fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Plan Chrzanowskiego od kulis

Wszystko wskazuje na to, że Chrzanowski chciał „upiec własną pieczeń” i nowatorskim rozwiązaniem, nad którym trwały prace, podeprzeć ofertę korupcyjną dla Czarneckiego
AFP
Szef KNF forsował wypuszczenie nieznanych w Polsce obligacji hybrydowych, by „popchnąć bank".

Z nagranej w marcu 2018 r. rozmowy wynika, że ówczesny szef KNF Marek Chrzanowski miał inny plan pomocy bankom Leszka Czarneckiego niż Zdzisław Sokal (członek KNF z ramienia prezydenta, który chciał, wedle Chrzanowskiego doprowadzić do przejęcia banku za złotówkę). Alternatywą, którą Chrzanowski mamił biznesmena, mogły być obligacje hybrydowe – korzystne dla banków, ale kontrowersyjne i w polskim prawie niewystępujące.

Podczas rozmowy w cztery oczy (Czarneckiego z Chrzanowskim) szef KNF deklaruje przychylność wobec planów restrukturyzacji banków biznesmena. Wypowiada znamienne zdanie: „Rozmawiam z panem szczerze. Też widzę, gdzieś są jakieś synergie. Bank można popchnąć" – mówi Chrzanowski. I dodaje, że chodzi o korzystny dla banków projekt tzw. obligacji zamiennych, Chrzanowski mówi, że jest „za", ale – jak mówi – przeciwko sobie ma Ministerstwo Finansów.

Plan ratowania banków

„Mamy jeden techniczny problem, który teraz się pojawił, ten problem jest taki, że tych instrumentów, czyli tych obligacji zamiennych, oficjalnie w polskim prawie nie mamy – mówi szef KNF. I dalej mówi o obawach, że Ministerstwo Finansów może zarzucić KNF, że chce zaakceptować dokument, „w którym są instrumenty niedopuszczalne w polskim prawie".

„W tej chwili czekamy na opinię departamentu prawnego (...), która mam nadzieję, że będzie pozytywna" – mówi Chrzanowski w nagranej rozmowie.

Wiele wskazuje na to, że plan ratowania banków, o którym mówi Chrzanowski, ma warunki, by się ziścić. W Komisji Nadzoru Finansowego od stycznia 2017 r. pracuje wybitny ekspert od takich nieobecnych w polskich realiach instrumentów finansowych – dr hab. Kamil Liberadzki, radca prawny (prywatnie syn byłego ministra transportu Bogusława Liberadzkiego, dziś wiceszefa Parlamentu Europejskiego), który przeciera szlaki, badając tego typu instrumenty finansowe. Napisał o tym m.in. habilitację. „Obligacje CoCos są najnowszym typem hybrydowego papieru wartościowego. Emitowane są przez banki oraz ubezpieczycieli" – pisze w autoreferacie habilitacyjnym dr Liberadzki. Jak wylicza, do 2016 r. na rynkach w Europie znalazło się ich na kwotę 100 mld euro. Ale nie w Polsce. Hybrydy wywołują kontrowersje – są nie tylko najdroższymi źródłami kapitału, ale także mogą wpędzić w kłopoty inwestorów z rynku.

W marcu 2017 r. „Puls Biznesu" podaje, że Ministerstwo Finansów pracuje nad wprowadzeniem „kokosowych" obligacji.

Pomoc bankowi

Liberadzki, jak sam przyznaje w ogólnie dostępnych materiałach, ma w tym duży udział. W autoreferacie habilitacyjnym pisze, że jest ekspertem Komisji Finansów Publicznych, i podaje: „obecnie trwają prace legislacyjne nad wprowadzeniem instrumentów AT1 CoCos do prawa polskiego, co wymaga zmiany m.in. prawa bankowego, ustawy o obligacjach i prawa upadłościowego". To on wypracował koncepcję wprowadzenia CoCos do prawa polskiego. „Obecnie, pracując w departamencie bankowości komercyjnej KNF, współtworzyłem koncepcje wprowadzenia AT1 CoCos do polskich regulacji" – wskazuje dr Liberadzki w jednym z artykułów.

Kamil Liberadzki w KNF ma mocną pozycję – dziś jest wicedyrektorem Departamentu Regulacji, Analiz i Współpracy z Zagranicą w KNF.

Cocobonds – obligacje, które mogą być zamienione na akcje lub umorzone i mogą być zaliczane do kapitału dodatkowego (tzw. AT1) – miała wprowadzić nowelizacja ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym (BFG), systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji. Jeszcze w 2017 r. Ministerstwo Finansów przyznawało, że prowadzi prace legislacyjne nad wprowadzeniem takiego instrumentu do naszego prawa. Wygląda więc na to, że Chrzanowski nie obiecywał Czarneckiemu gruszek na wierzbie, ale mówił o realnym rozwiązaniu, które pomogłoby bankowi wybrnąć z kłopotów.

Możliwa jest więc taka wersja wydarzeń: Bank biznesmena emituje tzw. warunkowe obligacje zamienne na akcje (tzw. Cocos - ang.). Dzięki temu pozyskuje pieniądze z rynku, podwyższając warunkowo swój kapitał, i pozbywając się – przynajmniej na jakiś czas - problemów. Klienci (zapewne duże instytucje finansowe) kupując takie obligacje, zarabiają na nich dzięki otrzymywanym odsetkom. W przypadku spełnienia określonych warunków (na przykład przekroczenia przez współczynniki wypłacalności banku określonego poziomu) dochodzi do zamiany obligacji na akcje, a właściciele obligacji z automatu stają się akcjonariuszami.

Ale nawet gdyby rząd dopuścił hybrydy w Polsce, na przeprowadzenie takiej operacji przez bank potrzebna byłaby zgoda KNF. – Czarnecki musiał podwyższyć kapitał banku, więc składający ofertę „popchnięcia banku" mógł sądzić, że biznesmen ją przyjmie – ocenia wysokiej klasy specjalista od rynków kapitałowych.

Wszystko wskazuje na to, że Chrzanowski chciał „upiec własną pieczeń" i nowatorskim rozwiązaniem, nad którym trwały prace, podeprzeć ofertę korupcyjną dla Czarneckiego. A przy tym chciał się wspomóc się wybitnym specjalistą. – Liberadzki nie miał absolutnie nic wspólnego z propozycją Chrzanowskiego – twierdzą nasze źródła.

Ostatecznie szef KNF celu nie osiągnął – nowelizacja ustawy o BFG, która pod koniec września 2018 r. trafiła do Sejmu, nie wprowadza obligacji „kokosowych".

Rzecznik KNF Jacek Barszczewski dziś nam mówi, że „możliwość emisji Cocobonds przez banki i zaliczenia do kapitałów AT1 przewiduje rozporządzenie unijne CRR. Są one wykorzystywane przez banki w krajach Europy Zachodniej". Dlaczego nie w Polsce? „Żeby można było emitować te papiery na prawie polskim i nadać im cechy odpowiednie do zaliczenia do kapitałów AT1 banków, podjęto w Polsce działania nad dostosowaniem odpowiednich ustaw" – dodaje Barszczewski. Jak zaznacza, KNF nie tworzy prawa, ale je opiniuje. Jakie było stanowisko Departamentu Prawnego UKNF, o którym mówi Chrzanowski? – Sprowadzało się do konstatacji faktu, który stwierdza obowiązujące w Polsce prawo – podkreśla Barszczewski. Jak dodaje, ani kodeks spółek handlowych, ani ustawa o obligacjach nie dopuszcza emisji instrumentów typu CoCos, np. zapis na akcje dokonany pod warunkiem lub z zastrzeżeniem terminu jest nieważny (mówi kodeks spółek handlowych). Plan Chrzanowskiego miał polepszyć sytuację finansową w bankach Czarneckiego i jeśli wierzyć bankierowi, szef KNF chciał za to 1 proc. skapitalizowanej wartości banku Czarneckiego, a więc ok. 40 mln zł (tak twierdzi Czarnecki). Czarnecki oferty nie przyjął.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA