fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Chiny zbliżają się do Tajwanu

Dwie trzecie mieszkańców Tajwanu obawia się zjednoczenia z Chinami, szczególnie młodzież. Na zdjęciu akcja protestacyjna przeciwko spotkaniu przywódców Chin i Tajwanu w Singapurze
PAP/EPA
Historyczne spotkanie przywódców Chin i Tajwanu nie będzie początkiem negocjacji zjednoczeniowych.

Najbliższa sobota przejdzie w relacjach chińsko-tajwańskich do historii. Tego dnia w Singapurze spotkają się przywódcy krajów, które dzieli nie tylko Cieśnina Tajwańska, ale i wiele dziesięcioleci wrogości.

Gdy prezydenci Xi Jinping oraz Ma Ying-jeou spotkają się w Singapurze, nie będą wobec siebie używać oficjalnych tytułów.

Jak zapewnia agencja Sinhua, używać będą określenia „pan". Chodzi o zachowanie egalitarnego charakteru wizyty.

Nikt nie spodziewa się wielkich decyzji czy uzgodnień.

Jednak wiadomość o spotkaniu jest polityczną sensacją. Na takim szczeblu spotkania nie było od powstania na Tajwanie Republiki Chińskiej. Od tego czasu Pekin uznaje Tajwan za część Chin, czyli Chińskiej Republiki Ludowej

Manewr wyborczy

Przy tym w Tajpej od dziesięcioleci panuje lęk przed Chinami, które mogą w końcu zdecydować się na przyłączenie siłą wyspy do Chin. Byłby to koniec niezależności, która stała się faktem, w chwili gdy Czang Kaj-szek znalazł schronienie na wyspie po przegranej wojnie domowej z komunistami Mao Zedonga na kontynencie.

Komentatorzy zastanawiają się, czy spotkanie w Singapurze może prowadzić do trwałego przełomu w relacjach między Tajwanem i Chinami.

Przeważa pogląd, że nie taki jest w ogóle zasadniczy cel spotkania. Ma bezpośredni związek z wyznaczonymi na styczeń przyszłego roku wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi na Tajwanie. Rzecz w tym, że rządząca od prawie ośmiu lat Tajwanem Chińska Partia Narodowa (Kuomintang, KMT) stara się odzyskać utracony grunt. Niewypałem okazał się wybór kandydatki na prezydenta Hung Hsiu-ch'uan znanej z ostrych i często nieprzemyślanych wypowiedzi. Została niedawno zastąpiona przez przewodniczącego Kuomitangu Erica Chu, ale i on ma o połowę słabsze notowania niż Tsai Ing-wen, kandydatka Demokratycznej Partii Postępu (DPP), konkurencyjnego ugrupowania.

Nie kryje ona irytacji z powodu zapowiedzianego spotkania w Singapurze. – Obywatele zostali podobnie jak ja zaskoczeni informacją o spotkaniu na szczycie. Ma ono bez wątpienia wielkie znaczenie i jest w interesie Tajwanu. Ale powiadomienie obywateli w tak chaotyczny i nagły sposób jest szkodliwe dla naszej kultury politycznej – twierdzi pani Tsai Ing-wen, licząc na to, że obywatelom nie spodoba się zbliżenie z Chinami.

Nadal w badaniach opinii publicznej na pytanie, czy jesteś za pokojowym zjednoczeniem z Chinami, dwie trzecie obywateli odpowiada negatywnie. Jednak to Chiny zdecydowanie wyprzedziły w ostatnich latach Japonię w roli najbardziej pożądanego partnera gospodarczego. Właśnie za rządów Kuomintangu nastąpił bezprecedensowy rozwój kontaktów gospodarczych tajwańsko-chińskich.

Nie tylko gospodarka

Jak ocenia prof. Bogdan Góralczyk, jedna szósta PKB Tajwanu powstaje już na kontynencie w rezultacie miliardowych inwestycji w Chinach. Nic dziwnego, że tajwański biznes opowiada się za dalszym rozwojem kontaktów.

W czasie wyborów przed czterema laty KMT zmobilizowała niemal 100 tysięcy Tajwańczyków pracujących w Chinach, którzy wrócili na wyspę i oddali głosy na Kuomintang, zapewniając powtórne zwycięstwo prezydentowi Ma Ying-jeou. Tajwan i Chiny łączy już co najmniej 20 umów dwustronnych, podczas gdy do czasu objęcia władzy przez partię rządzącą nie było nawet kontaktów pocztowych.

Nie wszystkim to się podoba, o czym świadczy tzw. ruch słoneczników wiosną ubiegłego roku. Wielu tajwańskich studentów okupowało wtedy gmach parlamentu, protestując przeciwko rozszerzeniu kontaktów handlowych na podstawie nowej umowy z Chinami. Była w zasadzie uzupełnieniem porozumienia z 2010 roku, na podstawie którego nastąpiła liberalizacja wymiany towarowej.

Tym razem chodziło o współpracę bankową, udogodnienia w sferze wymiany usług czy w dziedzinie praw autorskich. Dla wielu młodych ludzi na Tajwanie tak bliskie związki oznaczały, że Pekin osiągnął za pomocą gospodarki to, czego nie udało się zrealizować za pomocą rakiet czy czołgów, a mianowicie przyłączył Tajwan do Chin. W podobne tony uderzyła Demokratyczna Partia Postępu.

Pekin nie ma nic do stracenia

Tymczasem Kuomintang utrzymywał nawet polityczne kontakty z Pekinem, odchodząc od swej polityki trzech „nie": przeciwko zjednoczeniu, przeciwko ogłoszeniu niepodległości Tajwanu i przeciwko użyciu siły w relacjach z Chińską Republiką Ludową.

Dla wyjaśnienia: ogłoszenie niepodległości nie było możliwe w obliczu przyjętej przez Pekin ustawy, na podstawie której Chiny rezerwowały sobie prawo do interwencji wojskowej, gdyby Tajpej przyjęło deklarację niepodległości. Niepodległa de facto Republika Chińska stała od chwili swego powstania na stanowisku jedności Chin.

Kuomintang może sobie jednak wyobrazić zjednoczenie z Chinami kontynentalnymi. DPP absolutnie nie.

Pekin bez wątpienia stawia na Kuomintang, licząc na to, że spotkanie prezydenta Xi Jinpinga z prezydentem Ma Ying-jeou wzmocni jego ugrupowanie na tyle, że wygra wybory. – Wtedy mogą się rozpocząć negocjacje warunków zjednoczenia – tłumaczy „Rz" prof. Góralczyk.

– Obawiam się, że rezultatem ostentacyjnego zbliżenia w Singapurze może być dalszy spadek popularności Kuomintangu i jego przegrana w wyborach – przekonuje „Rz" François Godement z paryskiego ośrodka European Council on Foreign Relations.

Z ryzyka tego rodzaju zdaje sobie sprawę prezydent Xi Jinping. Ale Pekin nie ma nic do stracenia, gdyż z DPP nie jest w stanie się porozumieć. Z drugiej strony to Xi Jinping ogłosił już dwa lata temu, iż nastąpi wielki renesans narodu chińskiego. Miał oczywiście na myśli zjednoczenie Tajwanu z Chinami.

Tak czy owak nie nastąpi ono w najbliższej przyszłości. Mimo wielu różnic Pekin i Tajpej prezentują obecnie to samo stanowisko w sprawie niezwykle dla Chin ważnej. Chodzi o roszczenia do niemal całego Morza Południowochińskiego. Oba kraje są zgodne, że zdecydowana większość wysp tego morza należy do Chin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA