fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

US Army wraca do Europy

Barack Obama w amerykańskiej bazie Ramstein w Niemczech z dowódcami lotnictwa USA w Europie
AFP/Saul Loeb
Pierwszy raz od upadku komunizmu Pentagon chce przerzucić przez Atlantyk dodatkowe brygady. Część wojska mogłaby trafić do Polski. Ale decyzja należy do Obamy.

To odpowiedź na rosnące zagrożenie ze strony Kremla.

– Amerykańscy wojskowi otrzymali zadanie wprowadzenia w życie planu gotowości na wypadek zagrożenia wschodniej flanki NATO ze strony Rosji. I szybko stwierdzili, że siły amerykańskie w Europie są na to zbyt słabe, jest ich zbyt mało – mówi „Rz" odchodzący szef MON Tomasz Siemoniak. – W tym kontekście w maju ustaliłem z sekretarzem obrony Ashtonem Carterem konieczność rozlokowania ciężkiego uzbrojenia dla jednej brygady w Polsce i republikach bałtyckich. Ale generał Philip Breedlove (głównodowodzący sił NATO na naszym kontynencie – red.) uważa, że dla zapewnienia bezpieczeństwa Europy Amerykanie muszą zrobić więcej. Konieczny jest jego zdaniem powrót na nasz kontynent kilku brygad z uwagi na rosnące możliwości bojowe Rosji i agresywną politykę Kremla.

W szczycie zimnej wojny, w 1985 r., USA miały w Europie 320 tys. żołnierzy. Ale od tego czasu ta liczba systematycznie spada. Waszyngton nie tylko uznał, że zagrożenie ze strony Rosji zniknęło, ale zaangażował się mocno w wojny w Iraku i Afganistanie, a także uznał, że Azja jest ważniejsza dla USA od Europy. Efekt: dziś na naszym kontynencie stacjonuje zaledwie 60 tys. amerykańskich żołnierze, najmniej od 1945 r.

To może jednak szybko się zmienić. Pentagon chce wystąpić z formalnym wnioskiem do Białego Domu o wysłanie do Europy znaczących dodatkowych wojsk. Decyzję, czy tak się stanie, Barack Obama miałby podjąć „w ciągu kilku miesięcy" – zapowiada gen. Breedlove w „Wall Street Journal". A więc jeszcze przed lipcowym szczytem NATO w Warszawie.

– Szczyt NATO w Warszawie okaże się ostatnim dla Baracka Obamy. Od jego wyników będzie zależało, czy prezydent przejdzie do historii jako przywódca, który przywrócił kluczowe znaczenie Ameryki w Europie nie tylko zresztą przez zaangażowanie wojskowe, ale także zawarcie transatlantyckiej umowy o handlu i inwestycji (TTIP). Mówimy o szczycie rozstrzygającym, któremu bardzo uważnie będzie się przyglądała Rosja – podkreśla Siemoniak.

Na razie Biały Dom prowadzi politykę dwutorową. Z jednej strony Departament Stanu podkreśla konieczność współpracy politycznej z Rosją, w tym w sprawie pokoju w Syrii i strategii wobec Iranu. Ale z drugiej strony Obama zezwolił Pentagonowi na podjęcie przygotowań do odparcia ewentualnej rosyjskiej agresji w Europie. To w ramach tej strategii Departament Obrony podjął decyzję o rozmieszczeniu ciężkiego uzbrojenia dla brygady w Polsce i krajach bałtyckich. Szef sztabu generalnego armii lądowej Mark Milley zapowiedział zaś zmianę przebiegu ćwiczeń amerykańskich wojsk tak, aby były lepiej przygotowane do odparcia wojny „hybrydowej" z Rosją. Pentagon obawia się jednak, że w razie konfliktu bardzo trudno będzie przerzucić amerykańskie wojska nasz kontynent.

– Rosyjska marynarka nie będzie się przyglądać bezczynnie, jak wzmacniamy nasze wojska w Europie. Przez dwie dekady nie przyszło nam do głowy, że będziemy musieli walczyć o utrzymanie kontroli nad Atlantykiem – przyznaje gen. Breedlove.

Czy w razie pozytywnej decyzji ze strony prezydenta część amerykańskich wojsk może trafić do Polski?

– Na razie miejscem stacjonowania tych dodatkowych brygad byłyby zapewne Niemcy. To jest jednak naturalne zaplecze dla bezpieczeństwa Polski. Ale w przyszłości rolą nowego rządu, prezydenta będzie przekonanie Amerykanów, aby część z tych dodatkowych jednostek rozlokować bezpośrednio w Polsce – przekonuje Tomasz Siemoniak.

Z naszych informacji wynika, że Pentagon przed lipcowym szczytem nie chce narażać się takim sojusznikom, jak Niemcy i Francja, dla których zwiększenie stałych sił w Polsce byłoby złamaniem aktu stanowiącego Rosja–NATO z 1997 r. i prowokacją wobec Putina. Ale gdy Obama raz się zgodzi na przerzut poważnych dodatkowych sił do Europy, przekonanie go, aby część z tych sił stacjonowała w Polsce, byłoby całkiem prawdopodobne.

– Pewne elementy brygady amerykańskiej, w tym jej dowództwo w Ciechanowie, będzie już zresztą wkrótce znajdować się w naszym kraju. Logicznym miejscem zwiększenia obecności wojsk USA jest pięć lokalizacji, jakie wskazaliśmy w rozmowach z Pentagonem. To miejsca o wielkim potencjale – mówi Tomasz Siemoniak. – Rotacyjny charakter obecności amerykańskich wojsk w Polsce nie wynika z zobowiązań podjętych przez Waszyngton w akcie Rosja–NATO, ale jest wynikiem pragmatycznego podejścia Pentagonu, który chce zachować wolną rękę w rozmieszczaniu swoich sił na świecie.

Do tej pory Amerykanie rozwijali swoją ograniczoną, rotacyjną obecność w naszym kraju wyłącznie w zachodniej Polsce. Wybór Ciechanowa jest wyjątkiem. I sygnałem, że nowe dowództwo brygady obejmie swoim zasięgiem także kraje bałtyckie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA