fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

PiS zamknie fermy norek, ale dopiero po wyborach

fot. prawdziwaferma018
Flickr
Partia rządząca nie rezygnuje z zakazu hodowli zwierząt futerkowych, tylko odsuwa go w czasie – mówią nasze źródła w kierownictwie PiS.
"Gdzie ta dobra zmiana dla zwierząt?” – pod takim hasłem demonstrowało 13 września w Warszawie 5 tys. osób. Protestowały przeciw odstąpieniu przez PiS od projektu ustawy o ochronie zwierząt. Jednak partia wcale nie rezygnuje z nowelizacji, tylko odsuwa ją w czasie. Tak mówią nasze źródła w kierownictwie PiS.

Chodzi o projekt, który w listopadzie 2017 roku złożył szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański. Przewidywał kompleksowe zmiany dotyczące ochrony zwierząt. Obowiązkowe miało stać się czipowanie wszystkich psów, a zakazane: trzymanie psów na łańcuchach, tresowanie zwierząt w cyrkach i montowanie na budynkach kolców kaleczących ptaki.

Projekt przewidywał też poprawę działania schronisk, a największe kontrowersje budziły dwa elementy: zakaz uboju rytualnego (czyli bez ogłuszenia), a zwłaszcza zakaz hodowli zwierząt na futra. W tej ostatniej dziedzinie Polska jest jednym ze światowych potentatów. Rocznie uśmierca się u nas 8 mln zwierząt futerkowych, głównie norek.

Jeszcze w listopadzie 2017 roku zakaz hodowli na futra mocno poparł prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wystąpił w spocie walczącej o prawa zwierząt fundacji Viva!, a później nagrał się też na potrzeby innego filmu, wyemitowanego podczas konferencji w Parlamencie Europejskim.

Jednak w Sejmie prace nad projektem miesiącami nie ruszały, a nastawienie PiS do hodowli na futra formalnie zmieniło się w czerwcu. Wtedy w miejsce Krzysztofa Jurgiela na ministra rolnictwa powołano Jana Krzysztofa Ardanowskiego. – Utrzymujemy hodowlę zwierząt futerkowych – ogłosił w lipcu nowy minister.

Z jego zapowiedzi wynikało, że zamiast zakazu mają zostać zaostrzone kryteria kontroli ferm. Kilkakrotnie mówił też, że podobają mu się niektóre elementy projektu, który powinien być rozpatrywany w Sejmie. Wymienił m.in. czipowanie psów i poprawę warunków w schroniskach.

Inaczej losy nowelizacji widzi jednak członek ścisłego kierownictwa PiS. – Odkładamy tę nowelizację, by unikać kontrowersyjnych tematów podczas maratonu wyborczego – mówi nieoficjalnie w rozmowie z „Rzeczpospolitą". Jego zdaniem partia wróci do tematu po wygranych wyborach do Sejmu. Dodaje, że w nowelizacji „powinien być zakaz hodowli na futra, a także zakaz uboju rytualnego, z wyjątkiem potrzeb własnych członków związków wyznaniowych".

O tym, że scenariusz powrotu do nowelizacji w nowej kadencji parlamentu jest bardzo prawdopodobny, mówi też poseł PO Paweł Suski, szef Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. – Mam takie sygnały, poparte wiarygodnymi informacjami płynącymi z otoczenia prezesa Jarosława Kaczyńskiego – zaznacza.

Jego zdaniem sprawa nowelizacji została tylko wyciszona z powodu walki o elektorat rolny. Widać ją w kampanii samorządowej, w której PiS wyjątkowo ostro krytykuje PSL. Powód? PiS obawia się, że nawet zwyciężając w wyborach, może nie rządzić w sejmikach wojewódzkich, jeśli dobry wynik osiągnie PSL.

Również posłanka PSL Urszula Pasławska uważa, że odstąpienie od zakazu hodowli zwierząt futerkowych to tylko przedwyborczy wybieg. – Wielokrotnie już o tym mówiłam. Temat zwierząt futerkowych pojawiał się już tyle razy w tej kadencji, że nie mam żadnych wątpliwości, iż jeszcze powróci – zaznacza.

Do deklaracji ministra rolnictwa nieufnie podchodzą też hodowcy. – Obawiają się, że PiS może jeszcze przed wyborami do Sejmu uchwalić takie warunki hodowli norek, że produkcja futer stanie się nieopłacalna – mówi jeden z lobbystów związanych z branżą. – Hodowcy liczą się też z powrotem tematu po wyborach parlamentarnych. Jednak pamiętajmy, że PiS niekoniecznie będzie rządzić samodzielnie. A ewentualny koalicjant Kukiz'15 zdecydowanie opowiada się za utrzymaniem hodowli – zauważa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA