał pracę z reprezentacją w Polsce trwał karnawał „Solidarności", a przygotowania do hiszpańskiego mundialu Piechniczek musiał prowadzić w czasie stanu wojennego. Reprezentacja nie zagrała wtedy żadnego oficjalnego meczu towarzyskiego, rywalami były tylko drużyny klubowe, a trudności organizacyjne i w życiu codziennym trener kadry napotykał non stop. Pracy mu to nie ułatwiało. Na turnieju w Hiszpanii Piechniczek wycisnął z narodowej drużyny maksimum. Tak jak w 1974 roku punktem wyjścia do dyskusji, czy Polska mogła zagrać w finale mundialu była woda na stadionie we Frankfurcie, tak w 1982 roku była nim żółta kartka dla Bońka w meczu z ZSRR. Obecny prezes PZPN nie mógł zagrać w półfinale z Włochami przegranym 0:2. Przed mundialem w Meksyku Piechniczek zetknął się z nową rzeczywistością. Większość jego najlepszych piłkarzy grała w zagranicznych klubach, w PZPN panował bałagan, kraj był pogrążony w głębokim kryzysie gospodarczym. Wywalczył jednak awans, w turnieju mistrzowskim reprezentacja wyszła z grupy i przegrała w fazie pucharowej z Brazylią 0:4.

Jerzy Engel - Futbol na tak

Po mundialu w Meksyku do kolejnych trzech turniejów nie byli w stanie wprowadzić reprezentacji: Wojciech Łazarek (brak awansu na MŚ w 1990), Andrzej Strejlau (1994), Antoni Piechniczek i Janusz Wójcik (1998).

Jerzy Engel był szefem banku informacji na MŚ w Hiszpanii, nieźle radził sobie w Legii w połowie lat 80., z którą omal nie wyeliminował Interu Mediolan, potem długo pracował bez większych osiągnięć na Cyprze. Powrót do Polski miał jednak spektakularny. To on zbudował drużynę Polonii Warszawa, która w 2000 roku już pod ręką Dariusza Wdowczyka sięgnęła po mistrzostwo Polski. Z „Czarnymi Koszulami" Engel dzieła nie dokończył, bo pracował już z reprezentacją.

Jeszcze w Polonii po pierwszym treningu przygarnął odrzuconego przez Ruch Chorzów i Wisłę Kraków Emmanuela Olisadebe. W pochodzącym w Nigerii napastniku dostrzegł to, czego nie zauważyli inni – szybkość. Po zdobyciu tytułu z Polonią Olisadebe otrzymał polski paszport. W eliminacjach do mistrzostw świata 2002 roku zdobył dziewięć goli. Był główną postacią tej drużyny. Polska po 16-letniej przerwie awansowała na mundial, grając efektownie i skutecznie. Trener mówił o „futbolu na tak".

Nie zdołał jednak swoich umiejętności trenera i selekcjonera zademonstrować tuż przed i podczas turnieju w Korei i Japonii. Kontrowersje budziły nominacje do kadry, kręcenie reklam w czasie, który można byłoby poświęcić na obserwacje i konsultacje. Polska odpadła już po dwóch pierwszych meczach grupowych z Koreą i Portugalią, wygrała honorowo na pożegnanie z USA. Kibicom żal było niewykorzystanej szansy.

Paweł Janas - Na mistrzostwach jako piłkarz i trener

Janasa wybrał na szkoleniowca kadry Michał Listkiewicz. Jednym z argumentów był podobno fakt, że nie targował się o pieniądze. Ale istniały też bardziej merytoryczne powody. To trener, który był asystentem Janusza Wójcika w drużynie, która sięgnęła po srebrny medal igrzysk w Barcelonie. W 1995 roku awansował z Legią do Ligi Mistrzów i pomyślnie przebrnął przez fazę grupową. Niewiele brakowało, by wywalczył awans z młodzieżówką na igrzyska olimpijskie w Sydney.

Pracował z kadrą przez cztery lata. Nie zdołał przebrnąć przez kwalifikacje do mistrzostw Europy 2004 roku, ale nie stracił pracy i odwdzięczył się drugim miejscem w grupie eliminacyjnej na mundial w Niemczech. Wyprzedzili nas wtedy tylko o jeden punkt Anglicy. Janas zaszokował powołaniami na mistrzostwa. W kadrze zabrakło miejsca dla Jerzego Dudka (wówczas rezerwowy Liverpoolu) i Tomasza Frankowskiego. Tymi decyzjami narobił sobie wrogów, popsuła się atmosfera wokół narodowej drużyny. Oliwy do ognia dolewał rozgoryczony Dudek na każdym kroku krytykujący selekcjonera. Najlepszym polskim piłkarzem turnieju był Artur Boruc, objawieniem Ireneusz Jeleń. W grupie Polska przegrała na inaugurację z Ekwadorem co wywołało szok i z Niemcami, ale po walce. Zwycięstwo z Kostaryką nic nie dało. Polska znów nie wyszła z grupy, a selekcjoner został zwolniony.

Janas był pierwszym z trenerów reprezentacji Polski, który zagrał na mistrzostwach świata (w 1982 roku w Hiszpanii) i później poprowadził kadrę biało-czerwonych na mundialu. Kolejnym będzie Adam Nawałka.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA