Polityka

Kulisy operacji "Pokusa". Chodzi o płatną protekcję

ABW zajrzała za kulisy Ministerstwa Skarbu. Jej odkrycia stały się podstawą aktu oskarżenia
Fotorzepa, Marta Bogacz
Znajomy byłego wiceministra skarbu w rządzie PO-PSL oskarżony o płatną protekcję.

ABW przez pół roku podsłuchiwała Tomasza Lenkiewicza, wiceministra skarbu w rządzie PO-PSL. Kulisy operacji o kryptonimie „Pokusa" ujawniamy dziś w „Rzeczpospolitej".

Akta sprawy pokazują, jak znany biznesmen próbował załatwić w resorcie swoje interesy i jak pomagał mu w tym pośrednik z „dojściem" do wiceministra. Sprawa wypływa teraz, bo Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia, ale nie sposób jej uznać za zemstę PiS na poprzednikach. To służby będące pod kontrolą PO prześwietlały wiceministra.

Z kartą VIP

Ta historia ma trzech bohaterów. Na celowniku ABW znaleźli się wiceminister, jego znajomy Bartłomiej B. oraz biznesmen Marek S. Dwaj ostatni występują dziś pod inicjałami, bo stali się oskarżonymi.

Niespełna 40-letni Tomasz Lenkiewicz został podsekretarzem stanu w resorcie skarbu w styczniu 2012 r. Pochodzi z Pomorza, skończył AWF. Przyszedł z Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie (któremu od 2010 r. szefował) i zajął m.in. prywatyzacją spółek z branży rolno-spożywczej, transportowej i tzw. resztówek.

Kontrolę operacyjną o kryptonimie „Pokusa" Agencja rozpoczęła w 2012 r. (co ją do tego skłoniło, nie wiemy). W jej ramach zaczęła podsłuchiwać rozmowy telefoniczne i pod lupę wzięła esemesy oraz e-maile Lenkiewicza, jego znajomego oraz Marka S.

B. to przyjaciel wiceministra jeszcze z czasów studiów na AWF. Do resortu wchodził jak do siebie, bo miał stałą kartę VIP. Pozwalała mu swobodnie odwiedzać nawet „sekretariaty ministrów" – czytamy o tym w akcie oskarżenia. Korzystał też ze służbowego mieszkania Lenkiewicza.

S. jest znanym biznesmenem, przed laty działał m.in. w branży wydobywczej. W 2012 r. zamierzał kupić prywatyzowany Przemysłowy Instytutu Maszyn Budowlanych w Kobyłce pod Warszawą (wart uwagi m.in. z powodu posiadanych gruntów). To wtedy pomoc zaoferował mu B., chwaląc się, że ma kolegę wiceministra.

Biznesmen zamierzał też nabyć będącą w upadłości hutę w Sosnowcu. Wpłacił już wysokie wadium, które by stracił, gdyby zapłaty nie uregulował w ciągu półtora miesiąca. Starał się więc o kredyt, ale potrzebował poręczenia Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP). I tu znów pojawić się miał B. z ofertą pomocy i atutem w postaci znajomości z ministrem.

„Daj sygnał, bo..."

Lenkiewicz wydawał się chętny do pomocy. Dał się zaprosić na obiad, na którym poznał biznesmena. Później, jak wynika ze stenogramów z podsłuchów (zostały odtajnione), zabiegał o to, by prezes ARP spotkał się z S. W ciągu tygodnia Lenkiewicz wysłał też osiem esemesów do wiceszefa resortu Rafała Baniaka, w którego gestii leżał nadzór nad ARP. Prosił o przekazanie informacji, co się dzieje w sprawie „Białego" – jak nazywał B. „Rafał, sorry, ale przypominam się bezczelnie, ale daj dzisiaj sygnał, bo umrzemy..." – to jeden z esemesów.

Według prokuratury Lenkiewicz zdecydował też o ponownym przeprowadzeniu prywatyzacji Instytutu, który chciał kupić S. To miało umożliwić biznesmenowi zgromadzenie odpowiednich dokumentów i dać mu czas na przedstawienie finansowania zakupu.

W kontaktach z wiceministrem B. wykazywał dużą śmiałość. „Błagam cię o to PKO jakbyś mógł tam, bo ten mnie k... (...) po prostu umiera" – mówił do Lenkiewicza. Ten odpowiadał: „Myślisz, że to takie proste jest (...) ty nie chcesz... faceta z budki tylko prezesa" i dodawał: „Postaram się, zrobię wszystko".

B. umówił wizytę biznesmena w resorcie. „Ja wychodzę po pana na dół (...) idziemy razem do ministra i... pracujemy". Czasem język rozmów przypomina ten znany z nagrań z Sowy & Przyjaciele. „Pan napierd... teraz do prezesa i załatwia pan sprawę w ARP, bo jak nie (...) to się wyjeb...".

W zamian za posady

ABW zdobyty materiał uznała za poważny i przekazała do prokuratury z wnioskiem, że informacje wskazują na to, iż B. wspólnie z powiązanym z nim towarzysko podsekretarzem stanu mogli dopuścić się „korupcji, płatnej protekcji (...) w kontaktach z przedsiębiorcami".

O jakiego rodzaju korupcji mowa? S. miał deklarować B., iż zatrudni go w przyszłości w swoich spółkach, była też obietnica „korzyści majątkowych w formie pieniężnej". Co z tego miałby mieć minister? W analizie ABW, na którą powołuje się prokuratura, czytamy, że B. miał kupić Lenkiewiczowi za pieniądze od S. duże mieszkanie w centrum Sopotu.

W połowie 2013 r., dwa miesiące po tym, gdy materiały ABW trafiły do prokuratury, Lenkiewicz podał się do dymisji. Powodów oficjalnie nie podano.

Początkowo cała trójka usłyszała zarzuty – także wiceminister. Jednak ostatecznie prokuratura oskarżyła tylko B. – o powoływanie się na wpływy m.in. w resorcie skarbu, oraz S. – o obietnicę łapówki.

Zarzuty wobec Lenkiewicza umorzono, choć – jak napisał w uzasadnieniu prowadzący śledztwo prok. Jacek Mularzuk – wiceminister wykazywał „ponadstandardowe zainteresowanie sprawami, które nie leżały wprost w jego kompetencji". Prokurator ocenił, że podsłuchane rozmowy można zinterpretować tak, jak to zrobiła ABW w swojej analizie, a zaprezentowana przez nią wersja zdarzeń dawała podstawy do stwierdzenia, że Lenkiewicz popełnił zarzucany czyn. „Jednak podejrzenie to nie znalazło mocnego wsparcia w pozostałym materiale dowodowym".

Gdyby chciał pomóc

Z załatwiania nic nie wyszło – ARP nie zgodziła się wystawić S. poręczenia potrzebnego do uzyskania kredytu (choć potem biznesmenowi udało się kupić hutę). Prywatyzacja Instytutu nie doszła do skutku.

W śledztwie S. przyznał się do części zarzutów i zeznał, że znajomy ministra obiecywał pomoc (ale nic nie załatwił). B. tłumaczył, że tylko obiecywał poszukać pośrednika.

Próbowaliśmy porozmawiać z Lenkiewiczem. Przez telefon odmówił, zakazał przesłania pytań na służbowy adres e-mail i nie podał e-maila prywatnego. – Proszę przesłać pytania pocztą. Może odpowiem, może nie. Zastanowię się – odparł.

W śledztwie mówił m.in., że gdyby naprawdę chciał pomóc S., to po prostu przyjąłby jego ofertę na zakup Instytutu, bo była najlepsza. Co do mieszkania zaś, tylko prosił B., by zorientował się w możliwościach kupienia go „w rozsądnej cenie".

Akt oskarżenia wpłynął do sądu w lipcu. Daty procesu jeszcze nie wyznaczono.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL