fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polskie Orły - Mundial w Rosji

Od Madejskiego do Boruca, czyli polska bramka na mundialach

Artur Boruc
Fotorzepa/Piotr Nowak
W 31 meczach mistrzostw świata wystąpiło siedmiu polskich bramkarzy. Najwięcej – po 11 spotkań – rozegrali Jan Tomaszewski i Józef Młynarczyk.

EDWARD MADEJSKI – 12 meczów w reprezentacji

Bronił tylko w jednym, ale za to historycznym meczu dla Polski: z Brazylią w 1/8 finału mundialu 1938. To był debiut reprezentacji w turnieju. Polacy walczyli dzielnie, przegrali dopiero po dogrywce (5:6), ale musieli wracać do domu.

Madejski w latach 1936 – 1938 wystąpił w sumie w 12 spotkaniach kadry, puścił 33 gole. Przez większość kariery bronił w krakowskich klubach: Juvenii i Wiśle. Krótko przed wybuchem II wojny światowej przeniósł się do Garbarni, a potem do Zaolzia Trzyniec.

W czasie okupacji organizował rozgrywki konspiracyjne, będące przykrywką dla działalności podziemnej. W 1943 roku wpadł w ręce gestapowców i na trzy miesiące trafił do celi śmierci w Stanisławowie. W trakcie transportu do więzienia Montelupich zdołał uciec i schronić się w Limanowej.

Po wojnie nie porzucił futbolu, reaktywował Polonię Bytom, w której bronił jeszcze przez cztery lata. Następnie wrócił do Krakowa, gdzie w 1954 roku zdobył dyplom inżyniera na Akademii Górniczo-Hutniczej. W 1956 roku skazano go za szpiegostwo. Spędził trzy lata w komunistycznym więzieniu. Został publicznie oczyszczony z zarzutów i zrehabilitowany, ale schorowany i samotny żył w zapomnieniu.

„Nie czułem bólu, gdy po „wyzwoleniu” więziono mnie za to, że pragnąłem być patriotą. Zapominam o goryczy, że ponad pół wieku fałszowano historię, a to przecież jest i moje życie” – pisał w przedmowie do „Encyklopedii piłkarskiej Fuji – Biało-czerwoni”. Doczekał wolnej Polski. Zmarł w 1996 roku, w wieku 81 lat. Spoczął na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

JAN TOMASZEWSKI – 63 mecze w reprezentacji

Na zawsze pozostanie człowiekiem, który zatrzymał Anglię. Zakończony remisem mecz na Wembley okazał się przepustką do wielkich sukcesów. Polacy pierwszy raz po wojnie zakwalifikowali się na mundial, a Tomaszewski był jednym z liderów drużyny, która w 1974 roku na boiskach w RFN stanęła na podium.

Zagrał we wszystkich siedmiu spotkaniach: z Argentyną (3:2), Haiti (7:0), Włochami (2:1), Szwecją (1:0), Jugosławią (2:1), RFN (0:1) i Brazylią (1:0). Jako pierwszy w historii obronił na jednych MŚ dwa rzuty karne, w tym strzał Uliego Hoenessa w półfinale. Ta interwencja mogła dać Polsce awans do finału. Mecz we Frankfurcie rozgrywany był jednak w fatalnych warunkach, piłka grzęzła w kałużach, gospodarze wygrali dzięki trafieniu Gerda Muellera, a później sięgnęli po trofeum. Polakom pozostała walka o trzecie miejsce, pokonali Brazylię, a Pele nazwał Tomaszewskiego najlepszym bramkarzem świata.

Dwa lata później zdobył olimpijskie srebro na igrzyskach w Montrealu. Tam też wystąpił we wszystkich meczach. U Kazimierza Górskiego miał niepodważalną pozycję. Miejsce w bramce stracił dopiero w trakcie mundialu w Argentynie. Po czterech pierwszych spotkaniach – z RFN (0:0), Tunezją (1:0), Meksykiem (3:1) i Argentyną (0:2) – Jacek Gmoch posadził go na ławce. Do reprezentacji wrócił w 1981 roku, na dwa mecze. Ostatni występ zaliczył w rozgrywanym w Łodzi sparingu z Hiszpanią (2:3).

Sukcesy z kadrą osiągał jako zawodnik ŁKS Łódź. Po MŚ w Argentynie wyjechał najpierw do Belgii (Beerschot), a następnie do Hiszpanii (Hercules Alicante). Skończył studia trenerskie na warszawskiej AWF. Próbował swoich sił jako szkoleniowiec łódzkich zespołów (ŁKS, Widzew, Orzeł) oraz trener bramkarzy w kadrze Andrzeja Strejlaua (1989-1990). Pracował jako specjalista ds. marketingu, był doradcą prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki Jacka Dębskiego. Publikował felietony, występował jako ekspert telewizyjny i w ostrych słowach wypowiadał się o działalności PZPN.

Już jako piłkarz interesował się życiem politycznym. W 1982 roku wstąpił do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, popierając wprowadzenie stanu wojennego. Podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku wspierał kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego. Rok później zdobył mandat poselski z list PiS, ale jeszcze przed kolejnymi wyborami rzucił się w drugi róg sceny politycznej, przechodząc do klubu parlamentarnego PO. Nie uzyskał jednak poselskiej reelekcji.              

ZYGMUNT KUKLA – 20 meczów w reprezentacji

Koledzy z boiska mówili o nim bohater drugiego planu. Do polskiej bramki wszedł na dobre po przegranym meczu z gospodarzami na mundialu w Argentynie. Bronił w spotkaniach z Peru (1:0) i Brazylią (1:3). U Ryszarda Kuleszy stał się podstawowym bramkarzem. Pokaz swoich umiejętności dał zwłaszcza w meczu z Holendrami w eliminacjach Euro 1980. Polacy zremisowali z wicemistrzami świata w Amsterdamie 1:1, ale do finałów nie awansowali.

Przez niemal całą karierę związany ze Stalą Mielec. W sierpniu 1981 roku wyjechał do Grecji, by grać w Apollonie Ateny. Miał wrócić w grudniu, ale z powodu wprowadzenia stanu wojennego pozostał w klubie jeszcze przez dwa lata. Po powrocie do kraju odrzucił propozycję pracy jako trener Stali i zatrudnił się w fabryce WSK Mielec. W 1986 roku uległ ciężkiemu wypadkowi, wózek widłowy zmiażdżył mu nogę, groziła mu amputacja. Po długiej rehabilitacji doszedł do sprawności, ale w latach 90. zachorował na raka gardła. Wygrał tę walkę, ale potem zmagał się z kolejnymi chorobami. W marcu 2016 roku doznał udaru mózgu, zmarł dwa miesiące później. Miał 68 lat.

JÓZEF MŁYNARCZYK – 42 mecze w reprezentacji

Początkowo był zmiennikiem Kukli. Po aferze na Okęciu i zwolnieniu Kuleszy ze stanowiska selekcjonera został bramkarzem numer jeden u Antoniego Piechniczka. Na mundialu w Hiszpanii bronił we wszystkich meczach. Cztery z pięciu pierwszych spotkań – z Włochami (0:0), Kamerunem (0:0), Belgią (3:0) i ZSRR (0:0) – kończył z czystym kontem . Jedynego gola wbili mu Peruwiańczycy (5:1). Niestety później Polacy przegrali z Włochami (0:2) i tak jak w 1974 roku pozostała im rywalizacja o trzecie miejsce. Pokonali w niej 3:2 Francuzów.

Na kolejnych mistrzostwach w Meksyku drużynie Piechniczka nie udało się już sięgnąć po medal. W dwóch pierwszych meczach – z Marokiem (0:0) i Portugalią (1:0) – Młynarczyk ponownie nie puścił bramki, ale potem Polacy doznali bolesnych porażek z Anglią (0:3) oraz Brazylią (0:4) i musieli pakować walizki. To było też pożegnanie Młynarczyka z kadrą. Sukcesy osiągał również w piłce klubowej. Z Widzewem dotarł do półfinału Pucharu Mistrzów (1983), a cztery lata później wywalczył to trofeum z Porto – jako drugi Polak po Zbigniewie Bońku. Zdobył także Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny.

Po zakończeniu kariery zajął się szkoleniem bramkarzy. Był asystentem u selekcjonerów Andrzeja Strejlaua i Jerzego Engela, Piechniczkowi pomagał przy reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Pracował w Porto oraz Orlenie Płock, Amice Wronki, Widzewie Łódź i Lechu Poznań. W ostatnich latach trenował bramkarzy w młodzieżowych reprezentacjach Polski.

JERZY DUDEK – 60 meczów w reprezentacji

Jeden z bohaterów eliminacji mundialu w Korei i Japonii. Zagrał we wszystkich dziesięciu meczach, tylko wyjazdowe spotkanie z Norwegią (3:2) zaczął na ławce. Przyłożył rękę do pierwszego od 16 lat awansu Polski na mistrzostwa świata. Dobrych wspomnień z Korei jednak nie przywiózł, w meczach z gospodarzami (0:2) i Portugalią (0:4) sześć razy wyciągał piłkę z bramki, a zwycięstwo nad Amerykanami (3:1) obejrzał z ławki.

Debiutował u Janusza Wójcika, ale pierwszoplanową postacią stał się u Jerzego Engela. Długo cieszył się również zaufaniem Pawła Janasa, dopiero pod koniec eliminacji mundialu w Niemczech stracił miejsce w bramce ze względu na brak regularnej gry w Liverpoolu. Nie pojechał też na sam turniej, co wzbudziło ogromne emocje w środowisku i spotkało się z niezadowoleniem kibiców.

Przypomniał sobie o nim Leo Beenhakker, ale po dwóch słabych występach – z Danią (0:2) towarzysko i z Finlandią (1:3) na starcie kwalifikacji Euro 2008 – Dudek zniknął z kadry aż na trzy lata. Wrócił na dwa ostatnie mecze nieudanych eliminacji MŚ 2010, gdy drużynę przejął Stefan Majewski. Zagrał ze Słowacją przy pustych trybunach Stadionu Śląskiego. Polacy przegrali 0:1 po samobójczym golu Seweryna Gancarczyka, wyprzedzając w tabeli tylko San Marino.

Gdy Zbigniew Boniek został prezesem PZPN, uznał, że tak zasłużonemu piłkarzowi – zwycięzcy Ligi Mistrzów z Liverpoolem (2005), który karierę kończył w Realu – należy się godniejsze pożegnanie i w 2013 roku zorganizował w Krakowie mecz towarzyski z Liechtensteinem (2:0). Dudek wyprowadził zespół jako kapitan, zaliczył 60. występ w kadrze, dzięki czemu dołączył do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Przy okazji stał się najstarszym zawodnikiem, który zagrał w drużynie narodowej (40 lat i 73 dni).

RADOSŁAW MAJDAN – 7 meczów w reprezentacji

To on zastąpił Jerzego Dudka w ostatnim spotkaniu na mundialu w Korei. Polacy pokonali Amerykanów 3:1, ale reprezentacyjna kariera Majdana nie nabrała rozpędu. Trwała zaledwie dwa lata.

Sześć z siedmiu meczów, w których zagrał, miało charakter towarzyski. Wychowanek Pogoni Szczecin karierę kończył w Polonii Warszawa, tam też próbował swoich sił jako dyrektor sportowy, kierownik drużyny, rzecznik prasowy i trener bramkarzy. Dziś, w przerwach między udziałem w kolejnych programach rozrywkowych, występuje jako ekspert i komentator.      

ARTUR BORUC – 65 meczów w reprezentacji

Rekordzista pod względem liczby występów w polskiej bramce. Grał u pięciu selekcjonerów: Janasa, Beenhakkera, Franciszka Smudy, Waldemara Fornalika i Adama Nawałki. Ulubieniec kibiców – nie tylko Legii Warszawa i Celtiku Glasgow.

Do reprezentacyjnej bramki wskoczył pod koniec eliminacji mundialu 2006. Na turnieju w Niemczech był jednym z nielicznych polskich piłkarzy, którzy mogli wrócić do kraju z podniesioną głową. Bronił we wszystkich trzech meczach: z Ekwadorem (0:2), Niemcami (0:1) i Kostaryką (2:1). Pochwały zebrał zwłaszcza za spotkanie z gospodarzami.

Błyszczał także na Euro 2008. – Był jedynym zawodnikiem klasy światowej w naszej drużynie – opowiadał Boniek. Ale już kilka miesięcy później Boruc został zawieszony w prawach reprezentanta za picie alkoholu po przegranym meczu towarzyskim z Ukrainą (0:1) we Lwowie. Z kadry wyrzucał go również Smuda po tym, jak Boruc razem z Michałem Żewłakowem mieli zachowywać się arogancko wobec obsługi samolotu po spożyciu wina. Zdaniem Gordona Strachana właśnie ten brak dyscypliny przeszkodził Borucowi w zrobieniu większej kariery. – Artur miał prawie wszystko, by być najlepszym bramkarzem na świecie. Ale myślał, że futbol i impreza idą w parze – mówi były trener Celtiku.

Na Euro 2016 pojechał jako rezerwowy. W listopadzie ubiegłego roku pożegnał się z reprezentacją. Na Stadionie Narodowym Polska zremisowała z Urugwajem (0:0), a Boruc pełnił rolę kapitana. Tuż przed przerwą zszedł z boiska żegnany owacją na stojąco. – Moja przygoda z kadrą była trochę rollercoasterem. Ale cieszę się z tego, co osiągnąłem. Niczego nie żałuję. Mimo wszystko... – zapewnia.

W tym sezonie nie zagrał ani minuty w Premier League. Jego kontrakt z Bournemouth obowiązuje do końca czerwca.

Warto wspomnieć też o tych, którzy pojechali na mundial, ale nie zagrali w ani jednym meczu. Lista jest długa, są na niej: Walter Brom (1938), Andrzej Fischer (1974), Zygmunt Kalinowski (1974), Zdzisław Kostrzewa (1978), Piotr Mowlik (1982), Jacek Kazimierski (1982, 1986), Józef Wandzik (1986), Adam Matysek (2002), Tomasz Kuszczak (2006), Łukasz Fabiański (2006).

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA