fbTrack

Polityka

Lobbyści walczą w Sejmie o legalizację marihuany

Flickr
Aż siedmiu lobbystów zajmuje się w parlamencie legalizacją konopi. Żadna inna sprawa nie skupia tylu aktywistów.

By zostać lobbystą w Sejmie, trzeba zarejestrować się w MSWiA. Daje to prawo starania się o przepustkę umożliwiającą wstęp na teren parlamentu. Gdy zawodowy lobbysta ją otrzyma, może zabierać głos podczas posiedzeń komisji. Z najnowszych danych Kancelarii Sejmu wynika, że obecnie taki status mają w parlamencie 34 osoby. Zajmują się m.in. przepisami o grach hazardowych i funduszach inwestycyjnych, a aż siedmiu lobbuje za ułatwieniem dostępu do marihuany. To ponad jedna piąta zarejestrowanych lobbystów.

Jednym z nich jest Jakub Gajewski. Mówi, że konopni lobbyści pojawili się w Sejmie przed kilkoma laty, gdy do parlamentu trafiły pierwsze obywatelskie projekty liberalizacji prawa narkotykowego. – Dzięki legitymacjom lobbystów mogliśmy swobodnie wchodzić do Sejmu, rozmawiać z posłami i nagrywać z nimi rozmowy, które potem umieszczaliśmy w internecie – opowiada.

Jednak lobbystów zajmujących się marihuaną nigdy nie było tylu co teraz. Powód? – Być może bierze się to stąd, że penalizacja tego narkotyku jest coraz większym problemem. Rośnie grupa osób, które złapane na paleniu jednego jointa muszą przerwać studia albo mają problemy ze znalezieniem pracy – mówi Gajewski.

On sam jest jednym z liderów Wolnych Konopi, największego stowarzyszenia walczącego o łatwiejszy dostęp do miękkich narkotyków. Inni konopni lobbyści reprezentują też takie instytucje, jak stowarzyszenie Cannabis House i Instytut BioInfoBank. Oba w ostatnich latach bezskutecznie starały się zalegalizować przeprowadzenie eksperymentów mających ocenić wpływ marihuany na zdrowie.

Najaktywniejszą osobą zabiegającą o legalizację konopi jest Jędrzej Sadowski. Formalnie lobbuje na rzecz BioInfoBanku, a w praktyce poświęca się Koalicji Medycznej Marihuany. Jest autorem projektu ustawy o wykorzystaniu konopi do celów leczniczych, który złożył w Sejmie poseł Kukiz'15 Piotr Liroy-Marzec. Niedawno ruszyła też obywatelska zbiórka podpisów pod tym projektem.

Sadowski mówi, że sprawa leczniczej marihuany jest obecnie priorytetem dla konopnych lobbystów w Sejmie. – Moglibyśmy uruchomić program medycznej marihuany na skalę światową. I do tej sprawy chcemy przekonać członków klubu PiS – mówi.

Czy może się to udać? – Projekt o medycznej marihuanie na pewno ma szanse, choć ostateczny głos będzie należał do ekspertów – mówi Marek Ast, szef Sejmowej Komisji Ustawodawczej. Nie ukrywa jednak, że do lobbystów podchodzi z rezerwą. – Aktywność Stowarzyszenia Wolne Konopie może budzić podejrzenia, że chodzi o inne cele niż wyłącznie lecznicze – mówi.

Stąd lobbystom walczącym o dostęp do marihuany nie udało się osiągnąć w Sejmie wiele. W 2014 r. Jędrzej Sadowski próbował wpłynąć na treść projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który powstawał w Ministerstwie Zdrowia. Nowelizacja miała ułatwić walkę z dopalaczami, Sadowski chciał przy tej okazji zalegalizować marihuanę.

Ministerstwo się nie zgodziło, a gdy projekt trafił do Sejmu, Sadowski z dwoma innymi lobbystami zabrał głos na posiedzeniu Komisji Zdrowia. Konrad Rycerz, reprezentujący grupę lobbingową Grass Roots przekonywał posłów, że konopie są „rośliną stworzoną przez Pana Boga dnia trzeciego" i przypominał im, że polscy aptekarze już w XIX w. sprzedawali „cygarety indyjskie", będące „panaceum na wszelkie dolegliwości".

Posłów nie udało się przekonać. – W pewnym momencie nawet wyszedłem z sali – wspomina Jędrzej Sadowski. Jego zdaniem ustawa o medycznej marihuanie ma jednak większe szanse, bo zmieniła się świadomość polityków.

Jakub Gajewski mówi, że stało się tak m.in. dzięki pracy lobbystów. – Nie tylko spotykaliśmy się z posłami, ale też namawialiśmy marszałków do wysłuchań publicznych i pisaliśmy pisma dla Biura Analiz Sejmowych – mówi. – Dzięki temu może się udać przekonać władze PiS, że ustawa o medycznej marihuanie nie jest diabelska – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL